Jak przygotować się na inwazję kosmitów?

20.05.2007 16:49
Travis Taylor

Travis Taylor (Fot. doctravis.com)

Gdy nadejdzie dzień, w którym obcy zaatakują Ziemię, będziesz wdzięczny, że posłuchałeś rad Travisa Taylora i Boba Boana. Jeśli inwazja przebiegać będzie na wzór hollywoodzkich superprodukcji, wspomniani panowie mogą być tymi, którym ludzkość zawdzięczać będzie ocalenie.
Travis i Bob są autorami "Wstępu do obrony planetarnej" - podręcznika, z którego możemy się dowiedzieć, jak zachować się w sytuacji, gdy zieloni, miotający śmiercionośnymi promieniami goście z kosmosu przekroczą nasz ziemski próg. Co najważniejsze, autorzy książki traktują swoje dzieło wyjątkowo serio. ( Zobacz wybrane strony książki na amazon.com)

- Naprawdę, istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że obce formy życia istnieją. Myślę, że są również wystarczająco stare, by na przestrzeni wieków rozwinąć swoją technologię na tyle, by odwiedziny naszego układu planetarnego nie stanowiły dla nich jakiegokolwiek problemu - rozpoczyna swą opowieść Taylor.

Wraz ze swoim kolegą Bobem, stanowią przykład dwóch - jak sami o sobie mówią - świrów, mających obsesję na punkcie teorii spiskowych dotyczących Strefy 51 (amerykańska baza wojskowa znajdująca się na południu stanu Nevada, gdzie według różnych spekulacji wojsko przetrzymywało i badało pozaziemskie formy życia pochodzące z obiektu, który rozbił się w 1947 roku w pobliżu miasta Roswell). Taylor jest absolwentem astronomii i fizyki, a obecnie pracownikiem firmy konsultingowej Booz Allen Hamilton. Wraz z Boanem współpracowali również z amerykańskim ministerstwem obrony i agencją kosmiczną NASA.

Taylor przyznaje, że potencjalna inwazja obcych to temat, który wypełnia jego życie. Dodaje zarazem, że założenie, jakoby obca cywilizacja, która potrafi podróżować między gwiazdami chciała ewoluować unikając wojen, jest wyjątkowo naiwne.

- To wspaniała koncepcja, która nie ma ugruntowania w rzeczywistości - przekonuje.

Pomyłka Fermiego?

Taylor i Boan skorygowali dwie teorie, które wielokrotnie pojawiały się w debacie na temat tego, czy ludzie są sami we wszechświecie: równanie Drake'a i paradoks Fermiego.

Wzór zaproponowany w latach 60. XX wieku przez amerykańskiego astronoma Franka Drake'a, próbuje oszacować na ile prawdobodobny jest kontakt z obcą cywilizacją. Głównym celem równania nie jest dokładne określenie liczby cywilizacji, lecz dokładniejsze zrozumienie mechanizmów które wpływają na szanse ich powstania. Wśród współczynników wzoru znajdują się takie jak liczba planet znajdujących się w ekosferze, tj. takich, na których może powstać życie, czy też odsetek cywilizacji które będą chciały podjąć komunikację z ludzkością.

Taylor i Boan odrzucili elementy równania, które uznali za zbyt "ostrożne" jak np. założenie, że obcy nie mogą podróżować z prędkością większą niż 10 proc. prędkości światła. Po uporaniu się z cyferkami, panowie doszli do wniosku, że nasza Droga Mleczna skrywa tysiące inteligentnych gatunków i że istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że przynajmniej jeden lub dwa z nich odwiedzają ziemię każdego stulecia.

Jeśli jednak istnieje tak wiele obcych form życia, to dlaczego nie otrzymaliśmy od nich dotąd żadnego sygnału? Dlaczego nie znaleźliśmy żadnych śladów w postaci sond, statków kosmicznych albo transmisji radiowych?

Takie właśnie pytanie w 1950 roku zadał włoski fizyk teoretyk, laureat Nagrody Nobla z dziedziny fizyki, Enrico Fermi, obalając tym samym spekulacje swoich kolegów po fachu przekonanych, że inteligentne życie w kosmosie powinno być normą.

Autorzy "Wstępu do obrony planetarnej" są przekonani, że Fermi się mylił. Według nich, nawet jeśli obcy używają "boskiej" technologii, dzięki której są w stanie w ciągu jednego dnia przemierzyć tysiące lat świetlnych, to i tak potrzebowaliby milionów lat by zbadać wszystkie systemy planetarne w całej galaktyce. Zgodnie z ich teorią, kosmici mogli po prostu nie trafić jeszcze na nasz ślad.

Ruch oporu w stylu mudżahedinów

Nad tym jak zareagować na wypadek agresywnego, pozaziemskiego ataku, Taylor i Boan zaczęli się zastanawiać podczas prowadzonej w 2001 roku dyskusji na temat zagrożenia terrorystycznego.

- Pomyślałem sobie wtedy, w jakiej sytuacji musiałby znaleźć się mój kraj, by z pozycji supermocarstwa przejść do roli bojownika o wolność. Od razu przyszła mi na myśl hipotetyczna wojna z obcą cywilizacją. Gdy podzieliłem się swoimi spostrzeżeniami z resztą rozmówców, pierwszą ich reakcją był chichot. Wystarczyła jednak chwila, by posypały się komentarze - opowiada Taylor. - Ta myśl niesamowicie nas pochłonęła. Zaczęliśmy opracowywać szczegółowy plan działań na wypadek "międzyplanetarnego" konfliktu. Doszliśmy do wniosku, że musimy być przygotowani na taką ewentualność.

Według Taylora, opóźnienia w przygotowaniach mogą doprowadzić do sytuacji, w której ludzkość będzie musiała się "okopać", używać improwizowanej broni oraz taktyki "atakuj i uciekaj", podobnie jak islamscy ekstremiści walczący z Amerykanami na terytorium Iraku.

- Możliwe, że nasza walka miała by formę powstania, coś na styl ruchu oporu mudżahedinów - tłumaczy. - Islamscy powstańcy wiedzą jak wygrywać z nami wojnę. Myślę, że ich sposób walki byłby najlepszą obroną na wypadek kosmicznego ataku.

Autor przekonuje, że podczas takiego konfliktu bardzo duże znaczenie będzie miała umiejętność podejmowania szybkich decyzji i pomysłowość dowódców. - Myślę, że rozwiązania w stylu mitycznego konia trojańskiego staną się niezbędne - śmieje się Taylor.

Bakterie groźne tylko dla ludzi

Według niego, w przypadku wojny z kosmitami, nie moglibyśmy liczyć na pomoc ziemskich bakterii. - Niszczycielska moc grypy, o której pisał H.G. Wells w swojej "Wojnie światów", to tylko literacka utopia. Obce organizmy ewoluowały w zupełnie inną stronę niż ludzkie. Ziemskie bakterie i wirusy, które potrafią wyrządzić nam tak wiele szkód, w konfrontacji z istotą z gwiazd miałyby zapewne niewiele do powiedzenia - przekonuje.

Czy w takim razie ludzie będą mieli jakiekolwiek szanse w sytuacji, gdy zostaną zaatakowani przez obcą cywilizację? Travis uważa, że tak, ale podkreśla, że nasze bezpieczeństwo leży w naszych rękach.

- Osoby ze szczytów władzy muszą podejść do tego problemu na poważnie, a nie jak do głupkowatego science-fiction - tłumaczy. - Przykładem niech będzie nieżyjący prezydent Ronald Reagan, który wiele razy, wraz ze swoimi współpracownikami, dyskutował na temat zagrożenia niepochodzącego z ziemi.

Taylor jest przekonany, że tylko odpowiednia profilaktyka pozwoli nam przeżyć. - To trochę jak ze szczepionką, dzięki której uniknikamy choroby. Jeśli już dziś podejmiemy odpowiednie działania, to być może, gdy przyjdzie co do czego, najbardziej zaskoczeni będą kosmiczni agresorzy.

Czy jesteśmy sami we wszechświecie?
Zobacz także
  • Tak mogą wyglądać planeta Gliese 581d i jej czerwone słońce To nie druga Ziemia, ale nadaje się do życia
  • Nie dzwoń już, E.T.
Skomentuj:
Jak przygotować się na inwazję kosmitów?
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje