Blair: 27 czerwca ustąpię ze stanowiska premiera

Brytyjczycy są wyjątkowi. To największy naród na Ziemi - mówił wczoraj premier Tony Blair, żegnając się z narodem i stanowiskiem
Odchodzi po ponad dziesięciu latach na czele rządu, w połowie trzeciej kadencji. Robi miejsce dla przyjaciela i ministra finansów Gordona Browna, którego Partia Pracy do 27 czerwca wybierze najpewniej na szefa.

Brown nie ma poważnych rywali i wszystko wskazuje na to, że jako nowy lider laburzystów stanie na czele rządu. Będzie miał czas, by udowodnić, jakim jest premierem, i odbudować popularność laburzystów przed następnymi wyborami, które odbędą się zapewne w 2009 roku.

Blair zapowiedział odejście przed jesienną konwencją partii już wiele miesięcy temu, ale aż do wczoraj nie powiedział, kiedy to nastąpi dokładnie.

Na miejsce pożegnania wybrał swój okręg wyborczy Sedgefield w północnej Anglii. Działacze partii i mieszkańcy żegnali premiera owacjami. On sam zaczął z uśmiechem, lecz później mówił poważnie, wyraźnie wzruszony.

Blair przypomniał rodakom, którzy dziś tak surowo go oceniają, że gdy obejmował władzę, Wielka Brytania była innym krajem. - Przypomnijcie sobie rok 1997. Naprawdę pomyślcie, jak było, jaki był standard życia wtedy i teraz - mówił. - Odwiedźcie lokalną szkołę, którąkolwiek tutaj lub gdzie indziej w dzisiejszej Brytanii. Zapytajcie siebie, kiedy ostatnio musieliście czekać rok, by zostać przyjętym do szpitala, kiedy słyszeliście o emerytach zamarzających na śmierć w zimie, bo nie byli w stanie ogrzać swego domu?

Podkreślał, że jego rząd był pierwszym od 1945 r., który jednocześnie "stworzył więcej miejsc pracy, obniżył bezrobocie, poprawił opiekę zdrowotną i edukację, zmniejszył przestępczość i miał wzrost gospodarczy w każdym kwartale sprawowania rządów".

Podjął też najtrudniejszy temat - wojny w Iraku, z powodu której Brytyjczycy go znienawidzili i życzą sobie jego odejścia. - Z ręką na sercu, zrobiłem to, co uważałem za słuszne. Być może się myliłem, wam to oceniać. Wierzcie jednak przynajmniej w jedno: zrobiłem to, co uważałem za właściwie dla naszego kraju.

Ze świata natychmiast zaczęły napływać hołdy dla Blaira. Biały Dom nazwał go wyjątkowym przywódcą i przyjacielem, japoński premier Shinzo Abe mówił o tym, że Blair osiągnął za swych rządów wspaniałe rezultaty.

Przewodniczący Komisji Europejskiej José Manuel Barroso stwierdził natomiast, że "nawet jeśli Blair z powodzeniem zbliżał Europę do Wielkiej Brytanii, to jednak nie był w stanie całkowicie zmienić nastawienia w Wielkiej Brytanii do niektórych najważniejszych kwestii europejskich".

Co zaledwie 54-letni Blair będzie robił po odejściu z urzędu? Od dawna trwają spekulacje, że zajmie się prowadzeniem kampanii przeciw globalnemu ociepleniu i biedzie w Afryce. "The Times" napisał kilka dni temu, że Blair, praktykujący anglikanin i mąż katoliczki, który dobrze zna nie tylko Biblię, ale też Koran, założy fundację promującą zrozumienie między chrześcijaństwem, islamem i judaizmem.

W Europie mówi się natomiast, że gdyby powstał urząd prezydenta Unii Europejskiej, to mógłby go objąć Blair. Europa nie ma bowiem drugiego tak doświadczonego, a jednocześnie tak młodego polityka.

- To człowiek, który dopiero przymierza się do pisania kolejnych rozdziałów historii. Jestem przekonany, że w ciągu kilku lat powstanie urząd prezydenta UE. A wtedy kto inny może zająć to stanowisko, jak nie on? - uważa były premier Jan Krzysztof Bielecki.