Tym razem to wypowiedzi wiceministra edukacji Mirosława Orzechowskiego oraz późniejsze słowa wicepremiera Romana Giertycha (obaj z LPR) sprowokowały członków Parlamentu Europejskiego do debaty - już drugiej w ciągu ostatniego półrocza - o możliwej dyskryminacji homoseksualistów w Polsce.
Nie pomogły tłumaczenia polskich kolegów, że zarówno od propozycji Giertycha, jak i Orzechowskiego (by blokować homoseksualistom dostęp do posad nauczycielskich) publicznie odciął się premier Jarosław Kaczyński.
Zachodnioeuropejscy eurodeputowani socjaldemokratyczni, komunistyczni, liberalni oraz z frakcji zielonych chcieli Polskę skrytykować i zrobili to, choć bez jakiejś szczególnej pasji. Ich zdaniem niedopuszczalna jest bowiem sytuacja, w której przedstawiciel rządu wygłasza uderzające w homoseksualistów uwagi, nawet jeśli później nie przekształcają się one w konkretne projekty prawa.
- Musimy występować przeciwko takim odrażającym wypowiedziom - tłumaczyła jedna z socjalistek.
- Niestety, musimy powtarzać debatę o dyskryminacji w Polsce. To wynika z działań polskiego rządu - wtórowała jej Sophia in 't Veld z frakcji liberalnej ALDE.
Polscy eurodeputowani nie ukrywali sceptycyzmu zarówno co do debaty, jak i co do rezolucji o "Homofobii w Europie". Rezolucja ma być podsumowaniem wczorajszej dyskusji w PE. Europarlament będzie głosować nad nią już dziś. I koalicji liberałów, socjaldemokratów, zielonych i komunistów najprawdopodobniej uda się zgromadzić odpowiednią liczbę głosów, by ten krytyczny wobec Polski tekst przyjęto.
Polscy członkowie PE żałują, że tak się stanie.
- Nie uznajemy żadnych form dyskryminacji i jesteśmy zwolennikami pełnej tolerancji. Pragniemy podkreślić, że istnieje poważna różnica między brakiem dyskryminacji w tej dziedzinie a promowaniem postaw homoseksualnych. Tolerancja - tak, niedyskryminacja - tak. Ale promocja - nie, bo promocja w tej dziedzinie nie jest miarą poszanowania praw człowieka - tłumaczył Jan Kułakowski z PD (frakcja ALDE).
Z kolei Konrad Szymański z PiS (frakcja UEN) zauważył, że nie tylko Polska ma problemy z agresją wobec homoseksualistów, ale tylko Polsce dostaje się za to w Strasburgu. - Powód może być tylko jeden: europarlament daje się wodzić za nos ekstremistycznej grupie posłów, których drażni każde słowo polemiki z postulatami lub postawami homoseksualnymi. Tak łatwe uleganie tej homoseksualnej cenzurze staje się znakiem firmowym naszego zgromadzenia - ironizował.
Tylko jeden polski poseł Józef Pinior z SdPl (członek frakcji Europejskiej Partii Socjalistycznej) zdecydowanie opowiedział się zarówno za rezolucją, jak i koniecznością debatowanie o homofobii w Polsce. - Z niedawno opublikowanego raportu przygotowanego m.in. przez organizację "Lambda" wynika, że mamy w Polsce do czynienia z prześladowaniem, łącznie z przemocą fizyczną, osób homoseksualnych. Kto, jeśli nie Parlament Europejski, ma stanąć w obronie tych ludzi? - tłumaczył "Gazecie" Pinior.
Skrytykował pozostałych eurodeputowanych (zwłaszcza tych z frakcji socjaldemokratycznej) za to, że do końca próbowali debatę oraz rezolucję zablokować. - To oznacza, że w Polsce nie ma już lewicy - uznał.