Bananowy koncern Chiquita finansował armię kolumbijskich zabójców

Międzynarodowy koncern bananowy Chiquita finansował przez lata terrorystyczną armię paramilitarną, która chroniła jego interesów. To zapewne tylko fragment uwikłania wielkich korporacji w tajne układy z zawodowymi zabójcami.
Mroczne interesy koncernu Chiquita z siedzibą w Cincinnati w USA wyszły na jaw kilka lat temu m.in. dzięki raportowi Organizacji Państw Amerykańskich. Chiquita przyznała się do tego w 2003 roku, ale dopiero teraz doszło do ugody koncernu z Departamentem Sprawiedliwości.

Chiquita zapłaci 25 mln dol. kary na nielegalne finansowanie organizacji uznanej przez administrację USA za terrorystyczną już w 2001 roku. Kolumbia zażąda ekstradycji amerykańskich szefów koncernu.

Chiquita eksploatowała od dawna wielkie plantacje bananów w północnych departamentach Uraba i Santa Marta. W latach 90. rząd nie kontrolował ogromnych połaci kraju pogrążonych w wojnie domowej toczonej przez lewackich terrorystów z armii FARC i ELN oraz paramilitarnymi oddziałami Zjednoczonej Samoobrony Kolumbii AUC. FARC, ELN i AUC wyrywały sobie całe terytoria wraz z polami, hacjendami, plantacjami oraz ludnością. Z tych de facto swoich kolonii czerpały rekrutów, haracze i masakrowały bez pardonu wszystkich nieposłusznych. Dochody armie czerpały m.in. z dobrowolnych lub wymuszonych haraczy płaconych przez koncerny i prywatnych posiadaczy ziemskich.

Chiquita, żeby zapewnić bezpieczeństwo upraw bananów oraz płynność zbytu przez porty karaibskie, od 1997 do 2004 roku płaciła AUC Carlosa Castano oraz przekupywała celników w portach. Przez siedem lat wypłaciła im 1,7 mln dol. w stu ratach. Ponadto w 2001 roku koncern udostępnił swój statek oraz wolnocłowy port Turbo, przez który Carlos Castano przemycił do kraju 3400 kałasznikowów i 4 mln sztuk amunicji.

Ludzie z Banadeksu, kolumbijskiej filii Chiquity, rozładowali oraz przechowywali ten arsenał przez cztery dni, zanim Castano zorganizował transport do swoich włości w sercu prowincji Antiochia.

O związkach z kolumbijskimi terrorystami oraz ich wynagrodzeniach idących poprzez legalną firmę ochroniarską lub pensje kolumbijskich dyrektorów Banadeksu świetnie wiedzieli szefowie koncernu w Cincinnati. Do całego procederu przyznali się w 2003 roku Departamentowi Sprawiedliwości, tłumacząc się tym, że na terytoriach, gdzie panowało bezprawie nie mieli wyjścia, musieli chronić interesy firmy oraz bezpieczeństwa pracowników, opłacając się temu, kto mógł je zapewnić.

Płacili jednak dalej paramilitarnym jeszcze przez dziesięć miesięcy, do wycofania się z Kolumbii.

Właśnie w latach 1997-2004 armia Carlosa Castano rozciągnęła swe panowanie na ogromne obszary Kolumbii. Pierwszym źródłem jej olbrzymich dochodów był co prawda biznes kokainowy, ale drugim - kasy międzynarodowych koncernów, plantatorów, hodowców bydła, przedsiębiorców.

Prawdopodobnie Chiquita była jednym z większych pojedynczych sponsorów AUC, dzięki którym organizacja ta urosła do ponad 30 tys. zbrojnych zabójców. W latach 1997-2004 armia Carlosa Castano, tocząc wojnę z terrorystami z FARC, przepędziła z siedzib 60 tys. chłopów, a w walkach zginęło 3778 osób. W rzeziach wiosek, gdzie AUC szukała rzekomych zwolenników partyzantów paramilitarni zabili 432 osoby. Z opanowanej w końcu całkowicie Uraby Castano wysyłał helikopterami ekspedycje karne w celu odbicia miasteczek i wiosek z rąk FARC czy ELN.

Kiedy rzecz wyszła na jaw, Chiquita w ciągu roku sprzedała Banadex za blisko 44 mln dol. i wycofała się z Kolumbii. Przyznała się także, że za nietykalność i bezpieczeństwo interesów płaciła także FARC i ELN.

Kilkunastu najpotężniejszych komendantów AUC siedzi dzisiaj w więzieniu, a ich podwładni złożyli broń. Komendanci liczą na nadzwyczajnie łagodne kary w zamiar za wyznanie zbrodni. Przy okazji wychodzi na jaw, jak daleko i głęboko w politykę i gospodarkę Kolumbii sięgały ich macki - aresztowanych jest już kilkunastu opłacanych przez nich posłów, którzy wykonywali ich rozkazy i broniły ich interesów.

Afera koncernu Chiquita osłania zaledwie fragment obrazu imperium finansowego, jakie AUC zbudowali terrorem, przekupstwem i szantażem. Śledztwo w sprawie Chiquity i szmuglu broni dla AUC toczyło się także w Kolumbii w 2003 roku. Ukręcił mu głowę szef wywiadu kolumbijskiego Jorge Noguera, który od miesiąca siedzi w więzieniu. Jest oskarżony o współpracę z AUC.