Wioska Ceausescu wchodzi do Europy

W rumuńskim Scornicesti wiedzą, że wejście do Unii Europejskiej zmieni wiele. Może nawet zmartwychwstanie były komunistyczny dyktator i najsłynniejszy syn wioski Nicolae Ceausescu
Scornicesti po raz pierwszy w historii rozświetla w tym roku świąteczna dekoracja. Są choinki, wróżki z gwiazdkami i neonowy napis: "Scornicesti 2007. Szczęśliwego Nowego Roku". To z okazji wejścia Rumunii do Unii Europejskiej. Takich iluminacji nie było nad Oltem nawet w 1988 r., gdy władze przekształcały wioskę Scornicesti we wzorcowe komunistyczne miasto.

Tyle że Scornicesti nigdy nie było zwykłą wsią. Właśnie tu prawie 89 lat temu urodził się Geniusz Karpat i Dunaj Myśli, czyli były komunistyczny dyktator Nicolae Ceausescu, który rządził krajem przez 24 lata aż do obalenia komunizmu w grudniu 1989 r.

Helikopter w lucernie

Przy szerokiej Strada Principal w Cafe-Restaurant bez nazwy czas jakby się zatrzymał. W oparach dymu, przy stoliku nakrytym białą serwetą, na której wypalone papierosami dziury pamiętają minioną epokę, o UE rozmawiam z czterema elektrykami, nauczycielem i barmanem. Króluje piwo Ursus z niedźwiedziem na etykiecie oraz pięciogwiazdkowy Alexandrion, miejscowy specjał o smaku i kolorze zbliżonym do greckiej Metaksy. Jedzenia brak, bo je się w domu.

- Z okazji wejścia do UE zmartwychwstanie Ceausescu! - zupełnie serio deklaruje Nicolae Reduca, elektryk w czarnym kaszkiecie, który w Scornicesti mieszka od urodzenia. "Don Profesor", jak z szacunkiem zwracają się inni do nauczyciela z podstawówki Virgila Stanculescu, uważa, że w miasteczku z powodu Unii już sporo się zmieniło. - W szkole są nowe okna, dach, dużo remontów za pieniądze z Brukseli. Są inwestycje, np. 3 mln euro na wodociąg. Takich zmian nie było od pół wieku. Ale szkoda, że nie rządzi Ceausescu - mówi z żalem 47-letni Virgil.

W Scornicesti, 130 km na zachód od Bukaresztu, nostalgia za dyktatorem i komunizmem miesza się z nadzieją na lepsze czasy. Tu, inaczej niż w stolicy, większość ludzi głosuje na postkomunistów i nacjonalistów. Miejscowi tęsknią za minionym reżimem, bo wprawdzie kraj doprowadził on do ruiny, ale im zapewnił lata prosperity.

Nicolae Ceausescu mieszkał tu do 11. roku życia, zanim ruszył do Bukaresztu uczyć się na szewca. Rodzinną wioskę do końca życia odwiedzał regularnie raz w roku.

- Na jego przyjazd drogi i ulice dekorowaliśmy kwiatami. W centrum wisiały ogromne portrety, całe miasto witało Ceausescu chorągiewkami. A tam, za jego domem, gdzie teraz rośnie lucerna, było lądowisko dla helikoptera - wspomina krawcowa Valeria Marin, która mieszka dokładnie naprzeciw niewielkiej, krytej gontem chałupinki, w której w styczniu 1918 r. urodził się rumuński dyktator.

- Rodzina Ceausescu kupowała od moich rodziców mleko. Byli dla nas zawsze bardzo mili, a dzieci prezydenta przyjeżdżały tu na wakacje - wspomina dawne lata Valeria. W wolnej Rumunii jej rodzinie wiedzie się dużo gorzej. - Za Ceausescu w Scornicesti było jak w Bukareszcie. Mieliśmy browar, mleczarnię, piekarnię. Kobiety pracowały w zakładzie odzieżowym, a mężczyźni w fabryce części samochodowych. Dziś nie ma pracy. Mój brat jak wielu sąsiadów pracuje w Hiszpanii, a córka we Włoszech. Co z tego, że mamy sklepy pełne towarów, jak nic nie możemy kupić - smuci się Valeria. - Gdyby nie rozstrzelali Ceausescu, znów byłby prezydentem - nie ma wątpliwości.

Ale krawcowa wie, że za granicą żyje się lepiej. - Mam nadzieję, że jak wejdziemy do Unii, pensje wzrosną, życie stanie się łatwiejsze, że wreszcie będziemy mieli wodociąg, a z czasem będzie nam nawet lepiej niż za komunizmu - mówi dawna sąsiadka Ceausescu.

Z okien jej domu widać nie tylko pobielony dom Nicolae, ale także położony obok niego cztery razy większy dom siostry dyktatora Eleny Barbulescu, która mieszkała tu aż do swojej śmierci pięć lat temu.

Na sąsiedniej działce, tuż obok okazałego domu Eleny, w powietrze wystrzela trzeci dom rodziny Ceausescu - wielka willa zbudowana na polecenie przywódcy z myślą o jego wnukach. Dziś ogromny elegancki dom należy do państwa i jest zamknięty na głucho.

Mały domek dyktatora i posiadłość siostry odziedziczył jej syn Emil. W zamian za mieszkanie w centrum miasteczka wydzierżawił oba domy pewnemu Włochowi, który nad Oltem ma kemping i z zamkniętego dwa lata temu muzeum Geniusza Karpat chce uczynić atrakcję turystyczną.

Spadek po Ceausescu

Na głównej ulicy Scornicesti widać najlepiej efekt tzw. systematyzacji - akcji wymyślonej przez Ceausescu, który chciał przenieść chłopów z chat do bloków, a przy okazji wynarodowić mniejszości narodowe.

Jako jedną z pierwszych postanowił zmienić swą rodzinną wieś. Zamiast drewnianych domów kazał wybudować trzypiętrowe bloki. Tam gdzie były pastwiska, powstał stadion na 30 tys. widzów, na którym w czasach dyktatora grał pierwszoligowy FC Olt, od obalenia komunizmu zamykający trzecią ligę.

Buldożery zrównały z ziemią stare chaty, a na budowie przymusowo pracowali wszyscy mieszkańcy. Aby powstało wzorcowe miasto, trzeba było jednak Scornicesti powiększyć. Komuniści połączyli więc 13 wsi w jedno miasteczko.

Dziś dawna wieś dyktatora liczy ponad 12 tys. mieszkańców. Jednak systematyzacja objęła tylko część z nich, bo zatrzymała się na moście. Za nim stał bowiem nietykalny dom Ceausescu.

Krawcowa Valeria do rozwodu z mężem mieszkała w blokach wybudowanych podczas systematyzacji. - Były cudowne, miały ciepłą wodę, ogrzewanie, wszystko takie nowe. Nie to co dziś, gdy żadna z partii nie potrafi rządzić - uważa Valeria.

Unia ma szansę

Podobnie myślą bywalcy Cafe-Restaurant. - Za Nicolae mieliśmy pieniądze, warunki życia były lepsze. Obowiązywała prosta zasada, była jedna partia i jeden worek z pieniędzmi. Dziś mamy wiele partii i wielu bandytów - uważa "Don Profesor", który czasem prowadzi dla swych uczniów pogadanki o Unii, choć jak przyznaje, sam za wiele o niej nie wie.

- Ceausescu był dobrym człowiekiem, synem Scornicesti - kwituje nauczyciel. Gdy pytam, co z ofiarami rumuńskiego komunizmu, których według ustaleń historyków było od 500 tys. do 2 mln, nauczyciel zamyśla się, po czym przypomina, że czasach feudalizmu też wielu ginęło.

Elektryk z 37-letnim stażem pracy przy cenach podobnych do polskich zarabia równowartość 240 euro. - Wiemy dużo więcej o świecie, możemy oglądać telewizję, ile chcemy, a nie jak za komuny dwie godziny rano i dwie wieczorem, ale kiedyś stać nas było na znacznie więcej. Nie czuliśmy biedy. Mieliśmy mięso, pasztety, pepsi i czekoladę. Z Bukaresztu przyjeżdżały do nas wycieczki na zakupy! - przypomina Nicolae Reduca.

Podobnie jak mieszkańcy Scornicesti myśli wielu obywateli tego 22-mln kraju, który razem z ponad 7-mln Bułgarią wchodzi 1 stycznia do Unii. Według ostatnich sondaży 53 proc. Rumunów uważa, że sam pomysł budowy społeczeństwa komunistycznego był dobry, jedynie wykonanie złe.

Przy stoliku w zadymionej knajpie tylko blondwłosego Radu w czarnej skórze nostalgia nie bierze. - Dobrze, że wchodzimy do Unii, że nas tam przyjmują. Nie jesteśmy w pełni przygotowani, ale i tak nigdy byśmy nie byli. Z naszym wstąpieniem do UE jest jak z obcinaniem psu ogona: zamiast ciąć po kawałku, lepiej od razu ciachnąć w całości - mówi z optymizmem.

Skomentuj:
Wioska Ceausescu wchodzi do Europy
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje