Prezydent Argentyny zderza się z hierarchami

Arcybiskup Buenos Aires krytykuje prezydenta Nestora Kirchnera za rozliczenia zbrodni wojskowej junty z lat 1976-83.
Kardynał Jorge Bergoglio, najważniejszy hierarcha argentyńskiego Kościoła i jeden z kandydatów na papieża na ostatnim konklawe nie pierwszy raz szturcha prezydenta Kirchnera. Kilka miesięcy temu krytykował go już za politykę społeczną i gospodarczą, która rzekomo miała pogłębiać przepaść między bogatymi i biednymi. A to dzięki polityce prezydenta Argentyna stopniowo wychodzi z zapaści z 2001 r., która wtrąciła w biedę ponad połowę Argentyńczyków.

Kilka dni temu w kazaniu kardynał prosił wiernych o "wykorzenienie nienawiści" i podkreślał, że "to, co nam nie pozwala współżyć jak braciom, to niezgoda, zawiść i nienawiść. Te niewinne z pozoru słowa powtórzył, żeby było jasne, o kogo chodzi, rzecznik kurii Guilleremo Marco: - Należy unikać wzniecania nienawiści w odruchu odwetu. Prezydent, który roznieca podziały, staje się dla wszystkich niebezpieczny.

Powodem krytyki jest rozliczanie zbrodni dyktatury wojskowej z lat 1976-83. Dopiero za Kirchnera parlament i sąd najwyższy skończyły z bezkarnością wojskowych i policjantów, którzy w czasach terroru wymordowali 30 tys. podejrzanych o lewicowość. Unieważniły w 2004 r. amnestie wymuszone przez armię po upadku dyktatury w latach 1986-87. W ten sposób umożliwiły wznowienie śledztw i procesów przeciw żyjącym zbrodniarzom.

W pierwszym zakończonym procesie w połowie września komisarz stołecznej policji Miguel Etchecolatz został skazany na dożywocie. Ale dzień wcześniej zniknął bez śladu główny świadek oskarżenia, 77-letni Jorge Julio Lopez, torturowany na rozkaz Etchecolatza.

Powszechnie podejrzewa się, że porwanie było zemstą zbrodniarzy dyktatury. Tydzień temu dziesiątki tysięcy Argentyńczyków żądały w Buenos Aires uwolnienia Lopeza. W tym samym czasie kilku sędziów śledczych i prokuratorów prowadzących wznowione śledztwa zaczęło dostawać listowne i telefoniczne groźby.

Rząd Kirchnera oburzył się na słowa kardynała. - To obelga dla prezydenta - orzekł szef MSW Anibal Fernandez. - Rzecznik Episkopatu nie może mówić, że prezydent wznieca nienawiść, bo to nieprawda.

Senator Miguel Angel Pichetto z partii prezydenta był ostrzejszy: - Kardynał robi to, co znamy z przeszłości: odciąga Kościół od jego duszpasterskiej misji i czyni z niego opozycyjną partię.

Ataki hierarchów na rozliczenia dyktatury nie zjednują mu popularności w Argentynie. Przypominają o haniebnej roli większości biskupów. Poparli oni pucz junty wojskowej i przez całe jej rządy nie protestowali przeciw terrorowi. Rodziny porwanych, zaginionych i zabitych nie mogą zapomnieć biskupom, że odmówili wysłuchania ich skarg, kiedy stawiły się przed budynkiem, gdzie obradował Episkopat.

Sam kard. Bergoglio był w czasach terroru przełożonym jezuitów i przyjaźnił się z jednym z najokrutniejszych przywódców junty, admirałem Emilio Masserą. W tym samym czasie admirał kazał porwać i zamordować kilku jezuitów podejrzewanych o związki z lewicującą teologią wyzwolenia.

Dzisiejsi biskupi, choć tylko trzech z nich było biskupami w czasach dyktatury, nie mogą wybaczyć prezydentowi, że ten wciąż na nowo wypomina im kolaborację z dyktaturą. - Biskupów nie było, kiedy porywano argentyńskie dzieci. Wówczas dawali rozgrzeszenie tym, którzy je torturowali - mówił niedawno Kirchner.