Afganistan: Zabili, bo walczyła o prawa dziewcząt

Talibowie zabili Safiję Ahmad-dżan, bo domagała się prawa afgańskich dziewcząt do nauki, pracy i samodzielności. Jej przykład pokazuje, że Afganki w swoim kraju są wciąż obywatelami drugiej kategorii
Zabójcy czekali na Safiję Ahmad-dżan w poniedziałek o świcie na ulicy przed jej domem na przedmieściach Kandaharu. Zaczęli strzelać, gdy zatrzasnęła furtkę w otaczającym domostwo murze i zmierzała do czekającego na nią samochodu. Cztery pociski trafiły ją w głowę. Kiedy zaalarmowani strzelaniną krewni wybiegli na ulicę, Safija już nie żyła.

Cieśla Farhad Dżan, który właśnie otwierał swój warsztat i wszystko widział, nie miał wątpliwości, że zabójcy na motocyklu czekali właśnie na Safiję i że musieli ją od dawna obserwować.

Wiedzieli, gdzie mieszka, o której wychodzi do pracy. Wiedzieli też, że jeździła do swojego biura taksówkami, choć znajdowało się nieopodal domu. Zabójcy musieli być pewni, że strzelają do właściwej osoby, bo wychodząc z domu, jak większość kobiet w Afganistanie Safija Ahmad-dżan zarzucała na siebie zakrywającą twarz powłóczystą szatę - burkę. Miała ją na sobie, gdy zginęła.

Nazajutrz do zabójstwa Safii przyznali się talibowie. - Wykonaliśmy na niej wyrok śmierci - ogłosił partyzancki komendant mułła Hajat Chan. - Uprzedzaliśmy, że zabijemy każdego, kto będzie się wysługiwać rządowi. Także kobiety.

Sześćdziesięciokilkuletnia Safija reprezentowała wszystko, co jej wrogom i zabójcom było nienawistne. Jeszcze gdy rządzili Afganistanem w latach 1996-2001 i zabraniali dziewczętom chodzenia do szkoły razem z chłopcami, jako nauczycielka Safia Ahmad Dżan po kryjomu w swoim domu w Kandaharze urządzała dziewczęce tajne komplety. Kiedy sąsiedzi donieśli o tym talibom, Safija uciekła do Pakistanu.

Wróciła do kraju jesienią 2001 r., gdy w odwecie za udzielanie gościny terrorystom Osamy ben Ladena Amerykanie najechali na Afganistan i obalili rządy talibów. W rodzinnym Kandaharze została dyrektorką urzędu ds. kobiet. Walczyła z przesądami i tradycją sprowadzającą afgańskie kobiety do roli najcenniejszych co prawda, ale przedmiotów, których posiadanie stanowi o godności i powadze mężczyzny.

Safija domagała się prawa afgańskich dziewcząt do nauki, pracy i samodzielności. W samym Kandaharze doprowadziła do powstania sześciu szkół, w których tysiąc dziewczyn i kobiet nauczyło się nie tylko pisać i czytać, ale też krawiectwa, kupiectwa czy tego, jak wypiekać chleb. Jej działalność i upór sprawiły, że była w mieście znana i cieszyła się powszechnym szacunkiem.

To, a także jej skuteczność wywołały wrogość talibów. Syn Safii Nakibullah twierdzi, że matka od dawna dostawała listy z pogróżkami. Ale mimo namów męża i synów nie zdecydowała się wyjechać z Kandaharu albo przynajmniej rzucić pracę. Zgodziła się poprosić gubernatora o ochronę. Gubernator odmówił, tłumacząc, że brakuje mu ludzi.

Policjanci i żołnierze potrzebni byli afgańskim władzom na wojnę z talibami, którzy w tym roku niespodziewanie ruszyli do kontrnatarcia. Wojna w Iraku sprawiła, że Amerykanie zaczęli traktować Afganistan jako sprawę drugorzędną. Wierzyli też, że po pokonaniu talibów oraz przeprowadzeniu wyborów prezydenckich i parlamentarnych kraj ten sam zacznie sobie radzić ze swoimi problemami.

Lecz ślimaczące się tempo powojennej odbudowy, korupcja i arogancja prowincjonalnych urzędników, a przede wszystkim rozbrojenie lokalnych milicji, które miały zastąpić nowe, rządowe policja i wojsko ułatwiły zadanie talibom. Na afgańskim południu, w dawnej twierdzy talibów, w zamachach zaczęli ginąć urzędnicy, policjanci, nauczyciele. Nocami płonęły budowane przez Amerykanów szkoły i kliniki. W 2005 r. talibowie spalili 146 szkół. W tym roku - już prawie 160.

W Kandaharze jak za rządów talibów kobiety nie śmiały wychodzić na ulice z odsłoniętą twarzą. Mężczyźni zaczęli zapuszczać brody i nosić obowiązkowe niegdyś turbany. Zamachy, zabójstwa i partyzancka wojna sterroryzowały mieszkańców afgańskiego południa, którzy za dnia musieli dowodzić lojalności rządowi z Kabulu i wspierającym go Amerykanom, nocami zaś - wierności talibom.

W zamyśle talibów zabójstwo Safii w biały dzień, przed jej domem miało jeszcze bardziej zastraszyć mieszkańców Kandaharu. - W tym mieście nikt już nie może się czuć bezpieczny - przyznała dziennikarzom jedna z kobiet na pogrzebie Safii.

Afgańscy działacze praw człowieka uznali śmierć Safii za kolejny przykład tego, jak niewiele po obaleniu talibów zmieniła się sytuacja kobiet w Afganistanie. Choć rząd prezydenta Hamida Karzaja zadekretował równość wobec prawa mężczyzn i kobiet oraz zagwarantował kobietom jedną czwartą miejsc w parlamencie, Afganki wciąż są w swoim kraju obywatelami drugiej kategorii. Mają utrudniony dostęp do pracy, nauki, opieki lekarskiej, padają ofiarą przemocy w rodzinie.

Zdaniem Afgańskiej Niezależnej Komisji Praw Człowieka przyczyną dyskryminacji kobiet jest w równej mierze polityka i wojna oraz plemienna tradycja, która w Afganistanie wstrząsanym przez lata wojnami i bezprawiem uważana jest za najświętszą z wartości.