Kościoły będą lustrowane w Rumunii

Rumuńscy hierarchowie prawosławni i katoliccy zgadzają się na lustrację swoich Kościołów, której żąda prezydent kraju.
Najnowsza propozycja prezydenta Traiana Basescu trafiła na podatny grunt, bo w Rumunii od kilku tygodni trwa gorączka związana z odtajnianiem teczek znanych polityków. Basescu ogłosił, że akta komunistycznej policji politycznej Securitate dotyczące duchowieństwa, które do tej pory rumuński wywiad SRI trzymał pod kluczem ze względu na "bezpieczeństwo narodowe", powinny być upublicznione. Poparła go wpływowa Najwyższa Rada Obrony Narodowej (CSAT), co oznacza, że odtajnianie akt duchownych rozpocznie się.

Sprawa ta budzi wielkie emocje. Oczywiście nie wiadomo, ilu kapłanów współpracowało z reżimem. Historycy szacują, że władze podporządkowały sobie w wielkiej mierze kler do początku lat 60. - do tego czasu aresztowano 2,5 tys. duchownych, a 2 tys. mnichów zostało zmuszonych do opuszczenia klasztorów. Oskarżenia o współpracę z bezpieką wielokrotnie dosięgały nawet Teoktysta, patriarchę rumuńskiej Cerkwi, do której należy 80 proc. społeczeństwa.

Na słowa prezydenta Basescu natychmiast zareagowały Kościoły prawosławny i katolicki. - Synod naszego Kościoła już w 1997 r. opowiedział się za ujawnieniem akt Securitate dotyczących duchownych - powiedział ks. Constantin Stoica, rzecznik Cerkwi. Odrzucił on jednocześnie oskarżenia, że księża zdradzali bezpiece informacje, które wierni przekazywali im w czasie spowiedzi. Zaznaczył, że każde oskarżenie dotyczące związków duchownych z Securitate, która według historyków w 22-milionowej Rumunii miała ok. 700 tys. agentów, musi być poparte dowodami.

Episkopat Kościoła katolickiego wydał w sprawie odtajniania teczek księży specjalne oświadczenie. Pisze w nim, że dokumenty te rzucą nowe światło na cierpienia Kościoła, zwłaszcza katolickiego, szczególnie represjonowanego w czasie komunizmu. Stanowczo potępił jednak spekulacje dotyczące ewentualnego łamania przez Kościół w czasach komunistycznego reżimu tajemnicy spowiedzi.

- W naszym kraju trwa wielka dyskusja w sprawie dostępu do akt duchownych. Zgodnie z prawem są oni w grupie, którą Narodowa Rada ds. Badania Archiwów Securitate (CNSAS) może sprawdzać na żądanie obywateli czy partii politycznych, ale nie jest jeszcze ustalone, jak technicznie ma przebiegać badanie przeszłości Kościołów. Padła m.in. propozycja, by powstała specjalna komisja w tym celu - tłumaczy "Gazecie" Claudiu Seca iu, szef CNSAS, odpowiednika naszego Instytutu Pamięci Narodowej.

Do niedawna lustracja Kościołów nie mogła się zacząć także z powodu nieprecyzyjnego prawa o dostępie do teczek. Rada CNSAS dostawała od wywiadu tylko te dokumenty, które - jak mówiła ustawa - nie miały wpływu na bezpieczeństwo państwa. Zapis ten był używany przez wywiad do blokowania wielu informacji CNSAS.

Dopiero co uchwalone przepisy wykonawcze zmieniły sytuację. Po poniedziałkowym żądaniu prezydenta i decyzji Najwyższej Rady Obrony Narodowej archiwalia dotyczące najważniejszych osób w hierarchiach rumuńskich Kościołów trafią do CNSAS. Zapewne w najbliższych tygodniach przez Rumunię przetoczy się fala artykułów dotyczących związków duchownych z bezpieką, tak jak to się stało po przekazaniu radzie akt dotyczących czynnych polityków.