Brunatna przeszłość Związku Wypędzonych

?Spiegel? naliczył w szeregach kierownictwa prawie 70 osób, które swego czasu posługiwały się legitymacją NSDAP. Ludzie ci sprawowali swe funkcje do 1982 r.
Erika Steinbach, obecna szefowa związku, obiecuje, że sprawę wyjaśni.

Związek Wypędzonych (BdV) powstał w 1957 r. jako zrzeszenie 21 ziomkostw, czyli organizacji zrzeszających Niemców deportowanych z róznych regionów Europy. Dziś związek podaje, że ma 2 mln członków, w zeszłym roku rząd federalny przyznał mu milion euro dotacji. Działalność BdV, a zwłaszcza idea stworzenia w Berlinie Centrum przeciw Wypędzeniom, to ciągle kość niezgody między Polską a Niemcami.

Związek prezentuje się jako instytucja nieskażona nazizmem, jego członkowie to ofiary historii wypędzone z rodzinnych stron. Przeczą temu odkrycia "Spiegla" w archiwach.

Z akt, do których dotarli dziennikarze, wynika m.in., że Friedrich Wilhelm Schallwig, długoletni szef BdV w Badenii-Wirtembergii i zasłużony działacz ziomkostwa śląskiego, był członkiem Einsatzgruppe A. Ta grupa specjalna w 1941 r. mordowała na Łotwie Żydów. W efekcie działań oddziału, do którego przydzielono Schallwiga, zginęło 17 tys. osób. A w sumie Einsatzgruppe A zlikwidowała ćwierć miliona ludzi.

W marcu 1944 r. Schallwig, już sturmbahnführer SS, brał udział w organizowaniu deportacji węgierskich Żydów do Auschwitz. Wojnę zakończył jako szef służby bezpieczeństwa SD w jednym z zachodniowęgierskich miast. Po wojnie udało mu się uniknąć odpowiedzialności, oprócz funkcji w BdV był też deputowanym do badeńskiego Landtagu.

Rudolf Wagner, jeden z ojców założycieli ruchu wypędzonych, sygnatariusz Karty wypędzonych i poseł do Landtagu w Bawarii, był funkcjonariuszem SD od 1938 r. W 1940 r. współzakładał placówkę SD w Paryżu, rok później w Belgradzie, gdzie brał udział w ludobójstwie jugosłowiańskich Żydów. Z akt wynika, że jeszcze w 1944 r. jego "narodowo-socjalistyczna postawa była jasna i bezkompromisowa". Z przeszłości nigdy się nie rozliczył, a gdy zmarł w 2002 r., Erika Steinbach utrzymywała, że był zwykłym żołnierzem Wehrmachtu.

Natomiast długoletni sekretarz BdV Herbert Schwarzer wstąpił do NSDAP w 1930 r. i w partii osiągnął zaszczytne miano "starego towarzysza", tak zresztą jak jego następca Hans Neuhoff.

Takich życiorysów dziennikarze "Spiegla" naliczyli ponad 70, prawie co trzeci członek kierownictwa BdV miał nazistowską przeszłość. "Są wśród nich ludzie uwiedzeni przez nazizm i oportuniści, ale też wieloletni członkowie NSDAP, tzw. mordercy zza biurka i członkowie Einsatzgruppen" - pisze "Spiegel".

Gdy "Spiegel" ogłosił swoje rewelacje, Steinbach twierdziła, że związek nie ma sobie nic do zarzucenia. Na gruntowne badanie przeszłości BdV miało nie być pieniędzy. Wczoraj Steinbach zmieniła zdanie. - Jako przewodnicząca jestem historycznie zainteresowana ujawnieniem wszystkich aspektów historii związku - oświadczyła. Dodała też, że chce wyjaśnić, w jaki sposób na działalność wypędzonych wpływały służby specjalne krajów komunistycznych i jak ich dyskredytowały.