Blogi o wojnie w Libanie: Tego nie pokazuje CNN

To, co blogerzy z Libanu, Izraela, Gazy czy Iraku widzą z okien, jest o wiele gorsze niż to, co pokazują nam telewizyjne kamery
"Powoli Liban zaczyna wyglądać jak biała karta. Południowe przedmieścia Bejrutu zostały obrócone w pył, ogarnia to miejsce pustka niosąca chorobliwy zapach śmierci" - pisze w internetowym dzienniku bloger Obywatel Libanu ( lebanonheartblogs.blogspot.com ), który opisuje swój kraj bombardowany przez Izrael.

Po drugiej stronie konfliktu, w niszczonej rakietami Hezbollahu izraelskiej Hajfie, 15-letnia Galya Daube umieściła w internecie film ( snipurl.com/Galya ), na którym nagrała moment alarmu rakietowego.

Pierwszy kadr: nie widać twarzy, słychać jedynie dźwięk syren. Dziewczynka błyskawicznie zbiega po schodach, mija jadalnię, biegnie przez ogród do drugiego budynku, tu w piwnicy chroni się z rodziną.

Inny mieszkaniec Hajfy, 24-letni bloger Elaad Yari, ma nietypową rozrywkę: sprawdza, ile w czasie alarmu bombowego zajmuje mu zbiegnięcie po schodach do schronu w piwnicy jego bloku. Najlepszy wynik - 45 sekund. - Niezły wynik - kwituje na koniec chłopak.

Każdy z tych kilkunastosekundowych filmów umieszczonych w serwisie YouTube.com obejrzało już po kilka tysięcy osób.

Zwykłe, okrutne życie

Niektórzy multimedialni kronikarze wojny epatują okrucieństwem. "Tego nie pokazuje CNN" - pisze autor jednego z blogów. Faktycznie, drastycznych zdjęć przedstawiających np. ofiary wojny telewizje i gazety najczęściej nie publikują. Inni autorzy wolą pokazywać codzienne życie w zniszczonych bombami miastach.

24-letni Libańczyk o pseudonimie Finkployd, autor dziennika bloggingbeirut.com , umieścił tam krótki film z nocnego objazdu po wyludnionym Bejrucie. W ostatnią niedzielę wsiadł w samochód i ruszył powoli słuchając wolnej francuskiej piosenki. Centrum Bejrutu było puste i ciemne. Kilkunastosekundowy film, w którym słychać tylko muzykę i odgłosy samochodu, przygnębia nie mniej niż zdjęcia zbombardowanych domów.

Blog Finkployda zaczyna się złowrogą, codziennie aktualizowaną statystyką: liczbą ofiar wojny Izraela z Hezbollahem, z podziałem na Libańczyków, Izraelczyków i inne narodowości. Jest też przybliżona liczba wystrzelonych przez obie strony rakiet i zrzuconych bomb. W ostatnim wpisie Finkployd pisze: "Wczoraj w czasie izraelskiego bombardowania straciłem przyjaciela, mieszkał na jednym ze zwykłych cywilnych osiedli w Bejrucie. To morderstwo z zimną krwią".

Finkployd zaprasza do tworzenia blogu innych internautów. 20-letnia Evergreen w nakręconym przez siebie filmie mówi: "Jesteśmy na Monot, ulicy klubów, gdzie normalnie ciężko się poruszać z powodu tłumu elegancko ubranych kobiet i mężczyzn. Za moimi plecami jest słynny Crystal, gdzie butelka szampana kosztuje 3 tys. dol. Dziś w niedzielną letnią noc nie ma tu nikogo. To nieprawdopodobne".

Ale dziennik Finkployda pokazuje też inne oblicze miasta, np. nocną imprezę w Club Social, gdzie bawią się dziennikarze, którzy z całego świata zjechali do Bejrutu, by relacjonować wojnę. Albo śluby, na które dwie młode pary zdecydowały się mimo trwających bombardowań, puste półki w supermarkecie, z którego ludzie wykupili całą żywność, czy fotografie opustoszałego libańskiego wybrzeża skażonego wielką plamą ropy, która wypłynęła ze zniszczonej rafinerii.

Odwiedź blogi

W sieci istnieje co najmniej kilkadziesiąt ciekawych blogów opisujących konflikt libański z perspektywy Izraelczyka i Libańczyka. Oto kilka z nich:

Lebanon heart blogs

Blog in Beirut

Allison Kaplansommer

Beirut Spring

Urshalim

Naśladowcy Salama

Internetowe dzienniki często zioną nienawiścią. Libańscy blogerzy mają pretensje do Izraela, który niszcząc kryjówki islamistów, rujnuje też ich kraj i zabija setki cywilów. Izraelczycy nie zostawiają suchej nitki na islamskim Hezbollahu i Hamasie za to, że wysyłają w kierunku ich domów zabójcze rakiety.

Autorzy blogów, w większości anonimowi, nie muszą jednak silić się na obiektywizm. Czytelników przyciąga do nich unikalność pokazywanych materiałów oraz możliwość ich komentowania i dyskutowania z autorami blogów.

O tym, jak dużą popularność może zyskać autor ciekawego bloga, przekonał się 31-letni Irakijczyk o pseudonimie Salam Pax. Architekt z Bagdadu naprawdę nazywa się Salam al Janabi i jest autorem pierwszego słynnego wojennego dziennika internetowego. Swe zapiski zaczął umieszczać w sieci ( dear_raed.blogspot.com ) w 2003 r. w czasie wojny w Iraku.

Pisanym po angielsku dziennikiem szybko zainteresowały się media na Zachodzie. Historię Salama, który zarabiał jako tłumacz zachodnich dziennikarzy, opisały najpoważniejsze światowe media. Wybrane fragmenty jego internetowego dziennika ukazały się w formie książki pod tytułem "Blog bagdadzki", a Salam został współpracownikiem brytyjskiego dziennika "The Guardian".

Dziś Salam prowadzi nowy blog justzipit.blogspot.com .