Katalonia zdobywa więcej autonomii w ramach Hiszpanii

Wynik wczorajszego plebiscytu na temat nowego statutu Katalonii zaostrzy tylko spór o ustrój Hiszpanii między rządzącą lewicą i opozycyjną prawicą
Według pierwszych sondaży we wczorajszym regionalnym plebiscycie 75 proc. głosujących Katalończyków przyjęła nowy statut autonomiczny, którego burzliwe redagowanie trwało dwa lata. Ale w głosowaniu wzięło udział mniej niż połowa wyborców, co zmniejsza sukces nacjonalistów i socjalistycznego rządu w Madrycie, który statut popierał.

Jeszcze przed zwycięskimi dla socjalistów wyborami parlamentarnymi w 2004 roku kandydat na premiera José Luis Zapatero zapowiedział, że rząd i parlament w Madrycie przyjmą taki nowy statut, jaki sobie uchwalą Katalończycy.

Po zwycięstwie wyborczym socjalistów lokalna katalońska koalicja socjalistów, byłych komunistów i lewicowych nacjonalistów zabrała się do pracy. Nacjonaliści katalońscy od dawna uważali, że ich region, jeden z najbogatszych w Hiszpanii, jest upośledzony przez rząd w Madrycie w dostępie do inwestycji centralnych, a mimo to oddaje na potrzeby Madrytu oraz biedniejszych regionów więcej niż otrzymuje w zamian. Chcieli więcej władzy, więcej pieniędzy, a najbardziej radykalni domagali się niepodległości.

We wrześniu ubiegłego roku koalicja katalońska uchwaliła w parlamencie w Barcelonie projekt statutu, który poszerzał swobody autonomiczne tak dalece, że niemal ustanawiał między Katalonią i Hiszpanią równoprawne stosunki międzypaństwowe. Katalonia była w nim uznana za osobny naród, sama przyznawała sobie suwerenne prawo poboru wszystkich podatków i jednostronnie zgadzała się oddawać pewną kwotę rządowi centralnemu w Madrycie. Przyznali sobie też wyłączne kompetencje m.in. w sprawach sądownictwa, bankowości, ubezpieczeń społecznych, edukacji i zarządu portami i lotniskami.

W Madrycie prawicowa opozycja gwałtownie zaprotestowała przeciw niszczeniu jedności Hiszpanii ustanowionej w konstytucji z 1978 roku oraz rozbijaniu solidarności regionalnej. W wielu regionach doszło do bojkotu katalońskich produktów.

Rząd Zapatero wystraszył się także i w żmudnych negocjacjach okroił najważniejsze postanowienia statutu. Definicję Katalonii przeniósł z tekstu do preambuły i rozmył ją, raz nazywając Katalończyków "narodem", a raz "narodowością". Samostanowienie dotyczące podatków i finansów regionalnych zamienił na zasadę poboru podatków między Madryt i Barcelonę pół na pół, przyznał Katalonii większe uprawnienia w sprawach języka, imigracji czy wymiaru sprawiedliwości, ale odebrał im wyłączne prawo zarządzania wielkim lotniskiem w Barcelonie.

Konserwatywna prawica odrzuciła także tę rozwodnioną wersję statutu jako naruszającą jedność Hiszpanii. Odrzucili ją także - z przeciwnych powodów, jako nie dość niepodległościową - lewicowi nacjonalistyczni radykałowie.

Niedzielny plebiscyt kończy dwuletnią bitwę o statut, która głęboko podzieliła Hiszpanów. Ale wrogość, jaką posiała zacięta i brutalna dyskusja, będzie odtąd dominować w stosunkach Katalonii i reszty Hiszpanii, będzie także dzielić samych Katalończyków na wrogie obozy nacjonalistów i nienacjonalistów.