Prawica wygrała wybory w Czechach

Choć wybory wygrała opozycyjna prawica, nie zdoła utworzyć rządu większościowego. Czy w Czechach tak jak w Niemczech rządzić będzie wielka koalicja?
Po ogłoszeniu pierwszej prognozy po zamknięciu lokali wyborczych w sztabie Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS) zapanowała euforia - szacunki wskazywały, że partia ta zdobyła 38 proc. głosów. A taki wynik oznaczałby powstanie rządu prawicowego składającego się z ODS oraz zbliżonych do niej chadeków. Jednak w miarę jak nadchodziły wyniki z okręgów wyborczych, przygnębiony początkowo socjaldemokratyczny premier Jirzi Paroubek odzyskiwał wigor.

I już w sobotę wieczorem Paroubek ostro zaatakował szefa ODS Mirka Topolanka oraz prezydenta Vaclava Klausa. - Demokracja otrzymała cios, niczym podczas puczu komunistycznego w 1948 r. - powiedział premier odnosząc się do zarzutów Topolanka wypowiedzianych bezpośrednio przed wyborami o rzekome kontakty socjaldemokratów i ich lidera z praskim półświatkiem. Lewica nie zdołała skutecznie odeprzeć tego ataku co bez wątpienia zaszkodziło jej na ostatniej prostej kampanii.

Sto na sto

ODS otrzymała ostatecznie 35,38 proc. głosów - o 3 proc. więcej niż rządząca obecnie Czeska Partia Socjaldemokratyczna (CzSSD). Jednak obie partie wraz z potencjalnymi koalicjantami będą miały w parlamencie idealną równowagę 100:100 posłów. Frekwencja w wyborach wynosiła 64,47 proc.

ODS chciałaby powołać rząd z Unią Chrześcijańsko-Ludową oraz Partią Zielonych. Socjaldemokraci zapowiadali natomiast w kampanii stworzenie rządu mniejszościowego opartego na głosach komunistów w głosowaniach parlamentarnych. Taka koalicja musiałaby budzić wielkie kontrowersje bo po 1989 r. komuniści nie zmienili zbytnio swych poglądów.

Obecna sytuacja nie daje żadnemu blokowi szans na utworzenie koalicji większościowej. Przed rozpoczęciem kampanii wyborczej wielu komentatorów liczyło się z możliwością powstania wielkiej koalicji ODS- CzSSD. Kampania była jednak bardzo brutalna, a liderzy partii nawzajem się nie znoszą. - Po pogrzebie nie byłoby tak cicho jak wtedy, gdybym kazał im usiąść w jednym pokoju - tłumaczył stosunki między konkurencyjnymi przywódcami gazecie "Lidove Noviny" popularny dziennikarz telewizyjny Vaclav Moravec.

Mimo to czołowy czeski politolog Jirzi Pehe, dyrektor New York University in Prague, wykładowca Uniwersytetu Karola w Pradze, sądzi, że powstanie wielkiej koalicji ODS-CzSSD nie jest wykluczone.

- Zależałoby na niej prezydentowi Klausowi, który jedynie w ten sposób mógłby liczyć na wybór przez parlament na drugą kadencję. W ODS mógłby ją poprzeć popularny prezydent Pragi Pavel Bem, który przez kilka lat współpracował w podobnej koalicji w praskim ratuszu. Przeszkodą natomiast jest osoba Topolanka, z którym Paroubek nie dogadałby się - uważa Pehe.

W niedzielę premier Paroubek pytany o wielką koalicję odpowiedział, że jeszcze za wcześnie na rozmowę o niej. Ale nie wykluczył takiej możliwości.

Reformy do kosza?

Powstanie wielkiej koalicji uratowałoby Czechy przed przedterminowymi wyborami, ale pokrzyżowałoby wyborcze obietnicy obu partii. ODS zapowiadała w kampanii reformy liberalne - wprowadzenie podatku liniowego oraz likwidację większości zasiłków, co miałoby doprowadzić do zmniejszenia deficytu budżetowego, który dramatycznie wzrósł podczas ostatnich czterech lat rządów lewicy. Ostrzegała też przed ewentualną koalicją socjaldemokratów z twardogłowymi komunistami.

Zmiany szykowały się też w polityce zagranicznej. Założyciel partii, obecny prezydent i dyżurny eurosceptyk Europy Vaclav Klaus jako jedyny przywódca europejski wzywał przed rokiem do odrzucenia konstytucji europejskiej. Mieszane reakcje wzbudził też jego pomysł, by zmienić nazwę Unii na Organizację Państw Europejskich. Topolanek jest mniej radykalny, nie popiera postulatu Klausa przekształcenia Unii w stowarzyszenie państw. Analitycy podkreślają jednak, że w partii Klaus ma wciąż dużo do powiedzenia. Tak czy owak Czechy stałyby się w Europie sojusznikiem Polski rządzonej przez niechętny europejskiej konstytucji PiS.

Co zrobią zieloni?

Eksperci uważają, że mimo wszystko w lepszej sytuacji po wyborach są przegrani - socjaldemokraci. Mają poparcie komunistów, brakuje im tylko jednego głosu do powołania nowego rządu. W tej sytuacji uwaga skupia się na parlamentarnym debiutancie - Partii Zielonych.

Według części publicystów zieloni to mało spójna mieszanka ludzi o różnych poglądach. Nie znoszą prezydenta Vaclava Klausa z ODS.

Przewodniczący Zielonych Martin Bursik jest skonfliktowany z Paroubkiem, który przed wyborami starał się stworzyć lewicową platformę w partii. Preferuje współpracę z ODS.

Pozycja Bursika w partii nie jest zbyt silna. W jej szeregach jest wiele osób, które obawiają się rządów prawicy i wolałyby współpracę z CzSSD.

- Być może CzSSD będzie starała się przeciągnąć kogoś z zielonych - uważa Pehe.

W sytuacji patu wyborczego nie ma jednoznacznej odpowiedzi, kto utworzy rząd. W Czechach panuje jednak przekonanie, że prawicowa ODS nie ma szans na stworzenie rządu większościowego bez CzSSD. Komuniści zaproponowali powołanie rządu zgody narodowej na jeden rok i przeprowadzenie nowych wyborów. Prawica odrzuciła jednak tę propozycję. Prezydent Klaus zapowiedział, że w poniedziałek będzie rozmawiać z Topolankiem o nowym rządzie.