Francuzi odrzucili konstytucję UE

Francuzi odrzucili traktat konstytucyjny Unii Europejskiej. Według oficjalnych danych podanych przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych 54,87 procent uprawnionych zagłosowało w referendum przeciwko konstytucji europejskiej. 45,13 proc. było za. Takie są oficjalne wyniki referendum. Wzięła w nim udział rekordowa liczba głosujących - 69,9 proc. Dla Francji i Europy to wielki polityczny wstrząs
Prezydent Jacques Chirac późnym wieczorem w telewizji powiedział, że Francja pozostaje sprawdzonym partnerem w UE. Przyznał jednak, że francuskie "nie" jest "dla Europy wielkim kłopotem". Romano Prodi, b. przewodniczący Komisji Europejskiej, był "skrajnie rozczarowany". Przywódca austriackich populistów Joerg Haider ogłosił natomiast "początek ludowego buntu przeciwko biurokratom z Brukseli".

We Francji spór o konstytucję, a szerzej o miejsce Francji w zjednoczonej Europie, rozpalił wielkie emocje. Kilkumiesięczna kampania była zacięta i wciągnęła w dyskusje miliony zwykłych Francuzów.

Teraz Francję i Europę czekają olbrzymie zmiany. We Francji jeszcze nie skończyło się liczenie głosów, gdy skrajna prawica, najbardziej radykalni przeciwnicy konstytucji, a także opozycyjni socjaliści wezwali prezydenta Jacques'a Chiraca do ustąpienia ze stanowiska. Choć dymisja Chiraca wydaje się mało prawdopodobna, to ofiarą przegranej w referendum będzie zapewne rząd.

W paryskiej siedzibie premiera Jean-Pierre'a Raffarina już w sobotę pojawiły się puste kartony do przeprowadzki. To niechybny znak, że po przegranym referendum szef rządu zostanie odwołany.

Zaskoczeniem dla ekspertów była niezwykle wysoka frekwencja. W 64,7 tys. komisji wyborczych w całym kraju od rana stawiły się tłumy. Ludzie przychodzili całymi rodzinami, ustawiały się kolejki. Frekwencja okazała się rekordowo wysoka - według niepełnych danych 69,9 proc. To więcej niż w referendum europejskim z 1992 r. (wtedy głosowało 69 proc.), gdy decydowała się tak ważna dla Francji i Europy kwestia wspólnej waluty euro.

Na "nie" okazała się większość wyborców socjalistów, skrajnej prawicy, Zielonych i alterglobalistów, rolników, urzędników i nauczycieli. Francuzi odrzucili konstytucję, dając wyraz nieufności wobec polityki rządzącej prawicy, bojąc się pogorszenia warunków życia. Był to także zdecydowany protest przeciw rozszerzaniu UE - temu sprzed roku, m.in. o Polskę, oraz planowanemu przyjęciu Turcji.

Francuzi boją się konkurencji pracowników z nowych państw UE, czego symbolicznym wyrazem stała się w kampanii zdemonizowana postać polskiego hydraulika, rzekomo zabierającego pracę francuskim hydraulikom. Francuzi boją się, by zakłady z Francji były przenoszone do Polski czy na Słowację, gdzie siła robocza jest tańsza.

Każdy Francuz dostał pocztą egzemplarz konstytucji. Trudny tekst ujęty w ponad 400 artykułach okazał się jednak dla wielu mało zrozumiały. To także skłaniało do głosowania na "nie".

Wynik referendum jest dla Chiraca wiążący. Czy to znaczy, że konstytucja jest martwa? Niekoniecznie. Zdaniem kanclerza Niemiec Gerharda Schroedera "to cios dla konstytucji, ale nie jej koniec". Prezydent RP i wicepremier Włoch wezwali wczoraj do kontynuowania procesu integracji Europy, a Irlandia zapowiedziała, że referendum w tym kraju odbędzie się, jak planowano, w listopadzie 2006 r.

Szef socjalistów w Parlamencie Europejskim Poul Rasmussen uważa, że "pogłoski o śmierci konstytucji UE są przesadzone". Rasmussen wie, co mówi. Dziewięć państw, w tym m.in. Niemcy i Hiszpania, już konstytucję ratyfikowało. Jeśli do listopada 2006 r. co najmniej 20 z 25 członków UE powie "tak", wtedy kraje, które odrzuciły konstytucję, mogą zostać poproszone przez UE o ponowne jej przegłosowanie.