Fot. Giorgio Fanciulli APStatek zderzył się ze skałami wczoraj wieczorem, podczas uroczystej kolacji inaugurującej rejs
Najprawdopodobniej nie tylko kapitan Francesco Schettino winien jest nieumyślnego spowodowania katastrofy statku "Costa Concordia" i śmierci 32 osób. Zdaniem prokuratury odpowiedzieć za to powinno wraz z nim jeszcze siedem osób - czterech członków załogi wycieczkowca i trzech pracowników armatora.
Fot. AP/Alessandro La Rocca
"Kapitan-tchórz", "najbardziej znienawidzona osoba we Włoszech" - tak określa się obecnie kapitana Francesco Schettino
Zdaniem prokuratury odpowiedzialny jest nie tylko stojący przez cały czas na mostku kapitańskim Schettino, który rozmawiał z armatorem, zamiast kierować akcją ratunkową.
Również jego najbliżsi współpracownicy, a także rozmówcy powinni zostać pociągnięci do odpowiedzialności. Czterech oficerów "Concordii" wcale nie zbuntowało się przeciwko bierności kapitana, jak wynikało z wcześniejszych doniesień.
Według prokuratury w Grosseto nie podjęli oni decyzji, które należało podjąć w sytuacji, gdy po uderzeniu o podwodne skały woda zaczęła dostawać się do kadłuba statku. Nie ogłosili też natychmiast alarmu wzywającego pasażerów do ewakuacji. Śledczy twierdzą ponadto, że członkowie sztabu kryzysowego armatora nie pofatygowali się, by zweryfikować uspokajające relacje kapitana na temat katastrofy. Kontaktując się na przykład z kapitanatem portu w Livorno, który doskonale wiedział, co się stało 13 stycznia wieczorem w pobliżu wyspy Giglio w Toskanii.