Honduras: Ułaskawienie dla mordercy, który uratował setki ludzi z pożaru więzienia

mig
23.02.2012 , aktualizacja: 23.02.2012 14:09
A A A Drukuj
Śledczy badają zgliszcza w więzieniu Comayagua w Hondurasie Fot. AP Śledczy badają zgliszcza w więzieniu Comayagua w Hondurasie
Prezydent Hondurasu Porfirio Lobo ułaskawił mordercę, który pomógł wydostać się z cel kilkuset więźniom po tym, jak strażnik z kluczami uciekł przed rozprzestrzeniającym się ogniem. Tymczasem amerykańscy eksperci stwierdzili, że najtragiczniejszy od lat pożar w więzieniu wybuchł przypadkowo. Zginęło 360 osób. Ofiar mogłoby być więcej, gdyby nie bohaterski przestępca.
Więzień Marco Antonio Bonilla Avila, który uratował od śmierci w ogniu wielu kolegów
Fot. Estbean Felix AP
Więzień Marco Antonio Bonilla Avila, który uratował od śmierci w ogniu wielu kolegów
Więzień Marco Antonio Bonilla Avila, który uratował od śmierci w ogniu wielu kolegów. Jako więzienny pomocnik lekarza, po pożarze pomagał rannym.
Fot. Estbean Felix AP
Więzień Marco Antonio Bonilla Avila, który uratował od śmierci w ogniu wielu kolegów. Jako więzienny pomocnik lekarza, po pożarze pomagał rannym.
ZOBACZ TAKŻE
Marco Antonio Bonilla siedział w więzieniu Comayagua za morderstwo. Według kolegów skazańców, do odsiedzenia zostało mu kilka miesięcy. Mężczyzna miał zezwolenie na osobną celę i swobodne poruszanie się wewnątrz budynku zakładu karnego, pracował w nim jako pielęgniarz. Kiedy w więzieniu wybuchł pożar, zamiast uciekać, Bonilla zaczął uwalniać zamkniętych w celach osadzonych - pisze "New York Daily News".

- Podjął niesamowite ryzyko, by ocalić ludziom życie - uzasadnił decyzję o ułaskawieniu prezydent Porfirio Lobo.

Relacje świadków czynów byłego już więźnia Comayagui różnią się od siebie. Więzień Jose Enrique Guevara stwierdził, że Bonilla uratował mu życie, niszcząc ławką zamek do drzwi celi. Inni świadkowie mówili o tym, że gdy wybuchł pożar, Bonilla zażądał od strażnika kluczy, a gdy je otrzymał, zaczął otwierać drzwi. Jeszcze inni twierdzą, że strażnik upuścił je na ziemię.

Śledczy z USA: To był wypadek

Tymczasem grupa ekspertów z USA stwierdziła, że pożar, który w ubiegłym tygodniu zabił w honduraskim więzieniu 360 osób, wybuchł przez przypadek. Dokładna przyczyna jest nieznana, ale śledczy podejrzewają, że ogień mógł zostać zaprószony od zapałki lub papierosa. Ogień rozprzestrzenił się z jednej z cel w zachodniej części więzienia. Te wyjaśnienia przeczą wcześniejszym informacjom honduraskich władz. Twierdziły one początkowo, że ogień podłożył więzień, który wcześniej groził spaleniem całego zakładu. Później z kolei władze w Tegucigalpie zapewniały, że przyczyną pożaru była walka dwóch więźniów.

Strażnik odmówił otwarcia cel czy uciekł przed ogniem?

W nocy, gdy wybuchł pożar, 852 osadzonych w zakładzie karnym Comayagua skazańców pilnowało zaledwie sześciu strażników. Liczba ofiar była tak duża, ponieważ części więźniów nie uwolniono z ich cel. Zeznania świadków są sprzeczne: jedni twierdzą, że strażnik z kluczami po prostu przestraszył się ognia. Inni - że odmówił otwarcia cel.

Rodziny ofiar pożaru nie wierzą oficjalnym wersjom tragedii. Mówią o kanistrach z benzyną odnalezionych rzekomo po pożarze w więzieniu - pisze "New York Daily News". Amerykańscy eksperci, którzy pomagali w badaniu przyczyn tragedii, twierdzą jednak, że nie znaleźli dowodów na obecność zbiorników z benzyną w budynku honduraskiego zakładu karnego. Według śledczych tak duża liczba ofiar to wynik przeludnienia więzienia (mogło pomieścić 500 osób, stłoczono w nim 852) i obecności materiałów łatwopalnych - umeblowania cel i rzeczy osobistych więźniów.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 2
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    25 głosów