Syryjskie siły reżimowe ostrzelały dziś z wyrzutni rakietowych i moździerzy kilka dzielnic w mieście Hims, które jest centrum rewolty przeciwko prezydentowi Baszarowi el-Asadowi - poinformowały źródła opozycyjne. Według tych źródeł ostrzeliwane były dzielnice Baba Amro, Inszaat, Chalidija, Al-Bajada i Dżuret Al-Szaja. BBC mówi przynajmniej o 95 zabitych, z czego większość zginęła właśnie w Hims.
Ranni wykrwawiają się na ulicachWedług relacji naocznych świadków, z którymi w kontakcie jest organizacja Human Right Watch, w punktach medycznych naokoło miasta kończą się już lekarstwa i środki opatrunkowe. Przynajmniej trzy szpitale polowe zostały trafione podczas ataków. Tymczasem na ulicach Hims dziesiątki rannych wykrwawiają się na śmierć, bo wokół jest zbyt niebezpiecznie, aby przenieść ich w jakieś bezpieczniejsze miejsce.
Według HRW siły rządowe zajęły tereny uniwersytetu w Hims, z którego zrobiły bazę wsparcia ogniowego. W tym samym czasie obstawiły strategiczne miejsca w mieście, uniemożliwiając zarówno mieszkańcom wydostanie się na zewnątrz jak i wprowadzenie lekarstw czy żywności do wewnątrz metropolii.
"Pamiętam krzyk kobiet i dzieci..."Świadkowie, wśród których jest m.in. Wasim, relacjonowali HRW o dramatycznej sytuacji mieszkańców oblężonego miasta. - Pamiętam, kiedy w poniedziałek siły reżimu znów otworzyły ogień. Rzuciliśmy się wszyscy do ucieczki. Biegnąc, słyszeliśmy krzyk kobiet i dzieci - mówił Wasim.
On i paru innych działaczy starali się pomóc rannym leżącym na ulicach. Do swojej kryjówki zabrali 10 osób. Ponieważ jednak wojska reżimu ponownie rozpoczęły bombardowanie, musieli pozostać w ukryciu i wszyscy ranni umarli z powodu zbyt dużej utraty krwi.
Lekarz z pobliskiego szpitala opowiadał z kolei, jak tego samego dnia zginęło mu 18 pacjentów - w tym 13-letnie
dziecko - bo reżim odciął placówce dostęp do prądu.
Reżim utrzymuje, że walczy z terrorystamiW minionym tygodniu
mieszkańcy Hims i działacze opozycji syryjskiej informowali o setkach zabitych w tym blisko milionowym mieście. Wśród ofiar są także kobiety i dzieci. Mówi się o najcięższym ataku sił reżimowych na Hims od czasu, gdy w marcu ubiegłego roku wybuchło powstanie przeciwko Asadowi. Rewolta rozpoczęła się od protestów ulicznych, ale w wielu regionach szybko przekształciła się w powstanie zbrojne.
Syryjski reżim tymczasem nadal utrzymuje, że w mieście Hims walczy z "terrorystami" wspieranymi zza granicy. A
Moskwa i Pekin zawetowały w sobotę projekt rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ ws. Syrii. Dokument ten, przygotowany przez państwa Ligi Arabskiej, wzywał do ustąpienia autorytarnego prezydenta Baszara el-Asada i dopuszczał możliwość interwencji zbrojnej innych państw dla zaprowadzenia pokoju. - To smutny dzień dla tej rady, dla wszystkich Syryjczyków i dla demokracji - mówił francuski ambasador przy ONZ Gerard Araud.