W piśmie władz Rosji do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, o którym poinformowała dziś "Rzeczpospolita", uznano, że krewni ofiar katyńskich nie cierpieli po stracie bliskich, bo i tak ich nie znali. W związku z tym rosyjski rząd uważa, że krewnym nie należy się żadne zadośćuczynienie finansowe.
- To kolejna kompromitacja Rosji i wyjątkowe podłe traktowanie nas -
dzieci. Dokładnie tak samo potraktowano naszych ojców, gdy na nasze wnioski o ich prawną rehabilitację, rosyjskie sądy odpowiadały, że poszkodowani, czyli zamordowani oficerowie, muszą się do sądów zgłosić sami - powiedziała córka zamordowanego w Twerze komendanta policji Krystyna Krzyszkowiak, która wraz z Witomiłą Wołk-Jezierską i innymi krewnymi złożyła skargę do strasburskiego Trybunału.
Po pierwsze: prawna rehabilitacja Priorytetem dla skarżących - jak podkreśliła - była i jest rehabilitacja prawna ofiar zbrodni katyńskiej i ujawnienie całej dokumentacji rosyjskiego śledztwa w sprawie zbrodni katyńskiej, które Rosjanie umorzyli w 2004 roku, utajniając jednocześnie jego akta. - Domagamy się od obecnych władz Rosji przede wszystkim ujawnienia pełnej prawdy o zbrodni katyńskiej - podkreśliła córka zamordowanego policjanta, zaznaczając, że wartość prawnej rehabilitacji polega m.in. na tym, że krewni ofiar będą mieli pełny dostęp do rosyjskich dokumentów dotyczących ich bliskich.
Początkowo skarżący deklarowali, że nie będą się domagać odszkodowań finansowych ze strony Rosji. Żądali wyłącznie symbolicznego odszkodowania w wysokości jednego euro. - To się zmieniło po połączeniu naszej sprawy ze skargą wobec władz Rosji Jerzego Janowca i Andrzeja Trybowskiego, którzy zażądali odszkodowania finansowanego (po 50 tys. euro - red.). Wówczas kwestię ewentualnego odszkodowania pozostawiliśmy do uznania przez Trybunał - powiedziała Krzyszkowiak.
Rosja: "Nawet nie znali tych, co zginęli" Pod pismem władz Rosji do Trybunału w Strasburgu podpisał się wiceminister sprawiedliwości Georgij Matiuszkin, który już wielokrotnie w postępowaniu przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu zamiast o zbrodni katyńskiej mówił o "wydarzeniach katyńskich" lub "tragedii", natomiast o zabitych w Katyniu oficerach jako o "zaginionych". Według niego, Trybunał nie powinien się zajmować "wydarzeniami katyńskimi" sprzed 70 lat i na tej samej zasadzie nie może decydować o jakiejkolwiek finansowej rekompensacie.
Ponadto rząd Rosji stwierdził, że nie ma też mowy o poniżającym traktowaniu bliskich ofiar NKWD, na co Polacy poskarżyli się Trybunałowi. Bowiem skarżący - jak Witomiła Wołk-Jezierska, Krystyna Kryszkowiak czy Antoni Trybowski - urodzili się dopiero w 1940 roku i nawet nie poznali swych ojców. Ich dzieci nie były też świadkami "wydarzeń katyńskich" - twierdzą Rosjanie.
"Rosja obawia się precedensu" - Błąd strony rosyjskiej polega na tym, że skarga nie dotyczy zbrodni katyńskiej sprzed 70 lat, ale tego, co Rosjanie w sprawie zbrodni robili po 1998 r., gdy Federacja Rosyjska zobowiązała się przestrzegać Europejską Konwencję Praw Człowieka - powiedział dr Ireneusz Kamiński, który wraz z innymi prawnikami reprezentuje przed strasburskim Trybunałem krewnych ofiar zbrodni katyńskiej.
- Rosjanie przede wszystkim obawiają się precedensu, czyli tego, że po ewentualnej decyzji Trybunału w Strasburgu o przyznaniu odszkodowania dla krewnych polskich ofiar NKWD z 1940 roku, zaleją ich wnioski o finansowe odszkodowania np. z Ukrainy lub krajów nadbałtyckich - powiedział sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzej Krzysztof Kunert.