Zapowiedziały ich wznowienie po zakończeniu świętego dla muzułmanów miesiąca - ramadanu, kiedy to poszczą oni od wschodu do zachodu słońca i wiele czasu spędzają na modlitwie. Przez ten czas nie będą się odbywały wiece i demonstracje na słynnym kairskim placu Tahrir, które doprowadziły po 18 dniach krwawo tłumionych protestów do odejścia w lutym dyktatora Egiptu Hosniego Mubaraka. W czasie egipskiego powstania z rąk policji zginęło ponad 840 uczestników demonstracji.
Liderzy ruchów politycznych, które zaprzestaną demonstracji na czas ramadanu, zapowiedzieli, że po tym "zawieszeniu broni" powrócą na Tahrir, aby domagać się od Najwyższej Rady Wojskowej, która przejęła władzę w kraju, spełnienia ich żądań. Dotyczy to przeprowadzenia zapowiadanych jeszcze na ten rok demokratycznych wyborów i ścigania winnych zbrodni przeciwko opozycji oraz okradania państwa przez dawnych współpracowników Mubaraka.
Między egipskimi islamistami a bardziej liberalnymi ruchami i ugrupowaniami istnieją wyraźne podziały co do kształtu przyszłej konstytucji i sposobu rządzenia krajem. Ugrupowania liberalne obawiają się, że Bracia Muzułmańscy, najlepiej zorganizowana siła polityczna w Egipcie, i inni, bardziej radykalni islamiści w rodzaju salafitów zdominują egipskie życie polityczne po wyborach. Na ostatnim przed przerwą na ramadan piątkowym wiecu na placu Tahrir najgłośniejsi byli salafici, którzy krytykowali przerwę w demonstracjach.
Bracia Muzułmańscy również bez entuzjazmu podeszli do idei zawieszenia demonstracji, wzywali jednak ortodoksyjnych islamistów do poszanowania równości wśród ugrupowań opozycyjnych i do współpracy z innymi "we wszystkim, co służy narodowi".