Fot. TOK FMDominika Wielowieyska i minister Jolanta Fedak
- To nie jest żadna reforma, to gapienie się na pomysły, które są w innych systemach emerytalnych - mówiła Jolanta Fedak, minister pracy i polityki społecznej, pytana w Poranku Radia TOK FM o propozycję podniesienia wieku emerytalnego do 67. roku życia. W rządzie trwa spór o reformę emerytalną.
Pod koniec ubiegłego roku minister w kancelarii premiera Michał Boni proponował wydłużenie wieku emerytalnego do 67. roku życia. Stopniowe podnoszenie wieku emerytalnego mogłoby rozpocząć się za 8-10 lat. Wczoraj z taką inicjatywą wystąpiło także dziesięciu znanych ekonomistów, m.in. prof. Witold Orłowski i Ryszard Petru. Uważają, że podnieść i zrównać wiek emerytalny kobiet i mężczyzn można już od 2015 r.
Obecnie kobiety muszą pracować do 60 lat, a mężczyźni do 65 lat.
Polacy nie przechodzą na wcześniejszą emeryturę?
Minister pracy przekonywała, że podniesienie wieku emerytalnego nie jest konieczne, aby przekonać Polaków do dłuższej pracy. - Mając indywidualne konto, będziemy za rok, czy może nawet w tym roku, otrzymywali informacje, jak będzie wyglądała nasza przyszła emerytura. To zachęci Polaków, żeby zbierać pieniądze zarówno w OFE, jak i na koncie ZUS. Zbierać w taki sposób, żeby można było wypłacić ich jak najwięcej - tłumaczyła Fedak.
Minister jest przekonana, że osoby, które mają pracę i dobrą pensję, nie będą przechodziły na szybką emeryturę. - Doświadczenia wskazują na to, że jeżeli ktoś nie musi, nie przechodzi na emeryturę pomostową - przekonywała minister pracy. - Zakładaliśmy dużo większą liczbę osób, które przeszłyby na tę wcześniejszą emeryturę, tymczasem okazało się, że to jest mniej więcej 1/3 tych naszych szacunków - podkreślała Jolanta Fedak w Poranku Radia TOK FM. - Nasze badania dowodzą, że Polacy chcą pracować, jeśli tylko mają pracę.
"Nie groziłam wyjściem z koalicji"
W sprawie reformy emerytalnej w rządzie nie ma zgody. Gdy na początku stycznia Jolanta Fedak zaproponowała zmniejszenie składki do OFE z 7,3 proc. do 3 proc. (reszta trafiałaby do ZUS), szybko skrytykowali ja niektórzy politycy partii rządzącej (m.in. Michał Boni i Joanna Mucha). Na projekcie suchej nitki nie pozostawili także ekonomiści.
Na pytanie Dominiki Wielowieyskiej, czy groziła podczas posiedzenia rządu, że PSL wyjdzie z koalicji, jeśli jej pomysł nie przejdzie, zaprzeczyła. - Na posiedzeniu rządu nie odbywała się na ten temat żadna debata, ustawa jest konsultowana - odpowiedziała.
Niewykluczone, że w piątek w trakcie konferencji na temat reformy finansów publicznych, premier Donald Tusk przedstawi propozycję zmian w systemie emerytalnym.