- Prawo jest ślepe. Te owady są na liście gatunków chronionych i trzeba dbać o ich ocalenie tak samo jak o niedźwiedzie czy żurawie - mówi Marek Machnikowski, zastępca szefa Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. To właśnie RDOŚ doniosło do prokuratury o popełnieniu przestępstwa.
Dzieje tej sprawy rozpoczynają się od starych drzew. 180 rośnie na poboczu drogi z Włók do Kotomierza. Wyglądają pięknie, ale są zmurszałe i niebezpieczne. - To stare drzewa, mają od 40 do 60 lat - wyjaśnia wójt gminy Dobrcz Krzysztof Szala. - Skończyły już swój wiek biologiczny, są spróchniałe, podczas każdego silniejszego wiatru ogromne konary spadają na szosę i zagrażają kierowcom. To poważna sprawa, przed laty, w 2003 r., konar spadł na jadący
samochód, podróżująca nim kobieta jest do dziś na wózku inwalidzkim. Wycinka trwa od dłuższego czasu, część ze 180 przydrożnych drzew usunęliśmy, część jeszcze stoi - dodaje wójt.
W takich starych drzewach żyją właśnie pachnice. To owady znajdujące się na liście gatunków chronionych Natura 2000. Zabijanie ich jest przestępstwem, grozi za to sprawa karna.
- Pachnica dębowa jest gatunkiem narażonym na wyginięcie ze względu na zanik środowisk, w których żyją, ekosystemów w znacznym stopniu nasyconych starymi, dziuplastymi drzewami - mówi dr Monika Lik z Katedry Zoologii Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego w Bydgoszczy.
Drogowcy, którzy wycięli drzewa z pachnicami, bronią się, że podeszli do sprawy profesjonalnie. Nim przystąpili do pracy, otrzymali niezbędne zezwolenia od gospodarza terenu, czyli wójta gminy Dobrcz.
- Czy pan zdaje sobie sprawę, że w związku z wycinką drzew na drodze do Kotomierza ściga pana prokurator? - pytamy Szalę.
- To chyba jakiś żart, gdyby śledczy chcieli coś wiedzieć o tej wycince, poprosiliby mnie o dokumentację - odpowiada wójt gminy Dobrcz.
- Nie chodzi o drzewa, a o żyjące w nich żuki - wyjaśniamy.
Wójt zapewnia, że działał zgodnie z planem i nie złamał prawa. - Przecież nie wycięliśmy drzew, bo nie lubimy robaków. Zaglądaliśmy w dziuple, tam nie ma żadnych larw ani dorosłych żuków. Może ci, którzy zawiadomili prokuraturę, powinni się nad tym zastanowić. Czy oni zaakceptują fakt wycinki drzew dopiero, kiedy dojdzie do kolejnej tragedii? - pyta wójt. Zapewnia "Gazetę", że zanim podpisał dokument zezwalający na usunięcie drzew, otrzymał niezbędną opinię i akceptację z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Bydgoszczy.
- Ale to właśnie ta instytucja zawiadomiła prokuraturę - wyjaśniamy.
- No to chyba strzelają sobie w kolano, bo ja mam właśnie od nich papiery, moja wycinka jest legalna. - zapewnia Szala.
Zastępca dyrektora RDOŚ odpiera zarzuty: - Wydaliśmy zgodę, bo wójt nic nie mówił o żyjących tam pachnicach.
Wycinkę z powodu mieszkających w drzewach żukach wstrzymano, bo bydgoska prokuratura bada, kto jest winny śmierci chrząszczy z Kotomierza. - Akta sprawy przekazaliśmy policji w Koronowie, aby ustaliła odpowiedzialnych - mówi Dariusz Bebyn z prokuratury Bydgoszcz-Północ.
Podobną sprawę musieli rok temu rozstrzygać policjanci z woj. warmińsko-mazurskiego. Tam także, w okolicy Bartoszyc wycięto 100 starych drzew przydrożnych zasiedlonych przez pachnice dębowe. Policja umorzyła postępowanie, tłumacząc, że firma prowadząca prace nie zrobiła niczego umyślnie.
Entomolodzy przyznają, że ratowanie pachnic to trudna historia. - Zawsze tak jest, kiedy dochodzi do konfliktu interesu owadziego z ludzkim. Może najpierw należałoby wyciągnąć z tych drzew larwy i je gdzieś przenieść - podpowiadają.