Problem z wolnością słowa? "Były naciski Ministerstwa Skarbu..." - Lisicki w TOK FM

- Były naciski Ministerstwa Skarbu w sprawie linii redakcyjnej "Rzeczpospolitej" - stwierdził red. naczelny "Rzeczpospolitej" Paweł Lisicki. O tym i o poczuciu wolności słowa mówił w Poranku Radia TOK FM.
W Polsce wolność słowa nie jest zagrożona - uważa połowa pytanych przez tygodnik "Newsweek". Według tego samego badania, przeprowadzonego na grupie 500 osób, 43 proc. badanych uważa inaczej.

Dominika Wielowieyska pytała dzisiaj w Poranku TOK FM swoich gości, czy zauważają podobną tendencję, czy brakuje równowagi w prezentowaniu poglądów w mediach? -Jeśli weźmiemy pod uwagę to, co się stało w mediach publicznych, to trudno nie mieć wrażenia, że pewien typ poglądów czy pewien typ wrażliwości, nazwijmy ja konserwatywną czy centroprawicową, został z mediów usunięty albo jego obecność ograniczono - twierdzi Paweł Lisicki, redaktor naczelny "Rzeczpospolitej". I dodaje, że to może świadczyć o ograniczaniu w jakiejś mierze swobodnej wymiany poglądów w Polsce.

Jako przykład Lisicki przytacza problemy w gazecie, którą kieruje. Co prawda zwraca uwagę, że sprzedaż "Rzeczpospolitej" to dla niego fakt tylko biznesowy, jednak: - Jest też faktem, że na poprzedniego współwłaściciela spółki Presspublica były naciski Ministerstwa Skarbu Państwa, żeby wpłynął na linię redakcyjną gazety. To są fakty i jeśli weźmiemy je wszystkie razem, to jest to element niepokojący - mówił.

Niezrozumiałe zmiany w TVP?

Według Lisickiego trudne jest do zrozumienia usunięcie programu Jana Pospieszalskiego z TVP, który był obecny w telewizji od długiego czasu i posiadał stałą publiczność. Pospieszalski nie otrzymał w zamian innego programu w porównywalnym paśmie.

- Niech wróci Jan Pospieszalski, Bronisław Wildstein, Rafał Ziemkiewicz, niech ich będzie jak najwięcej w telewizji. Ale wtedy PO zostanie prawdopodobnie oskarżone o to, że chce wpływać na ład medialny po to, żeby zohydzić społeczeństwu polskiemu pewne wartości - ripostował Lisickiemu Paweł Wroński z "Gazety Wyborczej". Dodał, że część z wymienionych programów miała niską oglądalność, a mimo to były utrzymywane na antenie, aby zachować pewną opcję

Tomasz Machała z kolei zastanawiał się dlaczego żadna inna stacja nie zaproponowała programu Janowi Pospieszalskiemu, skoro jest on w stanie przyciągnąć dużą widownię i zrobić ciekawe widowisko. Podkreślił, że wolność słowa nie równa się "Jan Pospieszalski".

Wynik w sondażach to obawa

- Na tym polega prawdziwość obaw wyrażonych w sondażach, że ktoś, kto w kategoriach politycznych czy też biznesowych powinien sobie znaleźć miejsce na rynku, nie znajduje go. Nie jest tak z powodów merytorycznych, ale z powodów politycznych- dodał Paweł Lisicki.

To PO stara się wpłynąć na rynek mediów, by zmonopolizować przekaz? - Do tej pory, na szczęście dla wolności słowa, czyni to w sposób niewiarygodnie nieudolny. Te wszystkie zmiany, jakie proponowała Platforma Obywatelska, sposób ich przeprowadzenia, to w porównaniu z tym co robił PiS, wygląda jak banda naiwniaków - skomentował Paweł Wroński.

W odpowiedzi Paweł Lisicki przypomniał, że stale obecny program Tomasza Lisa, został wprowadzony za czasów rządów PiSu, a telewizja tamtego okresu była znacznie bardziej otwarta niż obecnie.

Kliknij, by zobaczyć zdjęcia

Więcej o: