Gdzie jest Piotruś? Prof. J. zniknął z synem. Sąd dziecku odebrał matkę

06.07.2011 19:07
Postanowienie sądu ws. Piotrusia

Postanowienie sądu ws. Piotrusia

Barbara L., opiekowała się 5-letnim synem od jego urodzenia do wczoraj. A teraz nie wie, gdzie jest Piotruś i kiedy go zobaczy. Ojciec, prof. J., zabrał go rano w eskorcie ekipy umundurowanych policjantów i zniknął. Gdański sąd, który wydał decyzję o przymusowym odebraniu chłopca, nie zagwarantował dziecku żadnych kontaktów z matką.
Kobieta jest zdruzgotana. Dziecko - chwiejne emocjonalnie i bardzo silnie z nią związane - panicznie bało się ojca przymuszane od dwóch lat do kontaktów z nim w towarzystwie kuratorki (drastyczny film, jak wyglądały takie kontakty jest tutaj; komentarz prof. Lidii Grzesiuk, autorytetu w dziedzinie psychologii i psychoterapii -tutaj ). Nie miało z nim więzi i od wielu miesięcy reagowało przerażeniem i rozpaczliwym krzykiem na sam jego widok. Kuratorzy przyzwalali, by kontakty ojca z dzieckiem tak wyglądały.

- Dzwoniłam kilkadziesiąt razy na numer ojca i nic - mówi Barbra L., matka chłopca. - Nie wiem gdzie są, jak mały się czuje, i czy czegoś mu nie potrzeba.

Kuratorka: Nie ma o czym rozmawiać. Dla mnie sprawa jest zakończona

Przypomnijmy, po Piotrusia przyszło wczoraj przed siódmą rano co najmniej osiem osób: umundurowani policjanci, trzech kuratorów i ojciec - profesor psychologii. Policjanci przytrzymywali domowników, a kuratorzy skulonego w łóżku Piotrusia zabrali w piżamie. Nie pozwolili, by matka dała mu coś do zjedzenia, czy spakowała jego rzeczy. Nie pozwolili jej się pożegnać z chłopcem. Dziecko rozpaczliwie płakało: - Mamuniu, ratuj! Nie oddawaj mnie!
Kuratorzy mówili, że nie są od dyskusji, tylko od realizowania postanowienia sądu.

Później, matka raz jeszcze próbowała zdobyć informację od kuratorów, obecnych przy tej interwencji. - Kurator Ewa Szyc powiedziała jedynie, że dla niej sprawa jest zakończona i nie ma o czym ze mną rozmawiać - mówi Barbara L. Kuratorka dodała, że w sprawie kontaktu matki z dzieckiem, mają się teraz dogadywać prawnicy stron.

Pełnomocniczka prof. J., Monika Piasecka, na pytanie reportera TOK FM, gdzie jest Piotruś, odpowiedziała: - Nie wiem gdzie teraz przebywa chłopiec, być może pojechał z ojcem do sanatorium. Z pewnością potrzebują czasu by się do siebie przyzwyczaić. Wszystko jest zgodne z prawem.

Według pełnomocniczki profesora J. matka powinna zwrócić się do sądu z prośbą o ustalenie warunków widywania chłopca.

Sędzia zadbała o dobro dziecka?

Sędzia Anna Pałkiewicz, która zdecydowała o odebraniu dziecka matce i przekazaniu go ojcu, szeroko argumentując to prawem dziecka do kontaktu z rodzicem, całkowicie zlekceważyła w tej sytuacji prawo dziecka do kontaktu z matką. Nie wzięła pod uwagę faktu, jak silnie dziecko związane jest z matką, i jak może wpłynąć na chłopca wyrwanie go siłą ze środowiska, które jest jedynym znanym mu światem, w którym czuje się bezpiecznie. Podejmując tak drastyczną decyzję, sędzia posiłkowała się opiniami biegłych psychologów sprzed ponad dwóch lat. W jej postanowieniu o przymusowym odebraniu dziecka matce, nie ma ani słowa o tym kiedy, gdzie, w jakich warunkach matka może się widywać z synem. Barbara L. nie ma odebranych, ani ograniczonych w tym zakresie praw rodzicielskich.

Przeciwko ojcu, któremu sędzia Pałkiewicz przyznała dziecko, toczy się od 2009 r. w Sądzie Rejonowym w Gdańsku proces karny o uszkodzenie ciała Barbary L. oraz jej matki, a także użycie gróźb karalnych wobec niej i jej ojca. W tej sprawie trzy razy zmieniał się sędzia.

Ojciec chce odebrać dziecku matkę

Postanowienie sądu, na mocy którego odebrano dziecko, jest efektem kilkuletniego konfliktu między rodzicami - ojcem profesorem psychologii i matką, również psychologiem, na co dzień pracującym z dziećmi.

Rodzice Piotrusia nie mieszkają ze sobą od 2007 r. Dzieckiem przez cały czas opiekuje się matka. Rozwód dostali w 2010 r. - sąd zdecydował, że dziecko zostaje przy matce, a ojciec ma prawo współdecydować o istotnych sprawach związanych z wychowaniem, leczeniem i edukacją. Zaraz po wyroku, ojciec składa do sądu pismo, by czasowo umieścić dziecko w rodzinie zastępczej lub przekazać pod jego opiekę. Później wycofuje się z rodziny zastępczej, ale domaga się pozbawienia matki władzy rodzicielskiej i przyznania dziecka jemu. Wyrok w tej sprawie nie zapadł, ale sędzia Pałkiewicz, w ramach zabezpieczenia wniosku ojca, podejmuje decyzję o przymusowym odebraniu Piotrusia matce.

Policja: poranną akcją kierował kurator sądowy

Matka, Barbara L., po rozwodzie z prof. J. wyszła ponownie za mąż. Jest w piątym miesiącu zagrożonej ciąży, stale przyjmuje leki na jej podtrzymanie. Wczoraj, gdy szukając informacji o zabranym Piotrusiu usłyszała od kurator Ewy Szyc, że "sprawa jest zakończona", zemdlała na schodach sądu, skąd zabrała ją karetka. W szpitalu udzielono jej pomocy na oddziale ginekologicznym oraz ortopedycznym (obdukcja po porannej akcji policji) i wróciła do domu.
Matka nie może zrozumieć, dlaczego tak wielkie siły zaangażowano do odebrania chłopca. Czemu policjanci wyciągnęli go z łóżka przed siódmą rano?
Policja tłumaczy, że działała na polecenie kuratora sądowego. W specjalnym oświadczeniu, rzecznik komendanta wojewódzkiego policji podinsp. Jan Kościuk pisze, że to nie policjanci realizując swoje zadania odbierają dziecko rodzicowi, a jedynie zgodnie z obowiązkiem, asystują organowi uprawnionemu, wyznaczonemu przez sąd.

Odpowiedzialny za przeprowadzenie akcji był Jerzy Szydłowski, kierownik zespołu kuratorów przy gdańskim sądzie rodzinnym. To on, według policji, zadecydował o wejściu do mieszkania przed siódmą rano. Usiłowaliśmy dowiedzieć się, czy zdawał sobie sprawę jak interwencja może odbić się na zdrowiu Piotrusia, matki i jej nienarodzonego dziecka - jego podwładna, Ewa Szyc wiedziała wcześniej o ciąży Barbary L.
Szydłowski unikał rozmowy. Żądał zgody prezesa sądu. Gdy prezes taką wydał - Szydłowski przestał odbierać telefon.

Zobacz także
Komentarze (31)
Gdzie jest Piotruś? Prof. J. zniknął z synem. Sąd dziecku odebrał matkę
Zaloguj się
  • jacek_x

    Oceniono 6 razy 6

    @pastori
    "..co roku tysiącom ojców odbiera się prawo widzenia z dzieckiem. i nikt się tym nie przejmuje..."
    ======
    Gdyby to byl normalny facet, ale na filmie widzimy, ze profesor psychologii z Gdanska to jakis czubek.
    Rozumiem , ze robil kariere naukowa, nie mial czasu dla zony i dla dziecka, ale jak juz sam znalazl sie w tak trudnej zyciowej sytuacji, to powinien sie zachowac w stosunku do dziecka jak na autorytet psychologa przystalo. Swoim zachowaniem pokazal, ze czasem profesor psychologii jest glupszy od wielu absolwentow szkoly podstawowej.

  • kot2.only.0

    Oceniono 10 razy 6

    Kupa durniów. Jak można stosować takie drastyczne metody w stosunku do 5 letniego dziecka i kobiety w ciąży. Hańba.

  • stan-1

    Oceniono 11 razy 5

    Sądy są niezawisłe, ale ludzie pełniący tam stawiska to jacyś mało kumaci. Dziecko to nie piłka do zabawy.
    W imieniu "prawa" osiem osób skrzywdziło na lata małego człowieka i jego matkę.

  • jabberwocky

    Oceniono 9 razy 5

    I wszystko w "głębokiej trosce" o dobro dziecka, z głębokim poważaniem dla życia i zdrowia tegoż dziecka ze strony pseudo-rodzinnych instytucji.
    A matka powinna bić pokłony przed sędziną , że nie wysłała do niej grupy antyterrorystycznej.
    Jakie "Państwo" taka i sprawiedliwość, głupie i bezduszne państwo to i sprawiedliwość taka sama.

  • belmondo1956

    Oceniono 4 razy 4

    Tak jest gdy prawo egzekwują nie ludzie tylko oddziały gestapo. Normalny człowiek nie odebrał by w ten sposób dziecka matce. Nawet gdyby były dwa wyroki a nie jeden.

  • istvan73

    Oceniono 6 razy 4

    Brawo sędzia, brawo kuratorzy! Czekamy na kolejne akcje gdańskiego wymiaru sprawiedliwości. Np. na najazd brygady antyterrorystycznej na przedszkole im. "Kubusia Puchatka" bo jest podejrzenie, że dzieci nie chcą jeść obiadów i robią kupę w majty. Sędzia Pałkiewicz, do odznaczenia wystąp !!

  • marcin1956

    Oceniono 4 razy 4

    Następnym razem brygada antyterrorystów o 6 rano i mamuśkę rzucić skutą na glebę, a nie jakiś tam 4 zwykłych mundurowych dopiero o 7.
    Po drugie, jak matka złoży zażalenie na decyzję sądu, to rozprawa po 2 latach z pełnym drobiazgowym przestrzeganiem terminów. Fakt, że zgodnie z procedurami miała jeszcze 6 (lub 13) dni na odwołanie od decyzji podjętej w trybie niejawnym jak widać dla tego sądu nie ma żadnego znaczenia. Prawo dla równiejszych.

  • golonkoposzczecinsku

    Oceniono 3 razy 3

    Ktoś tu jest niezłym gnojem - z artykułu niestety nie wynika kto.

  • w.i.l

    Oceniono 4 razy 2

    UWAGA! Manipulacja GW.

    Adwokat Barbary L. Bolesław Senyszyn to mąż europosłanki SLD Joanny Senyszyn ulubienicy Michnika i GW.
    To dlatego GW prowadzi medialną nagonkę na ojca dziecka.
    Chodzi o wywarcie bezprawnego nacisku na sąd bp Bolesław Senyszyn przegrał sprawę.

    Matka nie ma podanych warunków widzeń z synem?
    Powinna sama o to wystąpić.
    Sąd je przyzna po rozpatrzeniu wniosku za kilka miesięcy.
    Tak muszą robić setki tysięcy ojców w jej sytuacji.
    I cierpliwie czekają.
    Ale Barbara L. jest inna - to klientka Bolesława Senyszyna.

    Ojciec wnioskował o rodzinę zastępczą bo matka straszyła nim dziecko do histerii.
    Wolałby sam wychowaywać syna ale ten mógłby się go na początku bez powodu bać.
    Ojciec przejąłby dziecko po jakimś czasie.
    Sąd jednak uznał, że lepiej aby mały nie przechodził tyle razy z rąk do rak.

    Nie wiadomo gdzie jest ojciec z Piotrusiem?
    A może GW chciałaby do niego pojechać i przeprowadzić wywiad z dzieckiem?
    STOP sprzedajnym pismakok z GW.
    Rodzicie i dzieci potrzebują spokoju.
    STOP toksycznym "mamusiom" niszczącym psychikę dzieci.
    One są zdolne do niebywałej podlości.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje