"15 tys. fanów? Śmieszne! Nie rozumiecie FB". Eksperci atakują. A politycy? "Jeszcze zobaczycie"

28.06.2011 16:49
Łukasz Naczas, Agnieszka Pomaska, Mariusz Kamiński, red. Tomasz Machała i Rafał Trzaskowski w siedzibie redakcji Gazeta.pl

Łukasz Naczas, Agnieszka Pomaska, Mariusz Kamiński, red. Tomasz Machała i Rafał Trzaskowski w siedzibie redakcji Gazeta.pl (Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta)

"Trwa jałowy wyścig na napisanie jak najatrakcyjniejszego wpisu na Twitterze czy Facebooku", "15 tys. fanów? To po prostu śmieszne!", "Przekonujecie przekonanych, nie umiecie dotrzeć do nowych wyborców" - takie ostre zarzuty stawiali eksperci politykom obecnym dziś na seminarium w siedzibie portalu Gazeta.pl. Agnieszka Pomaska, Łukasz Naczas, Mariusz Kamiński bronili się i zapowiadali: - W tej kampanii zaskoczymy. Jeszcze zobaczycie.
Dzisiejsza debata "Kto ma internet ten ma władzę?" w siedzibie Gazeta.pl przyciągnęła tłumy. Udział w niej wzięli m.in. Piotr Niemczyk, dr Jan Zając, dr Marek Troszyńki, red. Tomasz Machała, Maciej Woźniak, a na ich zarzuty i pytania odpowiadali politycy: Agnieszka Pomaska, Łukasz Naczas, Mariusz Kamiński i Rafał Trzaskowski. Debacie przysłuchiwali się m.in. rzecznik rządu Paweł Graś, prof. Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, polityczni blogerzy, dziennikarze i działacze organizacji pozarządowych.

"Trwa jałowy wyścig na wpisy"

Z raportu i komentarzy obecnych na konferencji ekspertów wynika, że choć coraz więcej polskich polityków jest aktywnych w sieci i żadna kampania ani poważne przedsięwzięcie PR-owe w polityce nie może już odbyć się poza internetem, to są to działania powierzchowne.

Polskie partie i ich specjaliści od marketingu popełniają wiele błędów: serwisy społecznościowe, głównie Facebook i Twitter, wykorzystywane są do informowania już przekonanych oraz przeciwników konkurencji; politycy i ich sztaby stawiają głównie na formę, nie na treść i - co najważniejsze - w żaden sposób nie umieją zmobilizować inernautów do działań na rzecz swoich ugrupowań.

Ten ostatni zarzut postawił politykom m.in. Tomasz Machała, szef serwisu Kampania na żywo: - Trwa jałowy wyścig na napisanie jak najatrakcyjniejszego wpisu. Nie chcę znęcać się nad Grzegorzem Napieralskim. (...) Brakuje mi przebudowy komunikacji tak, by wejść w interakcję z użytkownikiem, brakuje znalezienia i wykorzystania odpowiednich do tego aplikacji np. na Facebooku.

- To nie jest Web 3.0, ale 1.0. Jest kilka fajnych akcji, np. to, co robiła PO - "Zapytaj o OFE". (...) To dobra droga, ale na razie jesteśmy jeszcze na jej początku - ocenił.

Podobny zarzut stawiali politykom obecni na konferencji eksperci. Jędrzej Deryło prowadzący na Twitterze mikroblog "Kampania Online" pokazał, w jaki sposób sztabowi Baracka Obamy podczas kampanii w 2008 roku udało się przekonać internautów do konkretnych akcji na rzecz kandydata - w sieci (np. namawianie innych poparcia Obamy w serwisach społecznościowych) i poza nią (donacje, organizowanie eventów). Zwrócił uwagę, że polskie sztaby wciąż nie wpadły na pomysł wykorzystania podobnych narzędzi, jakie wykorzystał sztab Obamy, np. grywalizacji - nagradzania użytkowników za konkretne ruchy i rywalizację w promowaniu partii.

Z kolei zdaniem dr. Jana Zająca z Uniwersytetu Warszawskiego, trudno w ogóle mówić o jakimkolwiek aktywizowaniu internautów, jeśli ma się tylu fanów i znajomych, ile mają polskie partie. Sztabowi Obamy w czasie kampanii udało się zebrać w różnych serwisach ok. 23 mln zwolenników, czyli ok. 10 proc. amerykańskich wyborców. Dla porównania, Platforma Obywatelska ma na Facebooku nieco ponad 15 tys. fanów, a PiS - niecałe 5 tysięcy.

- Dla partii ogólnopolskich, których przedstawiciele pojawiają się codziennie w telewizji, taka liczba fanów jest po prostu śmieszna - ocenił dr Zając.

"Nie chcemy przyznać się przed znajomymi na FB, kogo popieramy"

Zdaniem amerykanisty Grzegorza Kostrzewy-Zorbasa to efekt nie tylko nieumiejętnych działań partii w internecie, ale i kultury politycznej w Polsce - innej niż w USA, gdzie ludzie otwarcie, niekiedy z dumą przyznają, na kogo głosują: - My się nie chcemy przed znajomymi przyznawać do jakichkolwiek znajomości z panami, którzy się w telewizji wzajemnie obrażają - stwierdził.

Dr Zając skupił się z kolei błędach, jakie politycy i partie popełniają w internecie: podczas konferencji przedstawił krótko wyniki badania, jakie przeprowadził wraz z Fanpage Trender na zlecenie Instytutu Spraw Publicznych podczas zeszłorocznej kampanii samorządowej. Dotyczyło tego, jak działania w social media przekładają się na reakcje internautów.

Zespół Zająca badał nie tylko to, ile reakcji w sieci wzbudzają konkretne komunikaty, jakie politycy przesyłali w statusach, na wallach czy w tweetach. Wynik ten - maksymalnie ok. 70 komentarzy czy "Lubię to" - ekspert ocenia i tak jako marny.

O wiele ważniejsze było to, że - według badaczy - politycy zwykle korzystają z serwisów społecznościowych tak samo, jak z tradycyjnych mediów, czyli wysyłają komunikat i nie zwracają uwagi na reakcje, jakie wywołał. Nie odpowiadają też na pytania internautów. Częścią badania był eksperyment "Tajemniczy wyborca" (odpowiednik badania "Tajemniczy klient" w marketingu): wybrani internauci podając się za wyborców danej partii dokładnie na tydzień przed pierwszą turą wyborów wysyłali do swoich kandydatów merytoryczne pytania dotyczące ich programu. Odpowiedziało... 13 proc. kandydatów.

Ekspert: Jak chcecie dotrzeć do nowych wyborców?

- To, co robicie, to trafianie do przekonanych albo motywowanie negatywne tych, którzy kogoś nie lubią. W jaki sposób dotrzecie do tych, którzy nie głosują, są nie przekonani albo będą głosować po raz pierwszy? - pytał dr Zając obecnych na sali polityków PO, PiS-u i SLD.

- Chcemy rozpocząć dyskusję programową, a dokładnie - dyskusję na temat działek programowych. Chcemy ten program skonsultować z internautami, wprowadzając go do sieci, i uwzględnić ich uwagi ws., które ich dotyczą, przy tworzeniu ostatecznej wersji programu. Np. ws. głosowania przez internet - mówił Paweł Naczas odpowiedzialny za działania SLD w internecie.

- Nie mam złotego środka, a nawet gdybym miała, to bym się nim nie podzieliła - przyznała z kolei Agnieszka Pomaska, która jest jednym z najaktywniejszych w sieci polityków PO. - Trzeba pokazywać, że my, politycy, rzeczywiście istniejemy, że nie jesteśmy tacy najgorsi i że potrafimy rozwiązywać problemy. Internet może z powodzeniem zastępować kampanię door to door - przekonywała.

Z kolei według Mariusz Kamińskiego, posła i b. rzecznika PiS, forma nie może przesłaniać treści - najbardziej atrakcyjne działania w sieci nie pomogą, jeśli partia ma słaby program: - Internet to tylko forma dotarcia do ludzi. Prochu nie wymyślimy. Wszystko musi być powiązane z tym, co robi dana partia. Nie wymyślimy jakichś wielkich akcji, które zmobilizowałyby setki tysięcy ludzi. Trzeba ich zachęcać programem lub jego wycinkami, a internet to tylko narzędzie do jego pokazywania.

Jakie plany na kampanię? Wszyscy "będą zaskakiwać"

Młodzi politycy podsumowali też krótko działania swoich partii w sieci i zapowiedzieli, co planują one na zbliżającą kampanię. Zapowiadali, że ich sztaby "jeszcze nie raz zaskoczą", choć oczywiście teraz nie mogą jeszcze zdradzać szczegółów.

Naczas chwali działania szefa SLD, które przyrównywał do kampanii Obamy z 2008 roku (np. fani Obamy rekrutowali innych fanów, a wyborcy Napieralskiego przekazywali innym spot z bliźniaczkami).

Co SLD planuje na jesień? - Chcemy dotrzeć do wyborców w sposób niestandardowy. (...) Chcemy zaskakiwać i wciągać internautów w różne działania poprzez sieć, m.in. dzięki aplikacji termometr wyborczy - mówił Naczas i podkreślił, że wielu polityków SLD prowadzi swoje profile w social media osobiście, w tym Grzegorz Napieralski ("tylko on zna swoje hasło do NK.pl").

- My stawiamy na kontakt bezpośredni z naszymi wyborcami. Internet ma tę zaletę, że umożliwia dialog i wykorzystujemy to np. w akcji "Zapytaj o OFE" - mówiła Pomaska.

- Dla PiS kluczowe będzie przeniesienie aktywności w wirtualu do realu. Mamy swoje narzędzie - MyPiS.pl. 80 proc. użytkowników tego serwisu nie jest członkami partii, to nasi sympatycy i udaje się nam ich aktywizować. Mamy ich sprofilowanych tak, że wiemy z których regionów pochodzą. Podczas akcji Polska jest jedna (weekendowe wyjazdy posłów PiS do różnych miast - przyp. red.) to oni pomagają organizować spotkania posłów w terenie. 50 proc. pracy podczas tej akcji wykonują członkowie partii, a 50 proc. - użytkownicy MyPiS, głównie - mobilizowanie wyborców do przyjścia na spotkania - mówił z kolei Kamiński.

- My w tej kampanii jeszcze wiele razy zaskoczymy - chcemy m.in. wykorzystywać potencjał Jarosława Kaczyńskiego w internecie - zapewniał podkreślając, jakim powodzeniem cieszyły się wpisy prezesa na blogu w Salonie24.pl.

Debata "Kto ma internet ten ma władzę? Kampania wyborcza 2011 w sieci" organizowana była przez portale Gazeta.pl i Wyborcza.pl, "Gazetę Wyborczą" i Radio TOK FM. Prowadzili ją Bartosz Węglarczyk i Łukasz Grass. To kolejne spotkanie w ramach naszego cyklu "Rewolucja w komunikacji" poświęconego trendom i narzedziom w nowoczesnej komunikacji. Już wkrótce kolejne spotkania, o których można będzie dowiedzieć się na naszej stronie Rewolucjawkomunikacji.pl - zapraszamy!

Zobacz także
Komentarze (13)
Zaloguj się
  • mela_1

    Oceniono 4 razy 4

    "Wykorzystać potencjał Jarosława Kaczyńskiego w internecie"))))
    Dawno sie tak nie uśmiałam....

  • powiewamito

    Oceniono 8 razy 4

    donacje, eventy
    czy jeszcze w Polsce mieszkamy???

  • pl.trocker

    Oceniono 8 razy 4

    "Organizowanie eventów". Dziękuję, dalej nie czytam. Jeśli już chcecie kopiować słowa z języka obcego to róbcie to z zgodnie z przyjętymi zasadami spolszczania - tj. iwent, iwenty, redaktor, barany. I to już _całkiem_ pomijając fakt, że odpowiednie słowa w języku polskim już istnieją i to od dawna.

  • jiti

    Oceniono 3 razy 3

    Gdyby teza ze kto ma internet ten ma władzę JKM dawno zasiadałby w parlamencie - 5 tys PIS, 12 tys PO i prawie 60 tys JKM polubień na facebooku - to jasno pokazuje kto rządzi w polskim internecie. Szkoda tylko że w tym obiektywnym i bezstronnym tekście nie ma nawet słowa o Polityku który w ostatnich wyborach prezydenckich zajął 4 miejsce organizują kampanię tylko przez internet - co było i jest ewenementem, nawet jeśli ostateczny wynik był słaby, to w teście o polityce w internecie pominąć takie fakty?! śmieszne...

  • haen2010

    Oceniono 1 raz 1

    Żeby wzbudzić zainteresowanie, to trzeba mieć czym. Ostatni są politycy, ktorzy swoją mantrę i bajer wciskają ludziom od lat. Te same gęby, te same klamstwa.

    Żadne nowoczesne techniki nie zastapią ludzi, ktorzy nic ciekawego do powiedzenia nie mają.

  • ulanzalasem

    Oceniono 3 razy 1

    Ale że co...za mało mamy fanów na FB, za mało gimnazjalistów i licealistów dało się nabrać?

  • krystalicznamalpa

    0

    są tacy Polacy ,kórzy potrafią kożystać z internetu :-}
    To że fed nie posiada złota ani nie posiadał od 1934 roku to nie sprefarowany film z youtube :-}}Wejdz i wybierz :- still measured $ 42 ,przedostatni film z kongresu us.
    www.c-spanvideo.org/program/ReserveL
    Niech się Polskie kmioty polityczne uczą oszukiwać i kraść w skali światowej ,a nie okradać na swoim podwórku swoich ludzi .

  • zawszeprawdomowny

    Oceniono 6 razy 0

    Fajnie, ze byla taka debata. Wszyscy moga tylko odniesc korzysci.

  • artur737

    Oceniono 6 razy 0

    Polacy w ogole nie umieja uzywac Internetu, nie tylko w sprawach politycznych.

    Nagminny brak odpowiadania na emaile, nagminny brak witryn dla wiekszosci dzialajacych biznesow; nawet te ktore taka witryne maja nie aktualizuja jej, mieszanie w wyszukiwarkach starajac sie eksponowac jakies mniej udane strony, generalnie brak ciekawych stron informacyjnych.

    A przypomne, ze internet zalicza sie do najwiekszych wynalazkow ludzkosci.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje