Spowiedź Jacka Krupińskiego. Przyjaciel Olewnika?

Jacek Krupiński, wspólnik i najbliższy przyjaciel porwanego i bestialsko zamordowanego Krzysztofa Olewnika spisał w areszcie wszystko, co, jego zdaniem, wydarzyło się w nocy 26 października 2001 r., gdy doszło do porwania. Opisał też przyjaźń z Olewnikiem, wspólne interesy. Krupiński jest podejrzany, że brał udział w uprowadzeniu i przetrzymywaniu Olewnika.
List, oraz inne materiały ze śledztwa, w sprawie porwania Krzysztofa Olewnika opublikował na swoim profilu na FB Sylwester Latkowski.

Krupiński przebywał w areszcie w Sztumie od 11 lutego do 11 sierpnia 2009 r. Wypuszczono go, gdyż zdaniem sądu prokuratora nie przedstawiła dowodów, które w sposób jednoznaczny uprawdopodobniłyby popełnienie przez niego zarzucanych mu czynów. Śledczy i członkowie sejmowej komisji badającej sprawę uprowadzenia i zabójstwa Krzysztofa Olewnika do tej pory nie potrafią wyjaśnić, kto tak naprawdę stoi za jedną z największych zagadek III RP. Jednym z podejrzanych jest Jacek Krupiński, uważany jednocześnie za najbliższego przyjaciela zabitego biznesmena.

W areszcie w Sztumie na 20 kartkach papieru w kratkę spisał swoją relację z tego, co robił w feralną noc 26 października 2001 r.

Wcześniej opisał przyjęcie, na którym w raz z Krzysztofem, jego ojcem i paroma lokalnymi policjantami wypili sporo wódki.

Noc, gdy uprowadzono Olewnika

"Od stołu zaczęliśmy się podnosić około 22.00 (...). Także pojechałem do domu. Nie pamiętam, kto otworzył mi drzwi, albo moja żona, albo moja mama. Byłem nieźle pijany. Poszedłem spać". Następnego dnia o 8 rano Krupiński miał wyjechać z domu wraz ze swoim kilkuletnim synem i pojechał do domu Olewnika."Na ścianie wejściowej zobaczyłem rozmazaną krew. Tak jakby od palców.(...) Zobaczyłem zerwane zasłonki w kałuży krwi, otwarte okno, przewróconą lampkę." Krupiński przypomina, że zadzwonił do Włodzimierza Olewnika i na policję. Opisuje przeszukanie domu i otaczającego go terenu. Trwające kilka dni z rzędu wielogodzinne przesłuchania.

"Po dwóch lub trzech dniach zadzwonił telefon. Głos Krzysztofa, że to jest porwanie."

Krupiński przytacza też, że na miejscu, gdzie odnalazło się jego spalone BMW (miano nim wywieźć Olewnika), wygrzebał szczątki jego telefonu. Jego zdaniem policja w tym samym miejscu niczego nie znalazła.

W dość zawiły sposób Krupiński wyjaśnia zeznania świadka, który twierdzi, że jego BMW widziano pod domem Krzysztofa Olewnika wcześniej, niż on tam miał przybyć. Dość szczegółowo opowiada również o perypetiach z dostarczeniem porywaczom okupu. Do tego zadania nieoczekiwanie miano wyznaczyć jego żonę, która odmówiła, a później jego samego (ten fakt ma świadczyć o współudziale Krupińskiego w porwaniu).

Mój brat Krzysztof

Jacek Krupiński odrzuca wszelkie oskarżenia. Za dowód swej niewinności stawia sięgającą szóstego roku życia przyjaźń z Krzysztofem Olewnikiem. Twierdzi, że prawie wszystko zawdzięcza właśnie jemu. Pierwszy wyjazd za granicę, pierwszy samochód. Opisuje wspólne wakacje, podróże, balangi, imprezy, wymienia prezenty, które kupował mu Krzysztof. "Przygód z Krzysztofem było tyle, że nie jestem w stanie ich wszystkich opisać."

Sporą część swoistej spowiedzi zajmuje opis prowadzonych wspólnie z młodym Olewnikiem interesów, a po jego porwaniu problemy z kontynuowaniem działalności w pojedynkę.

Jacek Krupiński opowiada też o swoim życiu osobistym - kłopotach i rozwodzie z pierwszą żoną, która była o niego chorobliwie zazdrosna. "Całe dnie spędzaliśmy razem, nawet jak się ożeniłem w 1999 r., to też całe dnie z Krzysztofem. Dlatego moja żona za nim nie przepadała."

Z dumą informuje, że mimo przejść i podejrzeń udało mu się skończyć szkołę średnią, studia i rozpocząć doktorat.

Wspomina też o podejrzeniach rodziny Olewników, które później doprowadziły do jego aresztowania. "Tu powstaje pytanie, jakim motywem miałem się kierować, aby popełnić to, o co mnie się oskarża." Jacek Krupiński ujawnia też, że Krzysztof Olewnik skarżył mu się na ojca i matkę, którzy "byli dla niego zbyt rygorystyczni i wymagający. (...) Potrafili go tylko rozliczać z wysokości rachunków telefonicznych, z ilości przejechanych kilometrów i paliwa."

"Państwo Olewnik twierdzą, że moje częste wizyty na cmentarzu u Krzysztofa to wyrzuty sumienia. A ja po prostu mam taką potrzebę. Kochałem go jak brata. Zresztą, co oni o nim wiedzą. Nic."

Latkowski opublikował też, między innymi ostatni list z aresztu, herszta bandy, która porwała Olewnika , Wojciecha Franiewskiego. Znalazły się tam też zeznania żony Franiewskiego, który jeszcze przed procesem popełnił samobójstwo.

Więcej o: