Komunikacja miejska dwukrotnie droższa? A może za darmo?

psm
07.04.2011 , aktualizacja: 07.04.2011 14:14
A A A Drukuj
Autobus MAN na przystanku przy pl. Zamkowym w Warszawie Fot. Jacek Łagowski / Agencja Gazeta Autobus MAN na przystanku przy pl. Zamkowym w Warszawie
Podczas gdy w Polsce rozpoczyna się debata o tym, jak i o ile można podwyższyć ceny biletów miejskich, są miasta na świecie, gdzie komunikacja jest całkowicie bezpłatna i ma się całkiem nieźle. Z takiego rozwiązania zadowoleni są nie tylko ekolodzy.
SONDAŻ
Poparłbyś wprowadzenie w swoim mieście bezpłatnego transportu publicznego?

Tak, to dobry pomysł, warto spróbować
Nie, nie chcę, by z podatków finansowano komunikację miejską. Nie każdy chce z niej korzystać
Nie mam zdania

Dziennikarze ujawnili wczoraj planowane w Warszawie spore podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej . Dzisiaj informacje gazet prostują pracownicy Zarządu Transportu Miejskiego i Ratusza - twierdzą, że opublikowane przez prasę ceny są jedynie propozycjami i że są "nieaktualne", a "skala podwyżek ma być niższa". "Życie Warszawy" ujawniło także, że w planie stołecznego urzędu jest też m.in. wprowadzenie 100-złotowej opłaty za pozostawienie na cały dzień samochodu na parkingu "Parkuj i jedź". Do tej pory - za okazaniem karty miejskiej - taka "usługa" była darmowa.

Bilet nawet za 760 zł?

Sprawdziliśmy, ile kosztują bilety w niektórych miastach w Polsce. Za miesięczny bilet warszawiacy płacą 78 zł, gdańszczanie muszą wydać 84 zł, a poznaniacy 81 zł. Pod względem ceny jednorazowego biletu najlepiej wygląda Białystok, a stolica plasuje się na przedostatnim miejscu, tuż przed Poznaniem.

Jednak po podwyżce ten ranking może się zmienić. W ciągu najbliższych trzech lat w Warszawie ceny niektórych biletów miały, według ujawnionych wczoraj - zdaniem urzędników "nieaktualnych" - propozycji, pójść w górę o 100 proc. I tak np. bilet jednorazowy miałby zdrożeć w ciągu trzech lat z 2,80 do 5,60 zł, a 90-dniowy na okaziciela z 360 do 760 zł.

"To woła o pomstę do nieba, nie dość, że straszna drożyzna wszędzie i na każdym kroku to jeszcze tym chcą przeciętnego Kowalskiego dobić. Ktoś kto zdecydował się dojeżdżać komunikacją miejską do pracy bo chciał zaoszczędzić chociażby na paliwie do samochodu to może zapomnieć o tym!" - pisała nasza forumowiczka - anetadu. "To jest to wsparcie proekologiczne dla komunikacji miejskiej, która miała wyeliminować część samochodów z centrum... ;) Ponoszę dostatecznie dużo opłat na rzecz miasta, by właściwie jeździć za darmo na jego terenie. Zresztą mam was gdzieś - latem mam rower. Pytanie co z tymi, którzy rowerem czy samochodem poruszać się nie mogą, albo ich nie stać?" - dodaje forumowicz yamata.

Warszawscy radni w rozmowie z "Życiem Warszawy" starają się uspokoić nastroje: - Skoro już projekt podwyżek biletów ujrzał światło dzienne, trzeba rozpocząć dyskusję - mówi Ewa Malinowska-Grupińska, przewodnicząca Rady Warszawy z ramienia Platformy Obywatelskiej. - Cieszą wczorajsze zapewnienia urzędników, że podwyżka cen biletów nie będzie aż tak drastyczna, jak wynika z pierwotnych planów - dodaje Andrzej Golimont, radny z SLD. - Myślę, że to taka próba wysondowania, jak ostry będzie opór opinii społecznej - podkreśla Tomasz Zdzikot z Prawa i Sprawiedliwości.

Golimont zaznacza, że jego zdaniem tak wygórowany cennik, który ujrzał światło dzienne, może być straszakiem, żeby mieszkańcy, jeżeli podwyżki okażą się niższe, poczuli ulgę.

A może komunikacja bez opłat? Bo ekologia...

Nie wszędzie na świecie ceny transportu miejskiego są przyczyną tak gorących dyskusji. Są miasta, które wprowadzają bezpłatny transport miejski, tzw. "zero-fare transport". Funkcjonuje albo na całości aglomeracji, albo na wybranych liniach (np. w newralgicznych miejscach, gdzie tworzą się korki - więcej autobusów w połączeniu ze zniesionymi opłatami ma rozwiązać problem "wąskich gardeł"). Nie jest to oczywiście w pełni darmowy transport - opłaty często ukryte są w podatkach centralnych lub miejskich.

Socjalistyczna Partia Szkocji postuluje od lat wprowadzanie bezpłatnego transportu miejskiego. Uzasadniają jego potrzebę redukcją emisji spalin. "Bezpłatny transport publiczny byłby największym projektem proekologicznym wprowadzonym przez jakikolwiek rząd na świecie, który doprowadziłby do drastycznej redukcji emisji CO2" - przekonują.



W proponowanym przez siebie rozwiązaniu SSP powołuje się na politykę stosowaną przez belgijskie miasto Hasselt, które w 1997 roku wprowadziło bezpłatną komunikację linii miejskiej (H-lijn) dla wszystkich, włączając w to turystów. Pozostałe linie są bezpłatne dla mieszkańców miasta za okazaniem legitymacji miejskiej. Hasselt liczbą mieszkańców zbliżone jest do Chełma i Inowrocławia.

Jak oszacowały władze belgijskiej miejscowości - w pierwszym roku po wprowadzeniu nowych rozwiązań komunikacyjnych, liczba pasażerów komunikacji publicznej wzrosła czterokrotnie, w ciągu następnego roku znowu się podwoiła. W końcu przez dziesięć lat funkcjonowania systemu liczba pasażerów wzrosła 13-krotnie. Według badań przeprowadzonych 1998 r. 23 procent "nowych" użytkowników komunikacji miejskiej stanowili dawni użytkownicy samochodów. Hasłem towarzyszącym znoszeniu opłat było: "Miasto gwarantuje wszystkim prawo do przemieszczania się".

Jednym z powodów i uzasadnieniem zmian w mieście był również aspekt ekonomiczny - władze wyliczyły, że będzie to tańsze rozwiązanie od ciągłego remontowania dróg albo budowania obwodnicy miasta.

Zainspirowana rozwiązaniami z Belgii, bezpłatną komunikację wprowadziła miejscowość Lübben w Niemczech.

Jak nie całość, to może niektóre linie?

Często wsparcie dla bezpłatnych linii oferują szpitale i uniwersytety. Tak jest np. na Uniwersytecie Wisconsin-Stevens Point, który zapewnia pokrycie dużej części wydatków na cztery linie uniwersyteckie, przebiegające przez całe miasto. Z opłat zwolnieni są jednak w 100 proc. tylko studenci. Uczelnia dofinansowuje także dwie linie nocne, aby zredukować liczbę pijanych kierowców.

Część bezpłatnych linii sponsorowanych jest przez prywatne firmy, w przypadku linii uniwersyteckich - donatorzy przekazują część swojej darowizny na rzecz transportu dla studentów.

Większość miast, które zdecydowało się na wprowadzenie bezpłatnego systemu komunikacji miejskiej to jednak małe miasta, liczące nie więcej jak 100 tys. mieszkańców. Największymi, które podjęły decyzję o rezygnacji z pobierania opłat, są Hawaii County na Hawajach (blisko 180 tys. mieszkańców) oraz Vero Beach na Florydzie (140 tys.).

Ich mieszkańcy i lokalne gazety wymieniają plusy z wprowadzanych zmian: przede wszystkim - oszczędność. Zamiast zużywać coraz droższe paliwo, ludzie skłonni są zrezygnować z własnego samochodu, pod warunkiem, że komunikacja miejska będzie bezpłatna. Zmniejsza się także koszt utrzymania administracji oraz drukowania biletów. W dalszej kolejności dochodzą aspekty środowiskowe - np. mniejsza emisja CO2, świeższe powietrze - oraz... bezpieczeństwo. Kierowcy autobusów we francuskim mieście Essonne w 2008 roku wszczęli strajki, w których domagali się zniesienia opłat za komunikację publiczną. Głosili, że 90 proc. agresji w transporcie miejskim spowodowane jest właśnie odmową przez pasażerów płacenia za bilety.

Może jednak warto zastanowić się nad rozwiązaniami, które mają się całkiem nieźle w różnych miejscach świata? Aubagne, Compiegne, Châteauroux i Colomiers we Francji od lat mają bezpłatny transport publiczny, darmowe linie posiada m.in. Leeds i Huddersfield w Anglii. W ich ślady idą kolejne miasta - w USA, Słowenii, Hiszpanii i Islandii. W Polsce zniesienie biletowego systemu komunikacji miejskiej wydaje się utopią, lecz może warto spróbować, chociażby w mniejszych miejscowościach? Mobilność, tak jak powszechny dostęp do internetu, są niezbędne dla rozwoju cywilizacyjnego. Zyski społeczne takiego projektu mogą okazać się dużo wyższe, niż koszty ekonomiczne.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (6)

  • jkort

    Oceniono 1 raz 1

    W Lodzi i przyleglych miastach ida jeszcze dalej. Swiatowa tendencja jest budowanoe nowych linii transportu publicznego a w regionoe lodzkim chca zlikwidowac tramwaje kursujace miedzy Zgierzem, Ozorkowem, Konstatnynowem i Pabianicami a Lodzia.

    Z Pabianic do Lodzi mozna jechac tramwajem, ale przy takiej czestotliwosci kursowania jaka ma 41, straty czasu na przesiadke przy Ikei i podrozowanie zdezelowanymi, brudnymi wagonami z predkoscia zolwia po powyginanych torach nie jest zadna alternatywa. To raczej nadaje sie na atrakcje turystyczna bo trudno bedzie znalezc tory i tramwaje w takim stanie technicnym i czystosciowym w innych tzw. rozwinietych krajach, do ktorych Polska chce sie zaliczac. A Lodz ubiegala sie o miano europejskiej stolicy kultury. Paranoja. Jedyna zaleta wagonow 41 jest to, ze zmuszaja pasazerow, szczegolnie tych starszych, do gimnastyki. Bo aby wsiasc lub wysiasc to trzeba byc naprawde sprawnym ruchowo. I tu ZUS moze tez testowac za odowiednia oplata kandydatow do renty inwalidzkiej. Zarowno ZUS jak i MPK moze wreszcie wyjda na swoje. W porownaniu do jazdy busem, nie tylko czas przejazdu tramwajem jest dluzszy ale takze oplata.

    Nalezy takze zapytac dlaczego nikt sie nie wezmnie za dokonczeniu projektu szumnie zwanego Lodzki Tramwaj Regionaln (LTR). Na 11-kach Lodz i MPK dumnie chwala sie tym przedsiewzieciem ale zdecydowanych akcji prowadzacych do zakonczenia projektu nie widac. A po 20-ej dostac sie z Lodzi do Pabianic dla przecietnego obywatela to wielkie przedsiewziecie. Busy juz nie kursuja a tramwaje jeszcze rzadziej niz w ciagu dnia. Nawet pochwalono sie LTR w aplikacji o stolice kulturalna Europy tak jakby mieszkancy Pabianic mieli z tego jakis pozytek. A tu ani nie mozna sie wybrac do teatru czy na inna impreze do miasta pretendujacego do stolicy kultury, bo nie ma jak wrocic, bo takie imprezy z reguly odbywaja sie wieczorami.
    To skandal zeby miedzy Pabianicami i innymi osciennymi miastami a Lodzia nie bylo regularnej, sprawnej i bezpiecznej komunikacji publicznej 24/7.

  • zigzaur

    Oceniono 1 raz 1

    Proponuję kompromisowe rozwiązanie:

    Bezpłatne autobusy i tramwaje ale tylko dla posiadaczy samochodów osobowych. Posiadanie przy sobie dowodu rejestracyjnego na PRYWATNY samochód powinno uprawniać do bezpłatnych przejazdów.

    W końcu chodzi o ograniczenie ruchu samochodów osobowych, nieprawdaż?

  • hurdy-gurdy-x

    Oceniono 1 raz -1

    Wszystko po 5 złotych,

    cukier, benzyna, chleb,............ bilety

    Tusk spełnia obietnice wyborcze

  • czarno_to_widze

    Oceniono 1 raz 1

    januszaleniep
    czego nie zrozumiałeś?

  • januszaleniep

    Oceniono 1 raz -1

    A masoni? Czy oni też chcą Polaka zniknąć?

  • czarno_to_widze

    Oceniono 1 raz -1

    buhehehehehehe u nas darmowa?
    posłowie przyznali podwyżkę najniższych zarobków o 50 zł a sobie o 500, kto będzie dotował miliardy dla kleru i KRUS, za dużo złodziejstwa na najwyższych szczeblach, Polak ma za zadanie zniknąć z powierzchni planety, takie zadanie postawili sobie solidaruchy, postsolidaruchy, kler i żydzi

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX