Sędzia nie zna Facebooka? Waglowski: "Wcale nie musi"

Warszawski sędzia będzie rozpatrywał sprawę o zniesławienia na portalu Facebook. Sam nie wie, co to jest. - Nie ma co się śmiać z sądu! Sędzia nie ma obowiązku korzystać z internetu - Piotr Waglowski, prawnik specjalizujący się w internecie, autor serwisu VaGla.pl
Rusza jeden z pierwszych, jeśli nie pierwszy w Polsce, proces karny o zniesławienie na Facebooku. Były burmistrz Mokotowa oskarża lokalnego aptekarza o wpisy, które miały go poniżyć w oczach opinii publicznej. Problem w tym, że sędzia nie orientuje się do końca, co to jest Facebook.

Sąd może pytać, co to jest myszka

- Kibicuję sędziemu i sądom. Spór pojawił się w środowisku, którego sędzia nie musi znać. Przecież sędzia nie ma obowiązku być użytkownikiem Facebooka, ani tym bardziej śledzić zmian, jakie zachodzą w tym serwisie. Nawet musi korzystać z Internetu. Może rozstrzygać na podstawie opinii biegłych i materiałów przedstawionych przez strony sporu - powiedział Piotr Waglowski w Komentarzach Radia TOK FM.

- Ale niedługo, gdy sąd powie, że nie umie korzystać z Facebooka albo w ogóle Internetu, to się ośmieszy - skomentowała Anna Laszuk.

Waglowski zaprotestował. - Sędzia nie powinien zwracać uwagi na opinię publiczną. Nie raz się zdarzało, że sędzia zadawał pytania w rodzaju "co to jest myszka?". Nie ma co się śmiać z sądu. On też musi prowadzić tak sprawę, żeby inne osoby, w szczególności oskarżony, wiedziały, o czym jest mowa. Sędzia może prosić o wyjaśnienie terminów. W 2007 roku w USA sędzia zapytał, co to jest serwis internetowy.

- Tylko o takie banały pytają sędziowie, nie o bardziej zaawansowane sprawy? - dopytywała Anna Laszuk.

- To nie jest banał. Trzeba wiedzieć, jak oskarżyciel albo jak obrona rozumieją termin, którym się posługują. Ja na przykład nie wiem, co to jest strona internetowa, chociaż jestem webmasterem. Robię serwisy internetowe od 14 lat i nie mam pojęcia, jaka jest różnica między wortalem a portalem. Nie wiem też, czy jest różnica między blogiem a stroną internetową - wyznał specjalizujący się w Internecie prawnik.

Piotr Waglowski zwrócił uwagę na inny problem w sprawie burmistrz Mokotowa vs mokotowski aptekarz. - Biegły nie będzie mógł analizować w jaki sposób dane treści na Facebooku były eksploatowane i jak dużo osób je oglądało, bo Facebook prawdopodobnie nie udostępni nikomu tych materiałów.

Technologia w sądach: pomoc czy przeszkoda?

- Kiedyś dyskutowano o tym, czy nagrania wideo mogą być dowodem w sprawie. Czy technologia przeszkadza w wymierzaniu sprawiedliwości? - zapytała gościa programu Anna Laszuk.

- W Polsce mamy swobodną ocenę dowodów. To znaczy, że sądowi można przedstawić wszystko, a on to analizuje i akceptuje lub nie. W sprawach o naruszenie praw autorskich pojawiają się często wątpliwości co do numeru IP. Taki numer wskazuje przecież na komputer, a nie konkretną osobę, która miałaby nacisnąć enter i opublikować jakiś plagiat. Dziś noszę wyłączony komputer cały dzień przy sobie, ale to nie znaczy, że ktoś np. ze Stanów Zjednoczonych nie może się do niego włamać. O takie sprawy sądy powinny pytać biegłych.

Regulacja internetu? "Jest niepotrzebna. Już to robimy">>>

Więcej o: