Dokument "Inside Job" krok po kroku pokazuje skąd się wziął ostatni światowy kryzys finansowy, który kosztował biliony dolarów, a miliony ludzi pozbawił pracy, domów czy emerytur. Jego najważniejsze przesłanie jest takie, że... kryzysu można było uniknąć. Ale od 30 lat zgodnie na niego pracowali amerykańscy politycy i rekiny z Wall Street, do których dołączyli także prawnicy i ekonomiści.
Rozwijająca się od czasów Reagana kultura Wall Street, której personifikacją był Gordon Gekko z filmu Olivera Stone'a i jego hasło "Chciwość jest dobra" spowodowała, że ludzie zajmujący się finansami stali się bogaci. Ale chcieli być jeszcze bogatsi. Żeby to osiągnąć musieli zmusić państwo, żeby przestało patrzeć im na ręce, żeby nie musieli nikomu tłumaczyć się z podejmowanych decyzji.
Tak zaczął się stopniowy proces deregulacji rynku finansowego, który doprowadził do wydarzeń z 15 września 2008 roku, kiedy wielki bank inwestycyjny
Lehman Brothers specjalizujący się w ryzykownych kredytach, ogłosił bankructwo. Panika, jaka zapanowała na Wall Street była porównywana do tej, jaka rozpoczęła wielki kryzys w latach 20.
Z ust ekonomistów, prawników, analityków, a nawet polityków padają określenia "tsunami" czy "armagedon".
"Inside Job" w przejrzysty sposób, krok po kroku pokazuje, co doprowadziło do kryzysu. I jak potem jego sprawcy skutecznie unikali odpowiedzialności. Żaden z prezesów banków nigdy nie stanął przed sądem, nie mówiąc o więzieniu.
A najbardziej przerażające jest to, że mimo odkrycia mechanizmu powstania kryzysu, nikt nie zrobił nic, żeby się nie powtórzył. Amerykański rząd wpompował w instytucje finansowe miliardy dolarów, by zapobiec ich upadkowi, ale ci, którzy postawili je nad przepaścią, wypłacili sobie premie. Dziś na Wall Street wciąż pracują ci sami ludzie i nikt wciąż nie patrzy im na ręce. Rząd Baracka Obamy jeden z bohaterów filmu nazywa wprost "rządem Wall Street".
"Inside Job" można od dziś oglądać w kinie Femina, w maju film będzie pokazywany na festiwalu Doc Review.