Nowe prawo medialne ograniczy wolność słowa? Rząd: "Nie znaleźliśmy lepszych rozwiązań"

10.03.2011 17:54
Piotr Waglowski, prawnik, znany w Internecie jako VaGla, Autor popularnej i wpływowego blogu prawa ICT oraz zagadnień internetowych w Polsce. Jest uznawany za jednego z pierwszych Wikipedystów w Polsce. Był członkiem Polskiej Rady Informatyzacji i członkiem Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji.

Piotr Waglowski, prawnik, znany w Internecie jako VaGla, Autor popularnej i wpływowego blogu prawa ICT oraz zagadnień internetowych w Polsce. Jest uznawany za jednego z pierwszych Wikipedystów w Polsce. Był członkiem Polskiej Rady Informatyzacji i członkiem Rady Polskiej... (Fot. Jerzy Gumowski / AG)

- To próba ograniczenia wolności słowa w demokratyzujących się mediach i bardzo istotne zagrożenie dla porządku demokratycznego - Piotr Waglowski, specjalista od prawa internetu i autor bloga VaGla.pl podsumował w radiu TOK FM forsowaną przez rząd nowelę ustawy o radiofonii i telewizji. Igor Ostrowski z zespołu doradców strategicznych premiera stwierdził: - Trochę za późno na tę dyskusję, musimy wdrożyć dyrektywę unijną.
Przegłosowana 4 marca przez Sejm nowelizacja ustawy o radiofonii i telewizji (zwana ustawą medialną), trafiła już do Senatu. Nowelizacja wprowadza przepisy, które mają m.in. zaprowadzić porządek w internecie. Rząd, spóźniony już z dopasowaniem naszego prawa do unijnej dyrektywy o usługach medialnych, tak szybko forsuje tę ustawę, że ani media ani część podmiotów branży internetowej nie zorientowała się, jakie mogą być jej konsekwencje. Przepisy są niejasne i nieprecyzyjne; będą dotyczyć wszystkich zarejestrowanych w Polsce serwisów internetowych udostępiających wideo (ustawa nazywa je "dostawcami usługi audiowizualnej na żądanie").

Nowe prawo dotknie wszystkich: wielkich graczy i płotki

Dotyczy to zarówno dużych portali internetowych, jak Gazeta.pl, Onet czy O2, jak też mniejszych czy wręcz niszowych serwisów (o ile tylko ich właściciele zarejestrowali działalność gospodarczą). Wszystkie te serwisy będą musiały się rejestrować w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji (KRRiT może odmówić rejestracji). Mogą też być - decyzją przewodniczącego KRRiT - wykreślane z tego rejestru. Jeśli niezarejestrowany bądź wykreślony serwis nie zniknie z internetu i będzie nadal pokazywał materiały wideo - KRRiT może nałożyć wysoką karę - 10 proc. rocznego przychodu.

Ustawodawca traktuje te serwisy internetowe, które podpadają pod ustawę (będzie ich - wg szacunków branży internetowej - ok. 30 tysięcy) podobnie jak telewizję. Nakłada na nie dodatkowe obowiązki, np. promowanie audycji przygotowanych w Europie. Czyli - dla przykładu - serwis specjalizujący się dotąd w pokazywaniu filmów japońskich albo amerykańskich seriali będzie teraz musiał mieć w ofercie co najmniej 15 proc. produkcji europejskich.

O ustawę spierali się w radiu TOK FM Igor Ostrowski, członek zespołu doradców strategicznych premiera i Piotr Waglowski, prawnik, specjalista od prawa internetu i twórca serwisu Vagla.pl

Niezgodne z dyrektywą? Nic lepszego nie wymyśliliśmy

- Ale ta ustawa jest niezgodna z celami dyrektywy unijnej - tak prowadząca program Ewa Wanat kontrowała wypowiedź mec. Ostrowskiego, który przekonywał, że pośpiech rządu z nowelą ustawy wynika właśnie z konieczności dostosowania polskiego prawa do wymogów unijnych. Wanat wyjaśniała, że w dyrektywie chodzi o to, by ustawodawca jak najmniej ingerował w świadczenie usług audiowizualnych oraz ograniczał do minimum bariery wejścia na rynek. A rząd robi coś przeciwnego. - Jeśli teraz każdy, kto umieszcza w internecie filmy wideo będzie musiał się rejestrować w Krajowej Radzie, to jest koncesjonowanie, zamykanie konkurencji - mówiła. - Nie każdy. Tylko ten, kto prowadzi działalność gospodarczą - odpowiadał reprezentujący rząd mec. Igor Ostrowski. Przyznał jednak: - Jak się zajęliśmy tą dyrektywą, to się zastanawialiśmy, co z tym fantem zrobić. Nie mogliśmy znaleźć rozwiązań lepszych. - Podkreślam to słowo ,, zarejestrować", bo może nie każdy to tak sprawnie wyłapał - zaznaczał Piotr Waglowski. - Dodajmy od razu, bo to ważne, że dyrektywa też mówi, że ,, żaden przepis dyrektywy nie powinien zobowiązywać czy zachęcać państw członkowskich do wprowadzenia nowych systemów koncesjonowania czy administracyjnego zatwierdzania jakiegokolwiek rodzaju audiowizualnych usług medialnych - ciągnął Waglowski, który w swoim serwisie VaGla.pl szczegółowo pisał, z którymi unijnymi zaleceniami jest sprzeczna wprowadzana właśnie ustawa.

"I nagle mogę dostać w łeb 10 proc. przychodu..."

Według Waglowskiego, specjalisty od prawa internetu, zmiany spowodują straty dla wielu użytkowników internetu, którzy publikują treści wideo na swoich stronach. - Jeżeli prowadzę działalność gospodarczą, w ramach której umieszczam na swojej stronie fonogramy i wideogramy, to nagle mogę dostać w łeb 10 proc. przychodu - stwierdził prawnik. - Nie doprowadzajmy do sytuacji, w której taka działalność będzie sprzeczna z prawem - dodał.

- Ustawa powstała w 1993 roku - w czasie, w którym pomysł, że telewizja będzie płynęła do nas przez internet wydawał się nieosiągalny. Tymczasem 20 lat później operator kablowy oferuje bardzo często trzy usługi: telefon, internet i telewizję kablową. Okazuje się, że abonent może oglądać programy telewizyjne dostarczane tradycyjną metodą, zgodnie z Ustawą o Radiofonii i Telewizji i zgodnie z określonymi w ustawie zasadami dotyczącymi reklam, a z drugiej strony płynie do niego program, który wygląda dokładnie tak samo z punktu widzenia widza i nie jest objęty żadnymi regulacjami - argumentował doradca premiera, Igor Ostrowski.

- W ustawie nie jest napisane, że chodzi o regulację telewizji w internecie, w ustawie jest napisane ,, dostawca usług audiowizualnych" - zauważyła Ewa Wanat.

- Największy problem polega na tym, że te przepisy są niejasne, a przepisy powinny być jasne, abyśmy wiedzieli, kogo dotyczą i w jaki sposób regulują - podkreślał Waglowski.

Kogo w internecie dotyczy ustawa? Tych, co "wybierają i zestawiają"

- Jak będziemy już mogli dojść do tego, kogo dotyczą i co regulują te przepisy, to zastanawiam się, jak to możliwe, że nagle jakieś audiowizualne usługi na żądanie należy wpisywać do wykazu, który prowadzony jest przez przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji i jak to się ma do konstytucyjnych przepisów, które tego zabraniają - pytał Waglowski. - Jeżeli ktoś podejmuje się takiej działalności gospodarczej, to wchodzi na rynek i konkuruje z nadawcami tradycyjnymi. Boisko powinno być równe dla wszystkich. Jeżeli jedni są koncesjonowani i w jakiś sposób regulowani, to niestety inni też - odpowiadał mu Igor Ostrowski. - Mówimy o usługach medialnych, które są świadczone w ramach działalności gospodarczej, a usługa medialna to jednak program, który jest zestawiony. Koncesjonuje się tych, którzy dokonują pewnego wyboru i mówią ,,ja chcę pokazać tę treść i tę i tę, i ja ją zestawiam w całość i z tego tworzę program" - tłumaczył nową ustawę Ostrowski.

Weźmy muzyka, który ma stronę internetową...

- Wczuwam się w rolę producenta rozrywkowego: jestem muzykiem, jestem twórcą piosenek, nagrywam piosenki, robię do nich wideoklipy, umieszczam je na swojej stronie. Czy zestawiam program? - pytał Piotr Waglowski.

Ostrowski potwierdził.

- A więc taki muzyk, który nagrywa w piwnicy z kolegami musi się zarejestrować w Krajowej Radzie? - prowokowała Ewa Wanat. - Trochę za późno na tę dyskusję, musimy implementować dyrektywę. - powtarzał mec. Igor Ostrowski.

- A co, jeśli ktoś się nie zarejestruje? - pytał Waglowski. - Kara - odpowiadał Ostrowski. - Jeżeli ktoś prowadzi działalność gospodarczą, to musi się liczyć z tym że wprowadzamy nowe regulacje, i musimy te regulacje zastosować - dodawał.

- Skoro dzisiaj nie muszę się zgłaszać do żadnego wykazu, a po wejściu tej ustawy będę musiał; a moje działania w zakresie rozpowszechniania informacji mieszczą się w konstytucyjnych prawach i wolnościach i nie naruszam dzisiaj żadnych zasad, to reprezentując stronę rządową powiedziałbym, że to ingerowanie w sferę chronioną konstytucyjnymi prawami i wolnościami - dowodził autor prawnego bloga VaGla.pl.

Zobacz także
Komentarze (1)
Nowe prawo medialne ograniczy wolność słowa? Rząd: "Nie znaleźliśmy lepszych rozwiązań"
Zaloguj się
  • model.testowy

    0

    Co za beton! I do tego bezczelna gadka "- Trochę za późno na tę dyskusję, musimy wdrożyć dyrektywę unijną."
    PO, czy PiS - podobnie (nie) myślący towarzysze.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje