Tak źle jeszcze nie było. Już blisko 85 proc. Polaków mówi, że nie interesuje się kulturą wyższą - wynika z opublikowanego właśnie sondażu firmy badawczej ARC Rynek i Opinia (rok temu było to ok. 83 proc., dwa lata temu - 80 proc.). - Choć te zmiany nie są ogromne, widać systematyczny wzrost grupy osób, których nie interesują takie kwestie jak teatr, opera, koncerty muzyki klasycznej, wystawy, galerie - mówi Krzysztof Szczerbacz z firmy ARC Rynek i Opinia.
Do teatru czekasz miesiąc Dlaczego topnieje to grono? - Informacjom o kulturze wyższej coraz trudniej jest się przebić w gąszczu wiadomości o kulturze masowej. Nie są też dostępne na wyciągnięcie ręki. Żeby się dostać na głośne przedstawienie teatralne, trzeba rezerwować bilety z miesięcznym wyprzedzeniem. Nie da się zaplanować wizyty w teatrze lub filharmonii z dnia na dzień, jak wyjścia do kina. To może zniechęcać tych, którzy np. na początku tygodnia wpadli na pomysł, by w weekend wybrać się do teatru czy na koncert. Kłopoty z kupnem biletów sprawią, że wielu chętnych machnie ręką i zostanie w domu - mówi Krzysztof Szczerbacz.
Barierą są też ceny. Bilet do teatru to wydatek minimum 30-40 zł, na operę nierzadko trzeba wydać ponad 100 zł.
Jak wynika z danych GUS, tylko 4 proc. Polaków przynajmniej raz w roku bywa w filharmonii, w galerii sztuki - 5 proc., w teatrze - 8 proc. Co ciekawe, większość tych grup stanowią te same osoby. To właśnie ci stali bywalcy kupują dużą część z blisko 12 mln biletów, jakie rocznie sprzedają nasze teatry i filharmonie (jeszcze w 2005 r. sprzedawały ich nieco ponad 9 mln. rocznie).
Snoby tu nie przychodzą Kim są ci konsumenci kultury wyższej? - To nie są ludzie, których do teatru czy opery ciągnie atmosfera snobizmu. Pokazywanie się w takich miejscach przestało już być snobizmem dla bogatych czy sławnych. Ludzie tam idą, bo znajomi idą. W ten sposób na widowni mamy grupki osób, którzy przyszli razem - np. studentów, czy całe rodziny. Nierzadko przychodzą systematycznie, kupując np. roczne karnety - mówi dr Mirosław Pęczak, socjolog kultury z Uniwersytetu Warszawskiego.
Nie dziwi go, że tak trudno (i drogo) dostać się na przedstawienia znanych reżyserów czy koncerty światowych gwiazd muzyki poważnej. - Opera czy filharmonia nigdzie na świecie nie są rozrywką masową. Właśnie to niektórych może do nich przyciągać - mówi.
Czy faktycznie zarabiającemu średnią krajową Kowalskiemu pozostają tylko imprezy bezpłatne, jak Koncerty Chopinowskie w Łazienkach? Liczba miejsc w polskich teatrach i instytucjach muzycznych w ciągu ostatniej dekady wzrosła z 65 tys. do ponad 72 tys. liczba przedstawień z 50 tys. do 56 tys. rocznie. Może to za mało? Może filharmonie i teatry powinny zwiększyć liczbę imprez?
- Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Są teatry, które z trudem znajdują widownię na dwa przedstawienia w miesiącu i takie, do których chodzą tłumy. W moim teatrze bilety trzeba rezerwować przynajmniej dwa tygodnie wcześniej. Można wprowadzać dodatkowe przedstawienia - kiedyś były tzw. popołudniówki, czyli sobotnio-niedzielne sztuki o 15. Należałoby też budować większe sale. Na Zachodzie w przeciętnym teatrze jest 600-800 miejsc, u nas 300-400 - mówi Kazimierz Kaczor, aktor i wieloletni prezes Związku Artystów Scen Polskich.
Edyta Błaszczak, Metro: To co trudniej zrobić, lepiej smakuje Na całym świecie dostanie się na premierę wziętego reżysera teatralnego, graniczy z cudem. W operze nowojorskiej na wybitne koncerty brak biletów już w chwili zapowiedzi wydarzenia. W Wiedniu po bilety do filharmonii trzeba stać w nocnych kolejkach Mimo większych sal i bardziej prestiżowych zespołów, tam też brakuje biletów na creme de la creme.
Na standardowe koncerty miejsca są, tak jak w Polsce. W ostatni weekend tuż przed spektaklem bez problemu kupiłam bilet na "Klub Polski" w stołecznym Teatrze Dramatycznym. I były jeszcze puste miejsca. Ale na bilet na "Tango" w Narodowym z Grażyną Szapołowską i Janem Englertem czekałam pół roku. Warto było - to, co trudniej zdobyć - lepiej smakuje.
Gdyby sztuka wysoka nie była tak elitarna, straciłaby zapewne słodki smak czegoś trudno dostępnego. Dla mnie większym zmartwieniem jest, kto wypełni budujące się właśnie sale koncertowe w Katowicach czy Białymstoku.
Czy zgadzasz się, że teatr, opera czy filharmonia muszą być trudno dostępne by zachować urok elitarności? A może po prostu naszym artystom, reżyserom i dyrektorom scen przewraca się w głowach? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl