Szczątki Airbusa A330 spoczywają prawdopodobnie na głębokości około 4 tys. metrów na dnie Oceanu Atlantyckiego. Ich poszukiwanie może potrwać ok. 3 miesięcy. - W tej okolicy, gdzie samolot spadł, jest bardzo głęboko. Dno jest zróżnicowane, a my szukamy skrzynek wielkości pudełek po butach. To jest skomplikowana i droga operacja. Wymaga użycia specjalistycznego sprzętu - mówi Michel Guerard, ekspert od bezpieczeństwa lotów w firmie Airbus. Guerard i inni specjaliści z Airbusa pomogą komisji badania wypadków lotniczych wyjaśnić okoliczności katastrofy sprzed dwóch lat.
Ich znalezienie to tylko pierwszy krok w badaniu przyczyn katastrofy. Problemem może być stan skrzynek. - Są tak zaprojektowane, żeby uszkodzenia przy wypadku były jak najmniejsze. Jeśli ich stan pozwoli, to będziemy mogli je odczytać - dodaje Guerard.
Śledczy z francuskiej komisji badania wypadków lotniczych ustalili na razie tylko, że
w Airbusach zawodziły czujniki prędkości. Udało się ustalić tylko tyle, że pilot stracił kontrolę nad maszyną i samolot runął do wody. - Mamy nadzieję na wydobycie wraku oraz czarnych skrzynek - mówi francuski ekspert. Dotychczas udało znaleźć się nieliczne fragmenty potężnego samolotu. Bez czarnych skrzynek nie ma szans na wyjaśnienie wszystkich przyczyn tragedii.
Rozpadł się i wpadł do morza. Czemu? Nie wiadomo Airbus A-330 leciał z Rio de Janeiro do Paryża. Samolot z nieznanych do teraz przyczyn rozpadł się - w powietrzu lub po upadku do oceanu - i nie było szans, by ktokolwiek ocalał.
Tuż przed katastrofą samolot wysyłał sygnały o psujących się urządzeniach. Zginęło 228 osób, w tym dwóch Polaków. Mimo kilku prób udało się odnaleźć ciała tylko 50 osób i kilkaset fragmentów samolotu.
Dlaczego Airbus runął do oceanu Wszystko o katastrofie samolotu Air France.