Nie uratował dziesięciu Żydów. Zabił trzech, gdy przestali płacić [RECENZJA]

17.02.2011 21:33
Tablica pamiątkowa w Bełżcu, jednym z obozów zagłady Żydów

Tablica pamiątkowa w Bełżcu, jednym z obozów zagłady Żydów (Fot. Rafał Michałowski / AGENCJA GAZETA)

Pozorna bliskość Żydów i chłopów mieszkających w jednej wsi nie przekładała się na lepsze traktowanie tych pierwszych. Wręcz przeciwnie - pisze w swojej książce ?Judenjagd. Polowanie na Żydów 1942-1945? historyk Jan Grabowski. To kolejny głos w sprawie stosunków polsko-żydowskich na prowincji w czasie II wojny światowej.
Okoliczności śmierci Żydów, którzy uciekli przed eksterminacją, stały się przyczyną głębokiego podziału w żydowskim oraz polskim postrzeganiu Zagłady i okupacji.

Dyskusję na ten wrażliwy dla Polaków temat wywołał Jan Tomasz Gross - samą zapowiedzią wydania studium badań nad tym, jak zachowywali się Polacy na wsi wobec Żydów, którzy zbiegli z obozów koncentracyjnych.

Obraz zaprezentowany przez Grossa nie jest łagodny - Polacy nieraz nie tylko nie pomagali Żydom, lecz często wydawali ich Niemcom lub nawet sami zabijali za korzyść majątkową.

Książka Jana Tomasza Grossa ukaże się dopiero w marcu. Przed jej premierą swoje badania na podobnym polu opublikował m.in. historyk Jan Grabowski.

Pokusa denuncjacji

- Zagłada i ludobójstwo na wsi przybrały zupełnie inne wymiary niż w mieście - pisze Grabowski w swojej książce "Judenjagd. Polowanie na Żydów 1942-1945. Studium dziejów jednego powiatu".

Podkreśla, że tak jak w mieście, Żydzi mieli byli "dość wcześnie wyjęci poza nawias społeczeństwa", tak na wsi zachowali silne związki z miejscową ludnością polską. I to powodowało problemy obydwu stron.

Wszyscy na wsi się znali, a nowy przybysz od razu pojawiał się na językach miejscowej ludności.

Bliskość Żydów i chłopów mieszkających w jednej wiosce była jednak zdaniem Grabowskiego pozorna - ostatecznie nie przekładała się ona na lepsze traktowanie jednych przez drugich.

Wręcz przeciwnie. "Liczni, zwabieni niewielkimi premiami i nagrodami obiecywanymi przez Niemców, wzięli aktywny udział w wyszukiwaniu Żydów. Inni zrobili to ze strachu. W wielu wypadkach wiejscy Żydzi zostawiali u znajomych bądź zaprzyjaźnionych chłopów majątek na przechowanie. Dla niektórych gospodarzy stanowiło to zbyt wielką pokusę, a pozostawione na przechowanie towary, kapitał czy też zwierzęta stały się przyczyną zdrady i tragedii" - pisze Grabowski.

Autor w swojej książce nie stroni od przytaczania relacji świadków, którzy dosadnie oceniają rolę Polaków w wydawaniu Żydów Niemcom. Obala też opisy przytaczane przez niektórych, którzy starają się bronić miejscowych z tamtego czasu, a którzy nie podają żadnych dowodów na opowiadane przez siebie historie.

Nagroda za głowę Żyda: 500 zł i kilogram cukru

W książce Grabowski opisuje mechanizm zachęcania do wydawania Żydów. Dwoma najważniejszymi metodami stosowanymi przez Niemców był system nagród i gróźb - za głowę każdego złapanego Żyda otrzymywało się nagrodę pieniężną, a odzież i rzeczy złapanych należały automatycznie już do łapaczy.

W przytoczonym przez Grabowskiego fragmencie z pracy Emanuela Ringelbluma z lat 80-tych wynika, że w zachodniej Małopolsce Żyd wart był 500 zł i kilogram cukru. Za to, że ktoś nie wydał podczas akcji likwidacyjnej Żydów, groziła kara śmierci.

"Zarażenie antysemityzmem"

Sam autor zajmuje się w swojej pracy powiatem Dąbrowa Tarnowska położonym na północ od Tarnowa we wschodniej Małopolsce. W skład tego powiatu wchodziło 101 wsi, a na jego terenach wiejskich mieszkało 1795 Żydów. Czy jednak w przededniu II WŚ ludność tego powiatu była "zarażona antysemityzmem", co było jednym z dwóch poważnych czynników wpływających na decyzję o ratowaniu lub pozostawieniu Żydów samym sobie?

Z opisu Grabowskiego wynika, że - niestety - tak. Np. bojkot handlowy w latach 30-tych był zjawiskiem powszechnym, głównie przez działającą wtedy propagandę antyżydowską, która miała charakter "ponadpartyjny".

"Z czasem antyżydowskie akcje nabrały rozmachu, podpalano synagogi, a niekiedy - w celu rozpędzenia agresywnych demonstrantów - policja była zmuszona do użycia broni" - pisze Grabowski.

Rolę w propagandzie antyżydowskiej, według autora i przytaczanych przez niego źródeł, pełniły m.in. organizacje nacjonalistyczne, takie jak Młodzież Wszechpolska czy Obóz Wielkiej Polski, w końcu też radykalizacja postaw wobec Żydów postępowała pod wpływem prasy katolickiej - "Gościa Niedzielnego", "Dzwonu Niedzielnego" czy "Naszej Sprawy".

W 1942 roku, po latach pogarszania się sytuacji miejscowych Żydów, rozpoczęła się w końcu sama eksterminacja ludności wyznania mojżeszowego związana z uruchomieniem obozu zagłady w Bełżcu.

Judenjagd - polowanie na Żydów

Zagładę dąbrowskich Żydów - wywózkę do Bełżca - według niektórych źródeł przeżyło 150-200 osób, według innych liczba ta waha się od 100 do 250 osób.

Co prawda istnieją świadectwa ratowania Żydów w tamtym okresie w powiecie, jednak nie są poparte dostatecznymi, zdaniem Grabowskiego, dowodami.

Jedną z osób "ratujących" Żydów miał być według jednego ze świadectw Michał K. - miał on przechowywać 10 osób, które przeżyły Zagładę. Grabowski przyznaje - Michał K. przechowywał troje Żydów, ale "zatłukł ich siekierą późną jesienią 1944 r., kiedy skończyły im się pieniądze na dalsze opłacanie gościny".

"Zabicie Żydów? To na pewno Niemcy"

Trudność z ustaleniem zbrodni popełnionych przez Polaków na Żydach wiąże się z ewidencjonowaniem opracowanym przez Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce - Komisja często przypisywała mordy Polaków "ryczałtem" Niemcom.

Grabowski pisze: W Spisie zbrodni hitlerowskich dla powiatu Tarnów czytamy między innymi: "Hitlerowcy zamordowali 3 osoby. Zginęli: Hereśniak; Owca Tadeusz, Polanitzer Estera".

I dalej: Nie jest to prawda. Estera Polanicer została wydana w ręce władz przez miejscowych chłopów, a egzekucji dokonali policjanci polscy z posterunku w Otfinowie".

Innym podanym przez Jana Grabowskiego przykładem jest wymordowanie przez żołnierzy Armii Krajowej 12 Żydów, którzy próbowali przyłączyć się do partyzantki.

W zbrodni pławili się Niemcy, Ukraińczy, Łotysze...

Pierwszą fazą Judenjagd - polowania na Żydów, którzy uciekli przed Zagładą było ich wyłapywanie przez Niemców oraz lokalnych pomocników, drugą - późniejsze przedsięwzięcia.

Pierwsza oznaczała pełną mobilizację włącznie z zachęcaniem polskiej ludności miejscowej do akcji poszukiwania Żydów. To w tej fazie wpadało najwięcej ukrywających się osób - część była rozstrzeliwana od razu, pozostali byli rozstrzeliwani na lokalnym kirkucie.

Jednym z opisów polowania na Żydów przytoczonych przez Grabowskiego jest świadectwo Stanisława Żemińskiego z Łukowa: "dla mnie tragizm powiększyło to, że w zbrodni tej pławili się nie tylko sami Niemcy i sprowadzeni siepacze ukraińscy czy łotewscy, że brała w tym udział nasza kochana policja, bo wiadomo, że to zwierzęta, ale brali w tym udział Polacy - cywile na ochotnika, w więc <<łapacze>> z Arbeitsamtu i przygodni amatorzy. W Trzebieszowie w poniedziałek jakaś straż obywatelska, miejscowi chłopi wartujący w nocy przed napadami bandyckimi, dostali rozkaz wyłapania wszystkich miejscowych Żydów i odstawienia do Łukowa. Otoczono całą wieś i rozpoczęło się polowania. Wywlekano Żydów, łapano ich na polach, po łąkach. Jeszcze strzały grzmią, a już nasze hieny czatują, co ukraść się da po Żydach. Jeszcze trupy Żydów nie ostygły, a już płyną podania o domy żydowskie, o sklepy, o warsztaty czy kawałek ziemi pozostałej. Wstępuję do Spółdzielni. Chłopi kupują kosy. Sklepowa mówi: przydadzą się wam na dzisiejszą obławę. Pytam, na jaką obławę. "A na Żydów". Zapytałem: a ile płacą za schwytanego Żyda?

Kłopotliwe milczenie. "Tropiciele" gromadnie ruszyli w lasy za zbiegami, licząc na obiecane przez Niemców zyski: wódkę, cukier, kartofle, naftę, ale też rzeczy osobiste pojmanych. Do tej akcji ludzie zgłosili się sami, przez nikogo nieprzymuszani i niezastraszeni".

Z innej relacji przytoczonej przez autora wynika, że polska policja w pierwszej fazie Judenjagd nie szczędziła nawet małych żydowskich dzieci, które zabijali na oczach wszystkich.

"Orgia mordowania"

Grabowski wskazuje, że w pewnym momencie "polowania" przestano nawet używać formy osobowej - "mordowanie", a zaczęto używać bezosobowego stwierdzenia "strzelanie Żydów". W niektórych środowiskach mordowanie nie było postrzegane za coś nagannego, złym natomiast było pomaganie Żydom. Brutalność dochodziła wręcz do "orgii mordowania".

Według danych przytoczonych przez autora książki na 239 Żydów ukrywających się zamordowanych w powiecie Dąbrowskim w latach 1942-1945 z rąk chłopów, granatowych policjantów (Polskiej Policji Generalnego Gubernatorstwa) oraz w wyniku wydania Żydów przez miejscowych niemieckiej żandarmerii zginęły 183 osoby.

"Judenjagd. Polowanie na Żydów 1942-1945. Studium dziejów pewnego powiatu", Jan Grabowski, Warszawa 2011, Stowarzyszenie Centrum Badań nad Zagładą Żydów.

Czytaj też: Recenzję książki "Jest taki piękny słoneczny dzień" Barbary Engelking"Niech mnie pan puści, co panu szkodzi, że będę żył?"

Zobacz także

Najnowsze informacje