SS-mani w wywiadzie RFN: rząd Merkel odtajnia archiwa BND. Kogo pogrążą?

17.02.2011 09:55
Obecna kanclerz RFN Angela Merkel i jej powojenny poprzednik Konrad Adenauer

Obecna kanclerz RFN Angela Merkel i jej powojenny poprzednik Konrad Adenauer (Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta / AP / Gazeta.pl)

"Gestapo Boys". Tak brytyjska prasa nazywała byłych nazistów, zatrudnionych przez powojenny niemiecki wywiad. Po tym, jak rząd Angeli Merkel pozwolił zbadać archiwa BND, "Gestapo boys" mogą sprawić kłopoty rządzącej chadecji. O powojennych losach nazistów pisze "Der Spiegel".
Od 1939 do 1945 roku Georg Wilmzig i jego 300-osobowy szwadron IV/2 wymordowali w okupowanej przez nazistów Polsce tysiące mężczyzn, kobiet i dzieci. Po 1945 roku zbrodniarz szukał nowego zajęcia. Szybko je znalazł - w zachodnioniemieckim wywiadzie - pisze "Der Spiegel". Wilmzig nie był jedyny. Inny były nazista, Johannes Clemens, zwany "Tygrysem z Como", po wojnie również przeszedł na żołd wywiadu. Wcześniej ten kapitan SS należał do szwadronu, który w tzw. Jaskiniach Ardeatyńskich koło Rzymu rozstrzelał w 1944 roku 335 cywilów. Zbrodnię tę uznano za jedną z największych masakr na ziemiach włoskich w okresie II wojny światowej.

Rząd Merkel otwiera archiwa. Może tego pożałować

Niemiecki wywiad rozlicza się z przeszłością. O tym, że Bundesnachrichtendienst, służba zagraniczna zachodnich Niemiec, nie wahała się przed zatrudnianiem w swoich szeregach nazistów z wyjątkowo mroczną przeszłością, wiadomo od dawna. Ale najnowsze rewelacje z archiwum BND mogą zaważyć na legendzie pierwszego kanclerza powojennej RFN, Konrada Adenauera i odbić się echem na rządzie obecnej kanclerz Angeli Merkel - pisze "Der Spiegel".

Wywodzący się z opozycyjnej socjaldemokracji obecny szef niemieckiej agencji wywiadu Ernst Uhrlau od lat walczył o to, by historycy uzyskali dostęp do archiwów BND z pierwszych lat powojennych. Do ubiegłego roku rząd Angeli Merkel blokował te zamiary - pisze "Spiegel".

Czy "Gestapo Boys" zniszczą legendę Adenauera?

Jednak po tym, jak niewygodne fakty dotyczące nazistowskiej przeszłości odtajniły nawet ministerstwa spraw zagranicznych i finansów Niemiec, przyszedł kolej na wywiad. Dokumenty zbada specjalna komisja historyczna. A rządząca w Niemczech koalicja obawia się, że znajdzie zbyt wiele. Kiedy w latach 50 brytyjska prasa pisała o "Gestapo boys" - byłych nazistach zatrudnianych przez wywiad - Niemcami rządziła koalicja chadecji i liberalnej FDP. Czyli taka sama, jak dziś. O pracownikach podległej mu instytucji kanclerz Adenauer musiał wiedzieć - pisze Spiegel. Informował go o tym - według tygodnika - ówczesny lider socjaldemokratycznej SPD, Kurt Schumacher. O sprawie wiedział też Bundestag.

Generał Wehrmachtu tworzy wywiad na zlecenie Amerykanów

Po upadku Hitlera zawiadujący wraz z pozostałymi Aliantami pokonanymi Niemcami Waszyngton powierzył stworzenie nowego niemieckiego wywiadu Reinhardowi Gehlenowi, generałowi Wehrmachtu, który w czasie wojny kierował wywiadem wojskowym na Wschodzie. USA uznały, że doświadczony w rozgrywkach z ZSRR generał, konserwatysta i wróg bolszewików, może się przydać. W ramach Organizacji Gehlena, jak wówczas nazywano BND, powstała też tzw. Agencja 114 - powołana do rozpracowywania radzieckich agentów na niemieckim terytorium. To właśnie ta komórka stała się furtką do służby w wywiadzie dla byłych nazistów - powiedział "Spieglowi" były pracownik BND, Hans-Henning Crome, który na zlecenie Gehlena prowadził wewnętrzne śledztwo dot. nazistów w szeregach wywiadu.

"Akceptowalne polityczne ryzyko"

I tak szefem Agencji 114 był Alfred Benzinger, znany jako "Grubas". Były sierżant nazistowskiej tajnej policji GFP śledził m.in. niemieckich lewicowców i pacyfistów w RFN. To właśnie Benzinger zatrudniał byłych członków Gestapo, SS i SD, jak Konrad Fiebig, oskarżony o mord 11 tys. białoruskich Żydów, czy Walter Kurreck z szwadronu śmierci SS Einsatzgruppe D, odpowiedzialnego za dziesiątki tysięcy mordów. Według dokumentów CIA Gehlen uznawał zatrudnianie byłych nazistów za "akceptowalne polityczne ryzyko". Adenauera najwyraźniej bać się nie musiał - według materiałów CIA w 1956 roku niemiecki rząd już nie przejmował się "byłymi nazistami i esesmanami", a Gehlena łączyły ponadto dobre relacje z szefem sztabu Adenauera, Hansem Globke. Jeśli niemiecki rząd wykazywał ignorancję, to dlatego, że nikt nie chciał wiedzieć - pisze ostro "Spiegel". I przypomina, że szef wywiadu powiedział niegdyś CIA, że jego agencja zatrudniała procentowo mniej byłych członków SS i SD, niż większość ministerstw. Chodziło mu - podkreśla "Spiegel" - o ministerstwa zachodnioniemieckiego rządu w Bonn.

Niemiecki wywiad wiedział, gdzie jest Eichmann. Przez 8 lat nic nie zrobił

Zobacz także
Najczęściej czytane

Najnowsze informacje