- To niezadowalający, bardzo słaby, zły wynik - komentuje zleceniodawca badania, dyrektor Biblioteki Narodowej dr Tomasz Makowski. Odsetek nie czytających co prawda spadł - w porównaniu z 2008 rokiem o 6 proc - ale jak ocenia dyrektor, to raczej efekt inaczej postawionego pytania w badaniu niż realny wzrost czytelnictwa. Badacze poprzez czytanie książek rozumieli również otwarcie albumu ze zdjęciami, sięgnięcie do książki kucharskiej, czy czytanie w internecie. W porównaniu z Czechami czy Francją wypadamy bardzo blado.
Czytanie nie jest trendy Zdaniem autorów badania problem pojawił się już w latach 90., gdy zaczęliśmy intensywnie pracować, chcąc nadgonić ekonomiczne braki. Inny problem to niesprzyjający w Polsce klimat do czytania. Oprócz kampanii "Cała Polska czyta dzieciom" i raczkujących programów (m.in. Biblioteka +, Kultura) do tej pory ani ministerstwo kultury, ani organizacje pozarządowe czy bibliotekarskie nie wpadły choćby na pomysł zaangażowania do promocji czytania celebrytów (na wzór kampanii przeciw HIV czy rakowi szyjki macicy). Ludzie zamiast wstydzić się, że nie obcują z literaturą, coraz częściej mówią o tym otwarcie.
A jest taką samą przyjemnością jak seks... Zdaniem dyrektora Biblioteki Narodowej w Polsce nie ma przymusu kulturowego czytania. - We Francji jak nie czytasz czy twoje dziecko nie czyta, wiesz, że będziesz gorzej zarabiał, będziesz wykluczony społecznie - mówi. Jego zdaniem w Polsce czytania nie traktuje się nawet jak przyjemności. - To nie obowiązek, każda książka jest przygodą. Jest osiem godzin między snem a pracą i coś z tymi godzinami trzeba zrobić. Jeśli nie czytamy, pozbawiamy się takiej samej przyjemności jak seks czy picie starego wina - przekonuje.
Jednocześnie nie można zapominać, że czytanie to przede wszystkim źródło wiedzy, narzędzie do rozumienia świata. "Czytanie literatury pięknej nie jest po prostu rodzajem rozrywki; zapewne lektura poezji jeszcze nikogo nie uczyniła inżynierem, ale w świecie, w którym tak ważna jest otwartość na to, co inne, rozumienie obcego nam świata zapisanego w tekście literackim to krok do zrozumienia innych ludzi" - komentują badanie specjaliści z Biblioteki Narodowej.
Nawet "wykształciuchy" nie czytają - Szczególnie przygnębił nas stan czytelnictwa osób z wyższym wykształceniem. 20 proc. osób na kierowniczych stanowiskach, ci, którzy budują mosty, leczą nas, ci, od których zależy nasze życie, nie przeczytało w ciągu miesiąca tekstu dłuższego niż trzy strony - mówi Makowski. 25 proc. z nich po studiach nie miało żadnej styczności z książką. Co czwarty uczeń (15-19 lat) nic przeczytał prawie nic, nawet streszczeń szkolnych lektur. Są też prawnicy zupełnie nie zainteresowani nowymi ustawami czy rozporządzeniami. Tylko 12 proc. Polaków czyta w roku więcej niż siedem książek. Niestety, ta grupa się nie powiększa.
Najgorzej jest na wsi 66 proc. mieszkańców wsi nie sięgnęło w 2010 roku po żadną książkę. Zdaniem Dyrektora Biblioteki Narodowej to pierwszy krok do wykluczenia społecznego. Niestety, w niewielkich miejscowościach często po prostu nie ma dostępu do książek. Jednym źródłem kontaktu z kulturą są małe, gminne biblioteki - nie dofinansowane i nie skomputeryzowane, które nie mają szans zachęcić nikogo do czytania. Jeśli to się nie zmieni, mieszkańcy prowincji będą skazani na niskie zarobki albo
bezrobocie. Na pewno nie wyrwą się ze środowiska i będą tkwić w tej samej biedzie, co ich rodzice. 68 proc bezrobotnych już dziś wcale nie czyta. Wśród rolników czyta tylko 16 proc.
Kampanią w czytelnictwo? Jak ważne w tych regionach są biblioteki świadczy fakt, że 42 proc. badanych, jako pierwsze źródło kontaktu z książką wskazuje właśnie taką placówkę. Reszta pożycza książki od znajomych, rodziny, czyta, sięgając do domowych zbiorów. Z tych, którzy książki kupują tylko 39 procent je czyta. 72 proc. badanych w 2010 roku nie kupiło żadnej książki. Zdaniem Biblioteki Narodowej nic się nie zmieni, jeśli państwo nie będzie inwestować w księgozbiory publiczne. Ale to wiemy już od kilku lat.
- Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdan Zdrojewski obiecał powoływać na wzór innych krajów Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa. Tam to pomogło, czekamy na konkrety - mówi Tomasz Makowski. Jego zdaniem największy problem, który pokazało badanie, to fakt, że czytanie stało się dla Polaków nieważne. Jeśli podobną postawę wpoją swoim dzieciom, nasz kraj czeka zapaść cywilizacyjna. Ludzie, którzy nie czytają, nie myślą analitycznie, nie są kreatywni i wrażliwi, nie umieją komunikować się, nie są otwarci. Jak powtarza często pisarz Tomasz Piątek - są barbarzyńcami bez moralności