Joschka Fischer w opałach

Joschka Fischer jest winien usiłowania zabójstwa policjanta i powinien za to odpowiedzieć przed sądem oraz ustąpić ze stanowiska szefa niemieckiej dyplomacji - uważa dziennikarka Bettina Röhl, córka niemieckiej terrorystki Ulrike Meinhof. W opublikowanym wczoraj liście otwartym do prezydenta Niemiec Bettina Röhl zapowiada złożenie doniesienia do prokuratury przeciwko Fischerowi
Tym razem nie chodzi o incydent ujawniony w ub. tygodniu przez tygodnik "Stern" z fotografii z 1973 r., kiedy to grupa młodzieży, w tym rzekomo Fischer, atakuje policjanta, ale o dramatyczną manifestację we Frankfurcie nad Menem w 1976 r. po samobójstwie Ulrike Meinhof w więzieniu. Lewicowi demonstranci obrzucili wtedy policję butelkami zapalającymi, w płomieniach stanął radiowóz, a jego kierowca odniósł bardzo ciężkie oparzenia. Do dziś nie wiadomo, kto rzucił butelkę. Fischerowi nigdy nie postawiono takiego zarzutu, ale należał on do organizatorów manifestacji.

Jak pisze wczorajszy "Spiegel", świadkowie narady demonstrantów nie są zgodni, czy Fischer głośno poparł użycie koktajli Mołotowa, czy zaakceptował je milcząco. Bettina Röhl jest przekonana, że Fischer nie działał z pobudek politycznych, lecz że "był opętany przemocą". Córka Meinhof i wówczas lewicowego, a dziś bardzo konserwatywnego dziennikarza Klausa Rainera Röhla od dwóch lat zbiera dokumenty o frankfurckim środowisku lewackim, w którym w latach 70. obracał się Fischer, i to ona odnalazła zdjęcia wydrukowane przez "Stern".

Mało kto w Niemczech popiera apel części CDU i Bettiny Röhl o dymisję Fischera - według ankiety w "Bild am Sonntag" 82 proc. Niemców (w tym aż trzy czwarte zwolenników chadecji) uważa, że nie ma powodu do takiego kroku. Murem za ministrem stanął wczoraj kanclerz Schröder: - Joschka Fischer udowodnił pracą, że jest naprawdę dobrym reprezentantem naszej polityki zagranicznej. Nigdy nie przemilczał swej przeszłości i należy szanować jego punkt widzenia.