Baletnice o "Czarnym łabędziu"

Wiadomości >  Archiwum
Karolina Głowacka
04.02.2011 15:36
A A A Drukuj
- Wizja pokazana w filmie odbiega i to bardzo od realiów. Mało jest rzeczywistości tanecznej - oceniły film "Czarny łabędź" pierwsze solistki Polskiego Baletu Narodowego Magdalena Ciechowicz i Dominika Krysztoforska.
O filmie "Czarny łabędź", którego reżyserem jest Darren Aronofsky, Cezary Łasiczka rozmawiał z pierwszymi solistkami Polskiego Baletu Narodowego Magdaleną Ciechowicz i Dominiką Krysztoforską.

- Rozumiem, że to jest wizja reżysera, ale naprawdę mało jest rzeczy prawdziwych - oceniała Magdalena Ciechowicz. - Nasz zawód pokazany jest bardzo mrocznie, a przecież taniec, to jest coś, co ludzi cieszy. Bez względu na to jaką ma formę. Czy to nowoczesny, czy w balecie - zawsze niesie ze sobą dobre emocje. Ten film pokazuje nasz zawód w ciemnych kolorach, a nie do końca wytłumaczone jest to, że głównym problemem bohaterki jest jej matka i to jak ją wychowała - mówiła tancerka.

- Co zatem się zgadzało? - pytał Cezary Łasiczka. - Zgadzały się zbliżenia na stopy tancerki, które są troszkę zdeformowane, widać różne nagniotki - wyjaśniała Dominika Krysztoforska. - Także sytuacja na stole masażystki mogłaby być prawdziwa - dodała.

"Technika jest środkiem, ale nigdy celem"

W filmie bohaterka (grana przez Natalie Portman red.) musi znaleźć w sobie ciemną stronę, aby móc zagrać rolę także rolę czarnego łabędzia. Prowadzący pytał, czy podobne zabiegi trzeba wykonać w rzeczywistości. - To jest po prostu kwestia dojrzewania. Mijają lata, człowiek ma coraz więcej swoich doświadczeń życiowych, z których zaczyna czerpać i to się wykorzystuje później na scenie - zgodziły się obie tancerki. - W produkcji całe poszukiwanie w sobie czarnego łabędzia, tej zadziorności czy umiejętności uwodzenia jest pokazywane tylko na poziomie seksu, a to chyba za płytko - dodała Krysztoforska.

- Czy zawsze trzeba poszukiwać emocji wewnątrz siebie? Złych, dobrych? Czy może po prostu można skoncentrować się na tańcu? - dopytywał prowadzący.

- "Technika jest środkiem, ale nigdy celem" - to słowa Anna Pawłowej (wybitna rosyjska tancerka baletowa, na początku XXw. primabalerina Teatru Maryjskiego w Petersburgu - red.) - odpowiedziała Krysztoforska. - Balet jest sztuką uczucia, pozostawionym wrażeniem. Może być wszystko wykonane bardzo dobrze technicznie, ale bez emocji trudno w ogóle mówić o roli. Taki taniec nie wniesie nic więcej oprócz odbioru czysto wizualnego - mówiła.

- Zdarza się, że wychodzi na scenę tancerka i wykonuje wariację, która jest czysto technicznym popisem. Robi to niemal w 100 proc. idealnie, ale nie ma reakcji publiczności. A bywa i tak, że wychodzi tancerka, która nie jest dobra technicznie, a publiczność na nią reaguje - opowiadała Magdalena Ciechowicz. - To z czym się zgadzam, to pokazane w filmie dążenie do perfekcji. Ważne, że nie tylko perfekcji techniki, ale całości tego co się robi na scenie, całości postaci - dodała.

Zawód czy pasja?

- Żeby dostać rolę, trzeba się przespać z szefem? - Ach, to by było tak proste! - żachnęła się Magdalena Ciechowicz. - W rzeczywistości choreograf przychodzi na salę baletową w czasie naszych porannych rozgrzewek i wyznacza kilka osób do danej roli. Potem jest weryfikacja w trakcie prób i po prostu mały casting.

Balet o zawód czy pasja? - Zawodem to raczej nie jest, pasją... może nawet powołaniem - mówiła Krysztoforska. - Faktycznie są takie momenty na scenie, podobnie jak w finale filmu, kiedy czuje się to jakby "dotknięcie doskonałości". Coś na pograniczu orgazmu, taka chwila, która ulatuje niezwykle szybko, ale nie pozwala o sobie zapomnieć. Przez te wszystkie mało ciekawe chwile, dni i lata, to ona cały czas każe nam trwać w tańcu i czekać. A nuż się jeszcze przytrafi. - To jest pewnego rodzaju uzależnienie, właśnie od tego uczucia - zgodziła się Ciechowicz.

- Ja nie wiem, czy to wszystko kocham czy nienawidzę - powiedziała Dominika Krysztoforska. - Nienawidzę tego samego, co kocham. To są naczynia połączone, bez jednego nie byłoby drugiego.

"W miłości i na scenie wszystkie środki są dozwolone" Przeczytaj rozmowę z tancerzem Siergiejem Popowem>>

Komentarze (4)
Zaloguj się
  • anonymous.coward

    Oceniono 1 raz 1

    "A nóż się jeszcze przytrafi."

    Oczywiście miało być "A nuż...", Pani Karolino. Prawda?

  • Oceniono 1 raz 1

    Dziwny tytuł artykułu, bo z treści wynika, że wszystko w filmie w 100% się zgadza, łącznie z wizytami choreografa podczas prób, masaży, relacji techniki, emocji i doświadczenia w roli itd. itd. itd.

  • 0

    Gdy czytam komentarze na temat filmu to widzę, że tym, którym film się spodobał, trudno pogodzić się z myślą, że coś w nim było nie tak i zaczyna się nagonka "Film nie musi odpowiadać rzeczywistości", bla bla bla. Może i nie musi, ale nic się nikomu nie stanie, jeżeli ktoś powie parę słów o błędach.

  • spoko-spoko

    0

    Czy to chodzi o to zeby sie zgadzalo z rzeczywistoscia?
    A Picasso malowal takie dziwne bohomazy co ich niegdzie nie ma naprawde.

    A po filmie "czlowiek z zelaza" powinien byc wywiad z odlewnikiem pomnikow,
    po "pamiatce z celulozy" ze stolarzem.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX