Skomentuj:
Komentarze (7)
-
@polska_baba
Sprawa z psem była oczywiście żenująca. Pani Arciszewska zrobiła na mnie generalnie jak najgorsze wrażenie. Cieć OK. Zgadzam się z uwagami co do ciepłych posadek i uważam,że problemami niepełnosprawnych dożo sprawniej , mogłyby zająć się pozarządowe organizacje społeczne, gdyby tylko dostawały na to fundusze. Nie rozumiem przyczyn dla których, w dobie internetu, jakiś inwalida, np. z końca polski miałby fizycznie udawać się do zarządu, który zajmuje się tylko sprawami administracyjnymi, by uzyskać jakiekolwiek informacje??? Związek powinien i tak przestawić się na dostarczenie inwalidzie wszystkiego do domu a nie fatygowanie go po urzędach! Niech ten/ta pójdzie sobie lepiej do teatru, na spacer lub odwiedzić swoich znajomych. Dziennikarz, obrońca niepełnosprawnych, niestety skompromitował się swoją ignorancją co do prowadzenia wózka inwalidzkiego i mimochodem zniweczył , dla mnie osobiście, pozytywne przesłanie swojego materiału. -
city-zen napisał:
"Moim zdaniem to naciągany skandal. Skoro wszystkie informacje od zarządu można uzyskać telefonicznie lub przez inernet, bez konieczności fizycznych odwiedzin a wszystkie sprawy można załatwić w Oddziałach, które są dostosowane do takich wizyt - to, moim zdaniem, wszystko jest OK".
Uważasz, że OK jest to, że Związek tak zorganizował pracę i swoją siedzibę, żeby niepełnosprawny nie miał dostępu do zarządu teoretycznie SWOJEGO związku? PRL się kłania! To jest takie komunistyczne myślenie - my rządzimy i wam coś tam dajemy (wszystko możecie załatwić w oddziałach), a wy macie nie wtrącać się i nie przeszkadzać!
A co do uwag pod adresem dziennikarza, to dziennikarz nie ma obowiązku wiedzieć, jak wciągać wózek po schodach, natomiast szefowa związku inwalidów ma obowiązek wiedzieć, co to jest pies-asystent osoby niepełnosprawnej, i nie może kompromitować się takimi stwierdzeniami, że pies nie może do siedziby związku wejść.
Polski Związek Emerytów, Rencistów i Inwalidów jest stowarzyszeniem, co będzie, jeżeli do zarządu zostanie wybrana osoba na wózku? Będzie urzędować na korytarzu na parterze? (Wiem, wiem, możliwość zostania członkiem zarządu stowarzyszenia to kwestia czysto teoretyczna dla szeregowego członka stowarzyszenia). -
Oj, jacy ci dziennikarze naiwni. Przecież te wszystkie związki, pfrony itp. nie są dla niepełnosprawnych! One są po to, żeby były ciepłe posadki dla różnych działaczy politycznych i pociotków ważnych osób.
Osoby niepełnosprawne mające wyższe wykształcenie nie mogą dostać pracy, a w większości instytucji, urzędów, związków itp. mających za cel zajmowanie się niepełnosprawnymi trudno spotkać niepełnosprawnego pracownika.
Może Gazeta spróbuje policzyć, ile pieniędzy w Polsce teoretycznie przeznaczanych jest dla inwalidów, a ile rzeczywiście inwalidzi dostają w formie różnej KONKRETNEJ pomocy.
Prawda jest taka, że przez te wszystkie związki inwalidów (mam tu na myśli te organizacje, które powstały jeszcze w PRL-u) przechodzą duże pieniądze, a niepełnosprawni nie mają z tego prawie nic. W związkach inwalidów PRL trwa do dziś - niepełnosprawni (często będący starymi ludźmi) członkowie związków łatwo poddają się manipulacjom, młodzi i wykształceni nie chcą w to bagno wchodzić, w rezultacie niepełnosprawni nie są w stanie przejąć nad związkami faktycznej władzy i związkami rządzą ludzie, których problemy osób niepełnosprawnych w ogóle nie interesują - jak opisano to w tym artykule.
Nie twierdzę, że tak jest w każdym związku, ale zapewne w większości, bo mimo ogromnych problemów, z jakimi w Polsce stykają się niepełnosprawni, w ogóle nie słychać, żeby te związki coś robiły np. w sprawie usuwania barier, zmiany mentalności władz i społeczeństwa, ułatwiania niepełnosprawnym zdobywania pracy, zmiany przepisów itp. -
Moim zdaniem to naciągany skandal. Skoro wszystkie informacje od zarządu można uzyskać telefonicznie lub przez inernet, bez konieczności fizycznych odwiedzin a wszystkie sprawy można załatwić w Oddziałach, które są dostosowane do takich wizyt - to, moim zdaniem, wszystko jest OK. Tragiczna natomiast wydała mi się nieprofesjonalność prowadzenia wózka inwalidzkiego po schodach przez pana redaktora, podczas opuszczania budynku. Wózek inwalidzki prowadzi się po schodach stojąz ZA wózkiem a nie przed nim. Osoba prowadząca pochyla wózek tak aby inwalida znalazł się plecami równolegle do schodów a następnie, stopień po stopniu, prowadzi wózek na dół. Przy lekkiej wprawie wcale nie potrzeba do tego wielkiej siły. Redaktor uczynił akurat odwrotnie, narażając Dominika na poważne niebezpieczeństwo. Gdyby schodów było więcej, nie sądzę by udało mu się wytrzymać ciężar wózka razem z Dominikiem.
-
Niepełnosprawny uparł się i przylazł (w dodatku z psem - BEZCZELNOŚĆ!!) żeby uprzykrzać życie Pani Urzędniczce...
A tak na poważnie, wyjebać na zbity pysk ta NIEKOMPETENTNA babę.
Za co bierze kasę? -
A to Polska właśnie. Urzad to jest przede wszystkim miejsce pracy urzednika, inne powody jego istnienia sa drugorzedne.
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX



