- Powinniśmy otwartym tekstem mówić o naszym zdaniu w sprawie procesu Chodorkowskiego - mówił Tomasz Nałęcz w
TOK FM. Wczoraj były szef koncernu naftowego Jukos Michaił Chodorkowski i jego partner biznesowy Płaton Lebiediew zostali uznani przez sąd w Moskwie za winnych przywłaszczenia 218 mln ton ropy naftowej i wyprania uzyskanych w ten sposób pieniędzy. - Przebieg tego procesu jest świadectwem tego, w jakim stanie jest praworządność w Rosji. To świadectwo w oczywisty sposób nie wygląda najlepiej - ocenił rzecznik polskiego MSZ Marcin Bosacki.
- Nie powinniśmy, dążąc do poprawy stosunków polsko-rosyjskich, rezygnować z naszych osądów sytuacji rosyjskiej. Powinniśmy cieszyć się tym wszystkim, co w Rosji oznacza postęp w demokracji. No i mówić otwarcie i krytycznie o tym, co demokracją nie jest, a proces Chodorkowskiego nie był przykładem postępowania demokratycznego - podkreślił w TOK FM prof. Tomasz Nałęcz, doradca prezydenta. - Nikt w Polsce nie ma złudzeń, że to zły znak dla demokracji rosyjskiej - dodał.
Nałęcz podkreślił też, że warto zwrócić uwagę na rozdźwięk, jaki pojawił się między oceną sytuacji prezentowaną przez premiera Władimira Putina a słowami prezydenta Miedwiediewa. - Słowa Miedwiediewa, że przed wyrokiem sądu nie można ferować ocen, były oczywistą krytyką premiera Putina. Być może też ta wypowiedź prezydenta wiąże się z tym, że jest profesorem prawa. Ale jednak - jak na stosunki panujące w Rosji - to duży rozdźwięk we władzy - dodał.
"MAK egoistycznie broni swojego poletka" Doradca prezydenta odniósł się także do raportu dotyczącego tragicznego wypadku Tu-154m, w którym zginęło 96 osób, w tym prezydent Polski
Lech Kaczyński. Przedstawiony przez MAK raport polskie władze uznały za dokument nie do przyjęcia, ponieważ strona polska ma do niego zbyt wiele uwag.
Nałęcz wyraził natomiast nadzieję, że
Rosja nie będzie się upierała przy zaprezentowanej wersji raportu, ponieważ: - Podstawową gwarancją przyzwoitości tego śledztwa jest wzgląd Rosji na stosunki z Polską i międzynarodową opinią publiczną - mówił. I ocenił treść zaprezentowanego raportu: - Rozumiem takie populistyczne działania ze strony Międzynarodowej Komisji Lotniczej, w końcu MAK był sędzią we własnej sprawie. Natomiast nie wyobrażam sobie, żeby Rosja ryzykowała swoją opinię międzynarodową broniąc błędów kontrolera lotów w Smoleńsku. Jeśli w grę wchodzą błędy urzędnika, to nie wyobrażam sobie jaki interes miałaby Rosja osłaniając je. Na razie jesteśmy na etapie egoistycznego bronienia swojego poletka ze strony MAK-u - podkreślił doradca prezydenta.