Osiem lat temu David Mitchell włamał się do domu Smartów w stanie Utah i porwał Elizabeth grożąc jej nożem. W trakcie procesu Smart, teraz 23-letnia, opisywała, jak została kolejną "żoną" poligamisty Mitchella. Mówiła o codziennych gwałtach i "piekle" życia w górskim obozowisku. Po dziewięciu miesiącach dziewczyna została rozpoznana na ulicy w Salt Lake City, którą szła z Mitchellem i inną jego żoną.
Szeroko relacjonowana w mediach historia Elizabeth wstrząsnęła Amerykanami i uzmysłowiła im, jak powszechnym problemem są zaginięcia dzieci.
Wyrok po ośmiu latach Wyrok zapadł dopiero teraz, bo od czasu aresztowania Mitchella w 2003 r. eksperci spierali się o jego zdrowie. Początkowo uznano, że proces jest niemożliwy ze względu na chorobę psychiczną porywacza.
W końcu udało się jednak wnieść sprawę przed sąd. Obrońcy Mitchella nie zaprzeczali, że mężczyzna porwał Elizabeth, ale chcieli uznania go za niewinnego ze względu na niepoczytalność. Mitchell trafiłby wówczas do zamkniętego szpitala psychiatrycznego.
Rozpoczął się więc, jak to określały amerykańskie media, "festiwal biegłych". Eksperci badali zachowanie mężczyzny i czytali pisma religijne jego autorstwa. Kolejni specjaliści wzywani na świadków wykrywali u oskarżonego kolejne zaburzenia. Od rzadkich urojeń, po pedofilię, narcyzm i osobowość dyssocjalną.
"Kameleon-drapieżnik" Prokuratura powtarzała, że Mitchell to "kameleon-drapieżnik", który tylko udaje chorobę psychiczną, by uniknąć wyroku. Oskarżony regularnie był usuwany z sali rozpraw za głośne śpiewanie religijnych hymnów i kolęd. Proces trwał pięć tygodni.
Wreszcie rada przysięgłych uznała Davida Mitchella za poczytalnego i winnego porwania oraz uprowadzenia nieletniej przez granicę stanów w celach seksualnych. Maksymalna kara za każdy z tych zarzutów to dożywocie.