Na listach wyborczych od teraz minimum 35 proc. kobiet

prot, PAP
03.12.2010 , aktualizacja: 03.12.2010 15:12
A A A Drukuj
Fot. S3awomir Kaminski / Agencja
Nie mniej niż 35 proc. kobiet i nie mniej niż 35 proc. mężczyzn musi znaleźć się na liście wyborczej, żeby została zarejestrowana - zdecydowali posłowie. Sejm przyjął w piątek ustawę, która ma zwiększyć udział kobiet w polityce. - To mały krok w dobrą stronę - uważa Magdalena Środa ze stowarzyszenia Kongres Kobiet, które przygotowało projekt ustawy.
Magdalena Środa w Sejmie
Fot. AG
Magdalena Środa w Sejmie
Projekt ustawy - pierwotnie wprowadzającej parytety, czyli równy udział kobiet i mężczyzn, na listach wyborczych - był obywatelską inicjatywą zgłoszoną przez Kongres Kobiet. W toku prac parlamentarnych przyjęto poprawkę zamieniającą parytet na 35-procentową kwotę.

Posłowie zdecydowali także, że w przypadku wycofania się kandydata już po zarejestrowaniu listy nie straci ona ważności, nawet jeśli 35-procentowa kwota nie zostanie zachowana. Nie przyjęto poprawek mówiących, że na trzech pierwszych miejscach musi się znaleźć co najmniej jedna kandydatka, a w pierwszej piątce - co najmniej dwie. Zmiany, które wprowadza ustawa, nie będą się odnosić do wyborów uzupełniających i przedterminowych, ponieważ zgodnie z konstytucją nie można dokonywać takich zmian podczas trwania kadencji.

Ustawa zmienia ordynację wyborczą do Sejmu, Parlamentu Europejskiego oraz rad gmin, powiatów i sejmików wojewódzkich. Nie obejmuje wyborów do Senatu i do rad gmin do 20 tys. mieszkańców, które zakładają ordynację większościową.

Za przyjęciem ustawy było 241 posłów, przeciw - 154, a 9 wstrzymało się od głosu.

"Trudno o niekompetentne kobiety jak część posłów"

- Efekt jest pozytywny, mamy kwoty. Będziemy dążyły do tego, żeby ta ustawa była nowelizowana. Na razie ważne jest, aby w nadchodzących wyborach do parlamentu ona obowiązywała i będzie obowiązywała. Natomiast myślę, że w kolejnych wyborach ta kwota powinna rosnąć w kierunku parytetów - powiedziała po głosowaniu Środa, która razem z innymi członkiniami Kongresu Kobiet obserwowała głosowanie w Sejmie. Jej zdaniem - jak pokazują doświadczenia krajów europejskich - po kilku kadencjach obowiązywania ustawa nie będzie potrzebna, bo kobiety bez problemu będą wchodzić na listy, będzie nawyk szukania i wybierania ich. - Co zresztą okaże się bardzo proste, bo kobiety w Polsce są dużo lepiej wykształcone niż mężczyźni. Trudno byłoby znaleźć kobiety równie niekompetentne, jak niektórzy panowie obecni tutaj na sali - dodała.

- Bez ustawy liczba kobiet na listach byłaby czasem mniejsza, czasem większa i to zależałoby od woli liderów, a powinno zależeć od prawa i takie prawo zostało teraz ustanowione. Szkoda, że w tym ważnym cywilizacyjnym kroku dla naszego parlamentu nie towarzyszyła mu powaga, tylko kompletne niezrozumienie i ignorancja - powiedziała.

"Jak partie chcą, to namówią kobiety"

Zdaniem Agnieszki Grzybek z Kongresu Kobiet, która badała udział kobiet w ostatnich wyborach samorządowych, partie same wytrąciły sobie z rąk argument, że trudno znaleźć kobiety do kandydowania. - Były takie regiony, gdzie nawet PSL, który zawsze najbardziej się uskarżał, że brakuje mu kobiet, osiągnął więcej niż parytet, ponieważ były okręgi, gdzie było aż 52 proc. kobiet na liście. To dowodzi, że jak partie chcą, to potrafią namówić kobiety do kandydowania. Natomiast problem jest taki, że wtedy najchętniej wystawiają je w takich okręgach, gdzie wiadomo, że partia nie ma szans na mandat. Można powiedzieć, że tę technikę w wyborach samorządowych stosowały w zasadzie wszystkie partie polityczne - podkreśliła.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (73)

  • movax

    Oceniono 1 raz -1

    Weźcie nie cytujcie tej Środziny, bo mi się żygać chce.

  • drojb

    Oceniono 2 razy 2

    @nikodem_73 - nie ma obawy o niższe wykształcenie. kobiet - w tym chłopskim kraju (z wielkim szcunem dla rolników ) - to kobiety są lepiej wykształcone (bo syn miał zostać na roli).
    A czy mniej inteligentne, niż posłowie płci męskiej? To niemożliwe (poza kilkoma abberacjami, jak posłanka Wróbel lub Sobecka- ale ilu takich sobeckich płci męskiej jest? Znacznie więcej!)

  • ith

    Oceniono 3 razy 3

    @nikodem_73
    Zdajesz się wychodzić z czysto "liberalnych" pozycji. Zakładasz, że konkurencja ma dziś charakter modelowy i o uczestnictwie w polityce decyduje merytoryczne przygotowanie a nie coś tak mało ważnego jak płeć. Chciałbym by tak było. W momencie, kiedy liberalizm powstawał miał w sobie moc zmieniania świata, potem niestety został "spacyfikowany" przez konserwatystów. Wszystko zostało sprowadzone do kwestii proceduralnych. Równość od tej pory mam już tylko wymiar formalny, abstrahuje od innych czynników... Moim zdaniem to jest główny powód, dla którego demokracja nabiera fasadowego charakteru. Trzeba zbadać sytuację kobiet, zobaczyć jak wygląda problem (i czy on jest realny) a potem trzeba sytację zacząć naprawiać...
    Przyznam się, że nadal nie widzę związku między słabościami ordynacji a parytetami. Jedno jest pewne, nie mogłyby one mieć miejsca w wyborach większościowych, wtedy partie wystawiałyby przecież tylko po jednym kandydacie. Ja tej reformie jestem przeciwny i to wcale nie ze względu na parytety... Ale to już nie ten wątek...
    Ustawa ostatecznie nie wprowadza rzeczy o której napisałeś, dla mnie niestety... Projekt został drastycznie okrojony. Przepis o jednej kobiecie (lub mężczyźnie) w pierwszej trójce przepadł na razie...
    Nie bardzo podoba mi się założenie, że partie nie dysponują wystarczającą liczbą kobiet do tego przygotowanych merytorycznie. W moim odczuciu tak nie jest, mówi o tym Agnieszka Grzybek cytowana powyżej. Partie mają kształcić kadry, przyciągać osoby funkcjonujące w życiu publicznym. Moim zdaniem ustawa tylko wymusi na partiach większą aktywność i przyczyni się chociaż w stopniu minimalnym do otwarcia na zewnątrz...
    A co do akcji afirmacyjnej, miała ona bardzo szeroki charakter. W przypadku parytetów tego nie widzę. O ile w tamtym przypadku można było mówić o rewolucji społecznej to teraz można co najwyżej powiedzieć o delikatnej zachęcie dla partii politycznych by aktywniej włączały do swojej działalności kobiety... I tyle...
    A jeszcze co do założeń. Raczej nie warto ich robić:). Trudno zweryfikować, który z kandydatów znalazł się tam z powodu przymiotów umysłu i płeć nie ma tu nic do rzeczy. Wybory mają właśnie taki cel, wyborcy mają wtedy szansę poznać kandydatów i starać się podjąć racjonalną decyzję...

  • nikodem_73

    Oceniono 2 razy -2

    @ith: I jeszcze jedno, bo mi umknęło - do tej pory gdy na liście pojawiała się kobieta to można było zakładać, że jest ona nie gorsza od pozostałych kandydatów (a nawet można było zakładać, że jest ona od wielu lepsza). Po wejściu w życie ustawy prawdopodobieństwo poprawności takiego założenia maleje. Tak gdzieś o 35%.

  • nikodem_73

    Oceniono 2 razy -2

    @ith: Wszystko się zgadza. Z jednym "ale". Nie było przepisu mówiącego, że X ma się znaleźć w pierwszej trójce. Teraz taki zapis jest.

    Obecna ordynacja tworzy fasadę demokracji - można głosować na kogo się chce, ale to PKW powie kto mandat otrzyma (na podstawie super-wzorów "lepszości"). Przecież teraz to nawet jeżeli kandydat partii X zdobyłby większość głosów, a jego partia nie przekroczyłaby progu wyborczego, to mandat otrzyma jego konkurent.

    Wprowadzenie parytetów bieżący, chory stan dodatkowo cementuje i umacnia. Generuje dodatkowy "problem" z powodu którego "nie można" pozwolić ludziom aby ich reprezentanci zasiadali w parlamencie.

    A akcja afirmacyjna "to impuls by przyspieszyć to co się powoli w sferze kulturowej już dokonuje". Wyobraź sobie, że gdy sięgnie się do archiwów to argumenty za nią w piękny sposób *pokrywają* się z tymi obecnie używanymi u nas do "równouprawnienia" kobiet.

  • ith

    Oceniono 3 razy -1

    @ nikodem_73
    W ordynacji wyborczej jest próg, który partie polityczne muszą przekroczyć by brac udział w podziale mandatów. W ten sposób pozbawia się reprezentacji milionów głosujących. Czy jest to sprzeczne z konstytucją?
    Podobnie ma się z parytetami. Nadal bardzo realnie istnieje zjawisko dyskryminacji ze względu na płeć. Ma ono podłoże kulturowe, może mniej widoczne w dużych miastach o czym zdają się świadczyć zamieszczane tu komentarze. Niemniej istnieje.
    Co do ordynacji, no coż to o czym napisałeś dotyczy również mężczyzn. Oni też zdobywają mandat, mimo, że często uzyskują mniejsze poparcie niż konkurencja. Tu akurat sprawa płci nie ma znaczenia...
    To samo dotyczy kwestii walorów intelektualnych. Czy teraz nie zastanawiasz się czy numerem jeden na liście nie jest jakiś pan tylko dlatego, że zna odpowiednich ludzi a nie z powodów merytorycznych? Obserwując Sejm wszyscy widzimy aparatczyków, któych jedyną zaletą jest wierność lini partii. Ja wątpliwości o których napisałeś mieć nie będę, ty jeśli jednak tak to możesz zagłosować na mężczyznę...
    Nieuprawnione jest moim zdaniem porównywanie parytetów do akcji afirmacyjnej w USA, do tego przedstawianej w formie karykaturalnej. Parytety to impuls by przyspieszyć to co się powoli w sferze kulturowej już dokonuje.

    @watako23
    Zanik rozróżnienia na sferę publiczną i prywatną to jeden z największych problemów w Polsce. Partie polityczne nie mają charakteru prywatnego. Są to instytucje publiczne, finansowane z publicznych pieniędzy i mające wypełniać publiczne zadania.
    Co do przykładu z górnictwem. Z twojej wypowiedzi szedł jasny przekaz, że kobiety nie mają predyspozycji do pracy w kopalni ze względu na słabość fizyczną. Nie jest ona jednak przecież wymagana w działaności publicznej. Zastanawiałem się więc głośno co takiego może być powodem ich słabości w tej dziedzinie.
    Co więcej przykład ten znów sięga do sfery prywatnej. Tam chodzi o zysk i nikt nie musi w kopalni pracować. Rolą państwa nie jest zarabianie na obywatelach. Nie można się z niego wypisać i zapisać do następnego. To jakie rzeczy państwo ma realizować jest zapisane w konstytucji. Warto tam sięgnąć...
    Ps. Tak się składa, że moje problemy z czytaniem nie wynikają z bycia kobietą... Jestem w tej szczęśliwej części posiadającej siusiaka:-))))).

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX