W czasie manifestacji środowisk skrajnie prawicowych w Warszawie doszło do przepychanek między uczestnikami marszu a kontrdemonstrantami i policją. W ruch poszły kamienie. Policja zatrzymała 33 osoby. 17 osobom przedstawiono zarzut czynnej napaści na funkcjonariusza - poinformowało Radio
TOK FM.
"Przepisy ponad samorządem" - Każde manifestacje i kontrmanifestacje są przez nas traktowane poważnie. Oczywiście wróżą pewne kłopoty, ale zgodnie z obowiązującym prawem o zgromadzeniach publicznych my rejestrujemy tylko demonstrację - zapewniała w
TVN24 Gronkiewicz-Waltz - Są przepisy, które nas do tego zobowiązują, żebyśmy każdą manifestację zarejestrowali, to samo mówi Fundacja Helsińska. (...) Przepisy są ponad samorządem - mówiła.
- Czy władzom to się podoba czy nie, taka wolność musi być zagwarantowana - powiedziała Gronkiewicz-Waltz, dodając, że prawo do demonstracji jest jedną z konstytucyjnych wolności. Prezydent Warszawy przypomniała też, że niedawno miasto przegrało sprawę w sądzie ws. marszu gwiaździstego, który miał odbywać się codziennie przez dwa tygodnie między 14 a 18. Sąd orzekł, że nie można zakazać organizacji marszu.
- Podobne manifestacje są w Berlinie, Paryżu, niestety też nie zawsze kończą się w sposób pozytywny - stwierdziła.
Możliwość delegalizacji "zanim w ruch pójdą kamienie" Prezydent mówiła też o propozycjach, które miasto wysunęło, aby podczas manifestacji ulice były bezpieczne. - Po pierwsze trzeba ją (red. manifestację) zdelegalizować wcześniej, czyli nie dopiero kiedy kamienie pójdą w ruch czy jakieś inne przedmioty, tylko w momencie gdy
policja zaobserwuje, że ktoś ma kamienie bądź
opony, to znaczy, że już na samym początku manifestacja powinna być zdelegalizowana. Ale niestety nie wszyscy się z nami zgadzają i jeśli ktoś coś ma, ale tego nie używa, sąd wtedy mówi, ze myśmy niesłusznie odmówili rejestracji takiej demonstracji - opowiadała prezydent Warszawy.
- Chcemy też, żeby były ograniczenia dla osób fizycznych. Pamiętajmy, że większość tych manifestacji nie organizują organizacje, tylko osoby fizyczne - mówiła. Według Gronkiewicz-Waltz chodzi o to, żeby osoby prywatne przy rejestracji wskazały z kim organizują manifestację. - Wiedzieliśmy, że część tych manifestacji przez ONR zorganizowana, de facto za nimi stoją konkretne organizacje jak Młodzież Wszechpolska czy inne - wymieniała.
"Przepisy związują ręce prezydentom miast" - Problem w tym, że atmosfera jest taka, że byłoby to ograniczenie wolności gospodarczej. Ta atmosfera, że nie można tego ograniczać, jest podzielana z jednej strony przez Fundację Helsińską, a z drugiej strony przez sądy polskie i sąd w Strasburgu - tłumaczyła Gronkiewicz-Waltz. Prezydent zaznaczyła jednak, że "nie ma prawa ustawodawczego" oraz akceptacji innych stron do działań, które mogłyby zapobiec bójkom ulicznym podczas manifestacji.
Zdaniem Gronkiewicz-Waltz istniejące obecnie przepisy związują ręce prezydentom miast. - Pamiętajmy też o tym, że jest nadal dużo takiej świadomości z okresu komunizmu, kiedy manifestacje były nielegalne i dlatego w takim państwie jak Polska trudno będzie osiągnąć taki postęp organizacyjny, żeby to nie było traktowane jako zamach na wolność konstytucyjną - zaznaczyła.
"Samorządy nie mogą lekceważyć sadów" Zdaniem Gronkiewicz-Waltz wznoszenie przez ONR faszystowskich haseł podczas poprzednich manifestacji było przesłanką, żeby wnieść o delegalizację. - Skończył się proces jeszcze zeszłego marszu z sierpnia tego roku i sąd nie dopatrzył się żadnych zachowań o charakterze przestępczym - powiedziała. - Takie rzeczy my czy policja robimy, natomiast decyzja należy do sądu i należy respektować jego orzeczenia. Nie może być takiej anarchii, że organy władzy lokalnej będą sobie lekceważyć orzeczenia chociażby Trybunału Konstytucyjnego i komentarze płynące z Fundacji Helsińskiej.