- Tego samego dnia, gdy wystawy zostały zamknięte, minister kultury zadeklarował, że wygospodaruje dodatkowe pieniądze dla muzeum - tłumaczy rzecznik Narodowego Katarzyna Wakuła. Tym samym okazało się, że muzeum zostało spektakularnie zamknięte na jeden dzień. Ustępujący dyrektor Piotrowski podjął taką decyzję po tym, jak dług Narodowego urósł do 2,5 mln zł. Jeszcze nie wiadomo, ile pieniędzy dołoży minister Zdrojewski, ale jak mówi Wakuła, żeby znów nie było zagrożenia zamknięcia, potrzebne jest około 3 mln zł.
To na pewno nie ostatnia scena tej opery mydlanej - przerzucania się argumentami, oficjalnymi pismami, a w końcu zamykania wystaw. 28 października zbiera się Rada Powiernicza - organ powołujący dyrektora Muzeum Narodowego. Normalną procedurą było rozpisanie konkursu, ale kiedy ostatnio przez dwa lata nie udało się w ten sposób wyłonić kandydata, prof. Piotra Piotrowskiego wskazał minister Bogdan Zdrojewski. I także on zarekomendował Radzie na to stanowisko Agnieszkę Morawińską po tym, gdy skłócony z załogą Piotrowski, który w dodatku nie miał wsparcia Rady (odrzuciła jego plany), podał się do dymisji. Obecna dyrektor Zachęty Narodowej Galerii Sztuki w Warszawie zgodziła się przyjąć propozycję, co pracownicy muzeum i Rada podobno przyjęli z ulgą. Ale jak Morawińska mówiła przedwczoraj w "Metrze", nie ma jeszcze planu uzdrowienia muzeum i bez funduszy będzie to trudne.
Muzeum Narodowe potrzebuje ogromnej reformy, która nie była przeprowadzona od prawie 30 lat. Placówka narzeka na zbyt małe finansowanie. Szantaż emocjonalny - "nie dacie pieniędzy, więc się zamkniemy" - udał się dyrekcji muzeum, choć jeszcze kilka dni temu ministerstwo twierdziło, że to niedopuszczalne.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl