Muzeum Narodowe utonęło

Edyta Błaszczak
2010-10-18 , aktualizacja: 18.10.2010 21:10
A A A Drukuj
- Decyzja o zamknięciu siedmiu galerii stałych była trudna i bolesna - mówi rzecznik Muzeum Narodowego Katarzyna Wakuła. Dyrekcja, jeszcze pod wodzą prof. Piotra Piotrowskiego, postanowiła ratować w ten sposób swój budżet. Czy zdoła go ocalić proponowana na jego miejsce Agnieszka Morawińska, dotychczasowa szefowa Zachęty?
Agnieszka Morawińska
Fot. Fot . Albert Zawada / Agencja Gazeta
Agnieszka Morawińska
Od dziś zwiedzający warszawskie Muzeum Narodowe nie będą mogli wejść na wystawy sztuki starożytnej, malarstwa polskiego i zagranicznego. Nie zobaczą więc ani "Bitwy pod Grunwaldem", która od kilku tygodni jest konserwowana, ani dostępnych na co dzień obrazów Chełmońskiego, Malczewskiego, Witkacego czy Renoira. Jak długo? - Mamy nadzieję, że obecna sytuacja nie potrwa długo. Wyłączenie części muzeum ze zwiedzania traktujemy jako zabieg tymczasowy - napisała dyrekcja Muzeum Narodowego w liście do mediów. Przypomniała również, że to nie pierwszy raz, kiedy muzeum jest zamknięte - tak też było latem zeszłego roku.

I wtedy, i dziś powód zamknięcia wystaw jest ten sam - dziurawy budżet placówki. W kasie Muzeum Narodowego brakuje blisko 2,5 mln zł. Otwarcie wystaw z każdym miesiącem powiększałoby dług o kolejne 600 tys. Muzeum informowało o problemach ministra kultury już w sierpniu - wtedy wystosowało do niego list w tej sprawie. Ale rzecznik ministerstwa jest zdziwiona: - W 2010 roku zostały spłacone wszystkie kredyty instytucji. Nic nie zapowiadało problemów finansowych - mówi Iwona Radziszewska.

Skąd wziął się dług, minister Bogdan Zdrojewski zaczął dociekać w zeszłym tygodniu. Wysłał do dyrektora Piotra Piotrowskiego pismo z prośbą o wyjaśnienie przekroczenia budżetu, w tym szczególnie zwiększenia wydatków na pensje o 800 tys.

Muzeum twierdzi, że tegoroczna dotacja ministerstwa od początku była za mała - wynosi 28,9 mln zł wobec zaplanowanych 47 mln wydatków. Nie wystarczyła na pensje dla kilkudziesięciu osób opiekujących się wystawami, a muzeum nie mogło zapłacić ich z pieniędzy pozyskiwanych od sponsorów (są przeznaczane na wskazywane przez nie cele, a nie pensje).

Ustępujący 31 października dyrektor Muzeum Narodowego prof. Piotr Piotrowski (odchodzi na własne życzenie po tym, jak Rada Powiernicza nie przyjęła jego planu i zbuntowała się przeciw niemu załoga muzeum) dziś nawołuje. - Finansowanie przez władze publiczne kultury, w tym muzeów, jest zdecydowanie niewystarczające (...) Powoduje ona postępującą degradację polskiej kultury i instytucji artystycznych. Apelujemy do polskiego społeczeństwa o stanowcze i skuteczne wywieranie nacisku na Rząd RP o natychmiastowe powstrzymanie tego procesu (...) 1 proc. na kulturę to nie cel, lecz niezbędne minimum w procesie nie tylko rozwoju, lecz także nadrabiania wieloletnich strat - pisze w liście od mediów dyrektor.

Tymczasem minister Bogdan Zdrojewski ogłosił kandydaturę na stanowisko po Piotrowskim. 28 października na spotkaniu Rady Powierniczej, która powołuje dyrektora, zarekomenduje Agnieszkę Morawińską, dyrektor Galerii Narodowej Zachęta w Warszawie, która przyjęła propozycję, bo jak mówi "Metru", zależy jej na losie Muzeum Narodowego, w którym przepracowała 16 lat.

Z Agnieszka Morawińską rozmawia Edyta Błaszczak

Przyjęła pani propozycję ministra. Nie martwi się pani stanem muzeum?

- Martwię się wszystkim, bo "z pustego i Salomon nie naleje".

Muzeum od dawna narzeka na zbyt małe nakłady finansowe, teraz to się zmieni?

- Gdy obejmowałam posadę dyrektora w "Zachęcie" galeria była zadłużona na 2 mln złotych. To oczywiście dużo mniejsze sumy i inny charakter instytucji, ale ten dług powoli udało się zlikwidować. Sytuacji w muzeum dopiero będę się przyglądać. Wydaje się, że przy pomocy pracowników muzeum wszystko może się udać. Mam nadzieję, że skoro minister Zdrojewski rekomenduje mnie na to stanowisko, to zapewni mi też warunki do wykonania zadania - czyli pieniądze.

Minister obiecywał większe nakłady już przy powoływaniu prof. Piotrowskiego, ale na obietnicach się skończyło. Jest mniej środków - wystawy są pozamykane. A jeszcze rok temu planowano rozbudowę muzeum.

- Z tego, co wiem o pieniądze na rozbudowę trzeba wystąpić do Unii Europejskiej, a muzeum w tym roku nie starało się o takie fundusze. Nie liczę, że minister zarezerwuje dla Muzeum Narodowego tak ogromne środki. Ale jeśli nakładów nie będzie więcej i będę zmuszona zrezygnować z mojej misji, nie będę bezrobotna. Pół roku temu deklarowałam Bogdanowi Zdrojewskiemu odejście na emeryturę po dziesięciu latach kierowania Zachętą i taka możliwość zawsze istnieje. Z muzeum jestem związana emocjonalnie. Pracowałam tam 16 lat, pracowali tam moi rodzice, bardzo mi zależy na jego losie.

Jaki ma pani pomysł na naprawienie sytuacji w muzeum?

- Na pewno będę chciała ściśle pracować z kuratorami. Tu nie może dojść do kolejnych konfliktów. Wierzę, że to uda się zrobić, bo znam pracowników muzeum i wydaje mi się, że jako zespól jesteśmy w stanie osiągnąć bardzo dużo. Znam też i bardzo wysoko cenię prof. Piotrowskiego, który od wielu lat jest w Radzie Programowej "Zachęty". Nie wiem, jak sobie radził z budżetem muzeum. Wszystkie instytucje kultury są niedofinansowane, wszyscy zanosimy prośby o zwiększenie dotacji na działalność. Wiem, że muzeum zostało parę miesięcy temu oddłużone, dlaczego więc panuje aż taka bieda, że trzeba było je zamknąć - nie potrafię zrozumieć.

Czy ma pani już przygotowany choć ramowy plan działań dla zbierającej się 28 października Rady Powierniczej, która powołuje dyrektora Muzeum Narodowego?

- Na razie nie zostałam przez radę zaproszona.

Jeśli zostanie pani dyrektorem, jakie będzie pani muzeum?

- Otwarte i przyjazne dla ludzi.

Jak Zachęta? Chce pani kontynuować koncepcję muzeum krytycznego - rozmawiającego z publicznością?

- Niektóre elementy planu dyrektora Piotrowskiego będę chciała kontynuować, bo uważam je za cenne. Ale, oczywiście, będę miała swój plan.

Podziel się