Poseł PiS: w sprawie in vitro arcybiskup ma rację

mig, IAR
18.10.2010 , aktualizacja: 18.10.2010 08:03
A A A Drukuj
Posłowie-katolicy nie mogą zostawiać swoich poglądów poza Sejmem - powiedział w radiowych "Sygnałach Dnia" były wiceminister zdrowia i poseł PiS Bolesław Piecha. Zgodził się też z wypowiedzią arcybiskupa Henryka Hosera, że posłowie, którzy poprą ustawy dopuszczające zapłodnienie in vitro, znajdą się poza wspólnotą Kościoła.
Jarosław Kaczyński i Bolesław Piecha na konferencji PiS
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
Jarosław Kaczyński i Bolesław Piecha na konferencji PiS
Poseł Piecha, który jest przewodniczącym sejmowej komisji zdrowia, powiedział w "Sygnałach Dnia" w Programie Pierwszym Polskiego Radia, że posłowie-katolicy nie mogą zostawiać swoich poglądów poza Sejmem.

Były wiceminister zdrowia Piecha przypomniał, że jest 5 projektów ustaw, dotyczących zapłodnienia metodą in vitro, a przygotowany przez niego samego projekt Prawa i Sprawiedliwości zabrania stosowania tej metody. Według pomysłu PiS dopuszczona powinna być jednak adopcja zamrożonych zarodków - a to nie jest zgodne ze stanowiskiem Kościoła. Jednak według Piechy nie można ignorować faktu, że w Polsce jest wiele zamrożonych embrionów, które można przywrócić do życia.

Kompromis światopoglądowy i moralny w sprawie in vitro jest bardzo trudny do osiągnięcia - uważa Piecha. Według byłego wiceministra zdrowia posłowie-katolicy mają jednak obowiązek pracować nad projektem ustawy tak, aby była ona jak najbliższa stanowisku Kościoła. Poseł PiS dodał, że każdy głosujący nad ustawą katolicki poseł powinien rozważyć, na ile obowiązują w jego życiu wartości chrześcijańskie.

Poseł Piecha powiedział też, że spośród istniejących pięciu projektów ustawy do zaakceptowania przez niego są projekt inicjatywy Contra in Vitro i jego własny projekt. Mógłby też rozważyć projekt przygotowany przez Jarosława Gowina z Platformy Obywatelskiej. Były wiceminister zdrowia odrzucił z kolei projekt posłanki PO Małgorzaty Kidawy-Błońskiej i projekt lewicowy.

Sprawa metody in vitro w Polsce wymaga uregulowania - podkreślił Piecha. Negatywnie ocenił rządowy pomysł zniesienia państwowego egzaminu lekarskiego i staży lekarskich. Zaznaczył, że staż jest integralnym elementem kształcenia lekarza, a egzaminy państwowe obowiązują na przykład w adwokaturze.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (327)

  • o_onufry

    0

    Zupełnie mnie nie interesuje, kto będzie santo. Jeszcze mniej - czy stanie się to subito. Jednak jeśli w ogóle ktoś ma zostać ogłoszony świętym, to powinien być nim brytyjski biolog, profesor Robert Edwards - twórca metody in vitro, który dał życie czterem milionom ludzi.
    Wyobrażacie to sobie? Cztery miliony istnień - dwie Warszawy albo cała Norwegia zaludniona dzięki jednemu naukowcowi, geniuszowi, który w pewnym sensie bogom stał się równy. Jak Prometeusz.
    Ale przede wszystkim dał milionom kobiet i mężczyzn, milionom samotnych, smutnych par nadzieję na potomstwo. Własne potomstwo. Nadzieję na miłość.
    Jak bardzo trzeba kochać swoje własne, przyszłe dzieci, jak bardzo trzeba być zdeterminowanym i stęsknionym, wiedzą najlepiej ci rodzice, którzy przeszli całą drogę in vitro. Drogę usianą nadziejami i rozczarowaniami. A na koniec - jak to jest w wielu przypadkach - wielką, nieopisaną radością ciąży i narodzin.
    Tymczasem arcybiskup Ignacio Carrasco de Paul, przewodniczący Papieskiej Akademii Życia (o sakralna obłudo! czyż nie ironicznie i przewrotnie brzmi nazwa tej watykańskiej instytucji?) po przyznaniu brytyjskiemu biologowi Nagrody Nobla z miedzianym czołem oświadcza, że po pierwsze - nie wiadomo, czy ludzie narodzeni tą metodą „dostąpią zbawienia" (sic!), a to znaczy, że są de facto - nie bójmy się tego słowa - bytami niższej kategorii, po drugie - są odpadową „częścią przemysłu śmierci" (chodzi o zamrożone embriony). Ile trzeba mieć w sobie pogardy dla drugiego człowieka, nawet dla nauk swojego Mistrza z Nazaretu, by wypowiedzieć takie słowa...
    Jeszcze dalej w igrzyskach pogardy poszedł inny „średniowieczny" propagandysta z „Fronda", który oświadczył, że potencjalni mordercy, którzy w polskim Sejmie zagłosują nad legalnością in vitro, będą musieli kiedyś stanąć przed osiemdziesięcioma milionami (jak on to policzył?) pomordowanych embrionów i spojrzeć im w oczy. Hmm... Spojrzeć w oczy zygocie - to musi być przeżycie.
    O ile nie jestem pewien, czy ten mój żart do końca był smaczny, o tyle już zupełnie upiorny jest pomysł, że wątpliwe istnienie kilku komórek jest ważniejsze od autentycznego życia prawdziwego człowieka. Ale ten pomysł pada w Polsce na podatny grunt. Jeśli jeszcze pięć lat temu blisko 70 proc. Polaków miało o in vitro zdanie jak najlepsze (a dodatkowe 10 proc. - obojętne), to obecnie metodę „w szkle" popiera już tylko niewiele ponad 50 procent respondentów CBOS. Oto skutki czarnego PR-u czarnych demonów żądających rządu ludzkich dusz. Zdołali w części umysłów zasiać zwątpienia. A wydawać by się mogło, że na początku XXI wieku, w środku Europy, ci skrajnie niemoralni stróże moralności nie mają już takiej siły oddziaływania. W Ciemnogrodzie jeszcze mają!

    W watykańskim dokumencie „Donum vita" (1987), sygnowanym przez tego, co to ma być santo subito, czytamy takie oto słowa pełne pogardy dla miłości: „Rodzicielstwo z pominięciem aktu wzajemnego oddania się małżonków przestaje być wzajemnym bezinteresownym darem, a sprowadzane jest do przedmiotu technologii medycznej".
    Ciekawe stanowisko - przyznacie. Możemy sobie wyobrazić zgodną z nim sytuację (nie tak przecież wcale rzadką), że pijany tatuś bierze równie ululaną jak on mamusię, rano nic nie pamiętają, ale już po miesiącu klną, że głupio wpadli. I z tego oto aktu rodzi się wyśniony, wymarzony, wyczekiwany potomek? Dla Kościoła tak. Natomiast „choć pragnienie dziecka jest ze strony małżonków czymś naturalnym i pięknym - nie konstytuuje ono żadnego prawa do dziecka. Dziecko nie jest rzeczą, która należałaby się małżonkom, i nie może być uważane za przedmiot posiadania." - czytamy dalej w „Donum vita". Innymi słowy, jeśli ona i on latami walczą o dziecko i łapią się ostatniej szansy dającej nadzieję, czyli in vitro, to tacy wyrodni pseudorodzice tak naprawdę pożądają przedmiotu, zabawki. (...)
    Na podstawie tekstu Marka Szenborna z tygodnika Faktyi Mity

  • slowianka.pl

    0

    Polacy żądają Referendum w sprawie In Vitro!!!
    Nie interesuje mnie co gada klecha czy skatoliczały poseł.
    Jesteśmy w UE i żądamy takich samych praw!!!
    Dość ciemnogrodu, zacofania i okradania przez kler naszych słowiańskich, przedchrześcijańskich ziem!!!
    Dość decydowania o Polsce przez pracowników Watykanu!!!

  • litrahalf

    Oceniono 1 raz 1

    KK, ta antychrześcijańska biznesowo-polityczna instutucja, może nauczać jedynie o tym jak robić finansowe przekręty czy ukrywać gwałcicieli dzieci - od kwestii moralnych wara!

  • robs7777

    Oceniono 1 raz 1

    Tak sie zastanawiam ...

    Widze ze po prostu trzeba zalozyc ze poslowie PiS zawsze popra pozycje Kosciola - czy to sie podoba to czy nie, maja jednak do tego prawo (chociaz wolalbym aby sluchali woli elektoriatu). Wiec w sumie to nie problem - ich pozycja jest jasna.

    Natomiast inne partie i kandydaci musza sie jasno wyrazic jakie stanowisko zajma w roznych sprawach. Chodzi o to zeby zawsze byl kandydat lub lepiej partia ktora okresli sie jako nie zalezna od Kosciola. Wiec jaka jest pozycja PO ?

    Mysle ze to by dzialalo bo jesli Polska jest faktycznie krajem swieckim jak myslimy to bardzo szybko partie "koscielne" stracilyby glosy na rzecz "nie zaleznych" od Kosciola. Jesli okaze sie ze wiekszosc Polakow glosuje nadal za PiS to jednak taka jest wola wiekszosci Polakow jakkolwiek moze sie to nie podobac mniejszosci - osobiscie nie sadze ze tak bedzie. Jest to taka teoria Darwinowska :-) ... Ci najlepsi przetrwaja ... Ci na ktorych ludzie beda glosowac....

    Wolalbym nigdy nie mieszac Kosciola do polityki ale skoro widze ze Kosciol chce brac udzial w tej grze to musi sie jednak liczyc ze predzej czy pozniej moze przegrac a wtedy to nie bedzie porazka a katastrofa. Wiec dla dobra samego Kosciola podzial Panstwa od Kosciola bylby lepszy.

  • robs7777

    Oceniono 1 raz 1

    Tak sie zastanawiam ...

    Widze ze po prostu trzeba zalozyc ze poslowie PiS zawsze popra pozycje Kosciola - czy to sie podoba to czy nie, maja jednak do tego prawo (chociaz wolalbym aby sluchali woli elektoriatu). Wiec w sumie to nie problem - ich pozycja jest jasna.

    Natomiast inne partie i kandydaci musza sie jasno wyrazic jakie stanowisko zajma w roznych sprawach. Chodzi o to zeby zawsze byl kandydat lub lepiej partia ktora okresli sie jako nie zalezna od Kosciola. Wiec jaka jest pozycja PO ?

    Mysle ze to by dzialalo bo jesli Polska jest faktycznie krajem swieckim jak myslimy to bardzo szybko partie "koscielne" stracilyby glosy na rzecz "nie zaleznych" od Kosciola. Jesli okaze sie ze wiekszosc Polakow glosuje nadal za PiS to jednak taka jest wola wiekszosci Polakow jakkolwiek moze sie to nie podobac mniejszosci - osobiscie nie sadze ze tak bedzie. Jest to taka teoria Darwinowska :-) ... Ci najlepsi przetrwaja ... Ci na ktorych ludzie beda glosowac....

    Wolalbym nigdy nie mieszac Kosciola do polityki ale skoro widze ze Kosciol chce brac udzial w tej grze to musi sie jednak liczyc ze predzej czy pozniej moze przegrac a wtedy to nie bedzie porazka a katastrofa. Wiec dla dobra samego Kosciola podzial Panstwa od Kosciola bylby lepszy.

  • robs7777

    Oceniono 4 razy 4

    Tak sie zastanawiam ...

    Widze ze po prostu trzeba zalozyc ze poslowie PiS zawsze popra pozycje Kosciola - czy to sie podoba to czy nie, maja jednak do tego prawo (chociaz wolalbym aby sluchali woli elektoriatu). Wiec w sumie to nie problem - ich pozycja jest jasna.

    Natomiast inne partie i kandydaci musza sie jasno wyrazic jakie stanowisko zajma w roznych sprawach. Chodzi o to zeby zawsze byl kandydat lub lepiej partia ktora okresli sie jako nie zalezna od Kosciola. Wiec jaka jest pozycja PO ?

    Mysle ze to by dzialalo bo jesli Polska jest faktycznie krajem swieckim jak myslimy to bardzo szybko partie "koscielne" stracilyby glosy na rzecz "nie zaleznych" od Kosciola. Jesli okaze sie ze wiekszosc Polakow glosuje nadal za PiS to jednak taka jest wola wiekszosci Polakow jakkolwiek moze sie to nie podobac mniejszosci - osobiscie nie sadze ze tak bedzie. Jest to taka teoria Darwinowska :-) ... Ci najlepsi przetrwaja ... Ci na ktorych ludzie beda glosowac....

    Wolalbym nigdy nie mieszac Kosciola do polityki ale skoro widze ze Kosciol chce brac udzial w tej grze to musi sie jednak liczyc ze predzej czy pozniej moze przegrac a wtedy to nie bedzie porazka a katastrofa. Wiec dla dobra samego Kosciola podzial Panstwa od Kosciola bylby lepszy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX