Sąd przed sądem za odebranie rodzicom chorego dziecka

13.10.2010
Sebastian Tkacz z mamą i siostą w domu w Rudzie Śląskiej, 2007 rok

Sebastian Tkacz z mamą i siostą w domu w Rudzie Śląskiej, 2007 rok (Fot. Maciej Jarzębiński / AG)

Sąd odebrał ciężko chorego Sebastiana jego rodzicom na podstawie doniesienia kuratora, że dziecko jest zaniedbane. Walka o powrót syna do domu trwała trzy miesiące. Teraz rodzice zażądali zadośćuczynienia za rozłąkę z chorym dzieckiem. Precedensowa rozprawa toczy się przed Sądem Okręgowym w Katowicach. Pozwanym jest prezes sądu rejonowego.
O zabraniu Sebastiana Tkacza z domu rodzinnego zadecydował cztery lata temu Sąd Rejonowy w Katowicach. Zaważyło doniesienie kuratora społecznego, który oparł się na diagnozie lekarza. Ten napisał m.in., że chłopiec nie widzi i nie słyszy. Rodzice utrzymują, że tylko oni potrafili się z nim kontaktować. Kurator stwierdził, że dziecko jest zaniedbane, mimo że wcześniej spotkał się z rodziną trzy razy i nie zgłaszał uwag. Faktycznie, chłopiec był przeraźliwie chudy i choć miał już siedem lat, nie mówił, ledwo ruszał rękami i miał podkurczone nogi.

Po zabraniu z domu nie udało się znaleźć dla Sebastiana rodziny zastępczej ani miejsca w żadnej katowickiej placówce. Skierowano go do domu pomocy społecznej dla niepełnosprawnych intelektualnie w Rudzie Śląskiej. Dopiero wtedy sąd ustalił, że stan dziecka wynika z ciężkich schorzeń i że jest pod opieką medyczną.

Dopiero wtedy - po trzech miesiącach - Tkaczom udało się przekonać sąd, by pozwolił synowi znów zamieszkać u nich. Jedną z przeszkód, które musieli pokonać, był brak mieszkania dostosowanego do potrzeb osoby niepełnosprawnej. Tkaczowie mieszkali w dwóch ciasnych izbach i przez kilka lat urzędnicy zbywali ich prośby o inny większy lokal. Twierdzili, że rodziny na taki luksus nie stać. Udało się dopiero po artykułach w "Gazecie".

W trakcie trzymiesięcznej rozłąki rodzice i siostra mogli odwiedzać Sebastiana tylko co dwa dni, w dodatku najwyżej po dwie godziny.

O tym, że rozłąka oznacza dla chłopca krzywdę, przestrzegała w "Gazecie" Małgorzata Klecka ze Stowarzyszenia Zastępczego Rodzicielstwa. Wytykała też kuratorom brak wiedzy, doświadczenia i czasu na rozeznanie sytuacji w rodzinie, zaś sądowi zbyt pochopną decyzję. - Odbiera dzieci na podstawie telefonicznych donosów sąsiadów, wychodząc z założenia, że lepiej się pomylić - mówiła nam Klecka.

Po kilku latach od tamtych zdarzeń Tkaczowie postanowili domagać się zadośćuczynienia za rozłąkę z dzieckiem. - Bardzo dużo czasu zabrało nam, zanim odzyskaliśmy z nim kontakt - argumentują rodzice chłopca.

Leszek Krupanek, ich adwokat, ma nadzieję, że sprawa pokaże nieudolność niektórych kuratorów.

Rozprawa toczy się przed Sądem Okręgowym w Katowicach. Pozwany jest prezes sądu rejonowego jako reprezentant skarbu państwa. Adwokat będzie starał się wykazać, że Sebastian doznał szkody. Namawia też Tkaczów, by domagali się drugiej rekompensaty - za swoją krzywdę. - Prawo do życia w rodzinie jest jednym z dóbr, a ich rodzina została rozbita. Państwo potraktowało ich haniebnie, niech teraz za to płaci - uzasadnia adwokat.

Obawia się tylko pytania sądu, czy z powodu swojego upośledzenia Sebastian potrafi odczuwać krzywdę. Sam jest przekonany, że tak: bo reaguje na głos i dotyk rodziców, ma z nimi więź i jest świadomy ich obecności. W czasie rozłąki nie można mu było wytłumaczyć, co się stało i dlaczego.

Komentarze (53)
Sąd przed sądem za odebranie rodzicom chorego dziecka
Zaloguj się
  • gupek-wioskowy

    Oceniono 5 razy 5

    najbardziej niezrozumiałe jest to, że sąd wydając wyrok nie znał stanu zdrowia dziecka. To jest po prostu przerażające. Nie odróżnić dziecka z takim poziomem kalectwa od dziecka zaniedbanego.... nie mieści się to w cywilizowanym świecie..... czyżby zrobienie prostych badań neurologicznych było u nas niemożliwe? Ciekawe, czy panowie kuratorzy etc. wystąpią o pomoc neurologiczno - psychologiczną, zajmującą się tak trudnymi przypadkami.

  • duzymietek

    Oceniono 5 razy 5

    @kata-tonik
    to niech państwo przestanie się "za grubą kasę" opiekować i niech da rodzinom spokój.
    Ja kibicuje tym ludziom, niech kurator dziesięć razy pomyśli zanim zrobi coś takiego następnym razem.

    A zmienisz zdanie na temat tego wspaniałego systemu gdy na podstawie niedawno uchwalonej ustawy kurator stwierdzi, że Twoje dziecko jest za grube, za chude, za ciche lub zbyt wrzaskliwe lub coś podobnego i że to zagraża jego zdrowiu psychicznemu i na tej podstawie sąd odbierze Ci dzieciaka a Ty będziesz przez rok udowadniał, że nie jesteś wielbłądem.

  • l_zaraza_l

    Oceniono 5 razy 5

    Ja już pisałam o tym przy innej, podobnej okazji. Państwo nie ma prawa odbierać dzieci tylko dlatego, że rodzice są biedni, mniej zaradni i gorzej radzący sobie w naszej rzeczywistości(nie mylić z patologią). Państwo nie ma prawa zabierać dziecka tylko dlatego, że mieszkanie jest bardzo skromne. Państwo nie ma takiego prawa, dopóki samo nie zapewni dostatecznej pomocy, by jego oczekiwania (stawiane warunki) mogły zostać spełnione.
    W Szkocji przepisy wyraźnie precyzują, że każde z dzieci powinno mieć swój pokój. I to gmina ma za zadanie dofinansować takie mieszkanie ludziom biednym
    W Holandii zasiłek dla matki z dzieckiem to około 1400 euro. Z tych pieniędzy trzeba zapłacić ubezpieczenie zdrowotne dla matki (od 90 euro). Ale taka kobieta dostaje:
    - częściowy zwrot kwoty ubezpieczenia - (każdy poniżej pewnego pułapu dochodów)
    - zwrot podatku (każdy poniżej pewnego pułapu dochodów)
    - dofinansowanie do mieszkania (każdy jak wyżej)
    - zwrot opłaty za wodę (każdy jak wyżej)
    - są jeszcze takie bilety uprawniające do pójścia z dzieckiem do kina, muzeum, na basen...
    Trzeba pamiętać o rzeczy bardzo ważnej i kosztownej dla każdego Polaka - W Holandii i Szkocji wszystkie dzieci (status majątkowy bez znaczenia) otrzymują podręczniki bezpłatnie (w Szkocji jest to kompletna wyprawka od książek po gumkę i ołówek - przecież rodzice płacę ze edukację podatkami)
    Znowu przykład Holandii: Wielu Polaków jest zatrudnionych przez takie dziwne agencje, które pobierają od pracodawców po 16, 17 euro za godzinę pracy pracownika ale pracownikom wypłacają jedynie najniższe możliwe wynagrodzenie. Ale... Zwroty i dopłaty jak wyżej + wyrównanie raz w roku dochodu do uznanego w Holandii za minimum niezbędne do pozostania człowiekiem. Jeśli ktoś pracował mniej godzin i nie osiągnął rocznego dochodu minimalnego to dostaje wyrównanie (różnie).
    Trzeba pamiętać, że to minimum w Holandii pozwala przeżyć tam naszym rodakom i jeszcze podsyłać coś rodzinom w Polsce. I proszę nie przeliczać euro na złotówki ale założyć, że koszty utrzymania tam w euro są niższe niż tu w zł. (czynsze, opłaty, codzienne zakupy).

    Mój komentarz nie ma być wypowiedzią polityczno-gospodarczą ale raczej ma charakter ludzki, społeczny. Doskonale zdaję sobie sprawę z faktu, że Polski nie stać na takie "rarytasy" jak przykłady przytoczone powyżej i że 415 zł jest kwotą jaką uznaje się za wystarczająca do życia. Ale skoro mamy takie standardy płacowo-świadczeniowe, to musimy zachować stosowne standardy dotyczące luksusów w jakich mają wychowywać się polskie dzieci.

  • tepicpo

    Oceniono 5 razy 5

    niektórzy polscy sędziowie nigdy nie powinni wykonywać swojego zawodu.i nie chodzi tu tylko dawnych czerwonych,ale i obecnych nieuków

  • yququrata

    Oceniono 4 razy 4

    Sprawa opisana w tym artykule to też wynik niechlujstwa kuratora (jak wynika z treści), a na podsawie naszej sprawy - pisanej nizej, mogę całkowicie to zrozumieć, bo w naszym przypadku kurator "odlatuje" w swoich opisach, a młody sędzia boi się, że jak umorzy spawę, to mu wystawią opinię, z którą nie zrobi kariery. ak to jest, ze KAŻDA sprawa rodzinna jest weryfikowana po zakończeniu, aby sprawdzić ,czy nie została umorzona bezpodstawnie. Jeśli tak to sędzia ma opinię, która nie ułatwia dalszej kariery. Podobo tu chodzi O DOBRAO DZIECKA.. Tylko dlaczego nikt nie ma czasu - w imie dobra tego dziecka - zapoznać sie ze sprawą? Dlaczego prawo działa na zasadzie: doniesli na ciebie, teraz msisz se bronić, a przecież powinno sie udowodnic winę, a nie zmuszać do wykazywania niewinności! Rodzice Sebastiana tez najpierw byli winni, a co z udowodnieniem winy podan wszelka wątpliwość (a wszelkie watpliwości powinny być rozstrzygane na korzyść oskarzonego...), co to jest za prawo?? Nie umiem tego inaczej wytłumaczyć, jak statystykami korupcji, gdzie Polska jest obok Białorusi, albo karierowiczostwem (dlaczego do spraw rodzinnych przydzielani są sędziowie, którzy dopiero zaczynają swoje sędziowanie 32-letni chłopcy - aby stwardnieli, znieczulili się, przetarli w zawodzie - czyli my jesteśmy dla nich myszkami doświadczalnymi,a oni pokazuja starszm, kto bardziej bezwzględny i nieczuły...), albo niechlujstwem brak checi do rozpoznania sprawy.

  • arahat1

    Oceniono 6 razy 4

    nie maja mieszkania? codziennie od 20 lat rzady RP przelewja na konto kleru 3 mln zlotych...a pozniej jakas gwiazdeczka w jakis mediach blekintymi oczkami mowi: wyslijcie sms a chory dostanie z niego ile pocent??? oderwac kler od koryta a kasa dla atkich rodzicow jak w artkule!!! mam nadzieje ze klerowi starcza te 3 mln na waciki ...

  • sauruss

    Oceniono 4 razy 4

    Życzę tym państwu, by wygrali 100 tys. zł odszkodowania od bandyckiego i bezdusznego sądu.

  • nomina

    Oceniono 3 razy 3

    A co do "podkurczonych nóg" - czy pan kurator łaskawie się zainteresował, jaką rehabilitację ma zapewnione dziecko? Bo, niestety, dwa razy w roku po 10-20 zabiegów ze standardowego koszyka NFZ to trochę za mało, żeby utrzymać mięśnie i nerwy w porządku. A nie każdy musi zarabiać na tyle dużo, by móc opłacić tysiące złotych za prywatną rehabilitację.

  • nomina

    Oceniono 3 razy 3

    Problem w tym, że zapłaci nie sąd, tylko ja, poniżej piszący forumowicze oraz rodzice chłopca - ze swoich podatków. Sprawiedliwie to by było, gdyby pan sędzia miał wykupione OC.

    Nie rozumiem zarzutu - dziecko jest niewidome i niesłyszące. Jak kurator oczekiwał, że będzie mówiło? Jeśli to w ogóle się uda, będzie to długotrwały proces. Czego kurator się spodziewał - że chory chłopiec będzie mu pięć minut opowiadał o swojej rodzinie? Autor artykułu też "mataczy" - dziecko nie słyszy, ale reaguje na głos. Na wibracje czy jak? Bo chyba nie audytywnie na sam dźwięk?

    Jeśli zaś adwokat obawia się pytania, czy dziecko odczuwa krzywdę, i poważnie obawia się negatywnej decyzji sądu - to primo będzie to porażka sądownictwa (poczucie krzywdy mają nie tylko niepełnosprawne dzieci, nie tylko zwierzęta, ale i rośliny, co wykazały kilkukrotne badania naukowe; niemożność opisania krzywdy nie jest tożsama z jej nieodczuwaniem); secundo zaś - będzie chyba kolejnym argumentem przeciwko radykalistom aborcyjnym. Skoro bowiem krzywdy ma nie odczuwać kilkuletnie narodzone dziecko, to niby jak ma się krzywdzić nieukształtowany neurologicznie kilkutygodniowy zlepek komórek?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje