Lekarze - specjaliści z Górnośląskiego Centrum Medycznego w Katowicach - nową metodą ratują życie. Wszczepili sztuczną zastawkę do sztucznej zastawki. - Czuję się jak aniołek, gdybym miał skrzydła mógłbym latać - powiedział pierwszy w Polsce pacjent, któremu do implantowanej zastawki biologicznej lekarze wszczepili drugi implant i w ten sposób uratowali mu życie.
Lekarze z Górnośląskiego Centrum Medycznego w Katowicach-Ochojcu nową metodą ratują życie. - Czuję się jak aniołek, gdybym miał skrzydła mógłbym latać - powiedział reporterce TOK FM - Tadeusz Rajczykowski, pierwszy w Polsce pacjent, któremu do implantowanej zastawki biologicznej lekarze wszczepili drugi implant. W ten sposób uratowali mężczyźnie życie. Lekarze z tego ośrodka od ponad roku implantują zastawki metodą małoinwazyjną, dochodząc do miejsca awarii przez tętnicę udową. Do tej pory wszczepiali je zawsze do zniszczonych własnych zastawek pacjenta. W przypadku Tadeusza Rajczykowskiego kolejna operacja nie wchodziła w grę.
Pan Tadeusz tuż przy sercu miał wymieniony fragment aorty na sztuczną, a w niej wszczepioną biologiczną protezę, która uległa doszczętnemu zniszczeniu na skutek zapalenia. - Po wspólnym konsylium kardiologów, kardiochirurgów i anestezjologów zdecydowaliśmy się podjąć próbę implantacji przez tętnicę udową sztucznej zastawki aortalnej. Czyli do jednej sztucznej włożyliśmy drugą. I udało się. Chory miał na szczęście implantowaną biologiczną zastawkę bez części mechanicznej, która poddała się całkowicie. Nowa funkcjonuje doskonale, a po starej nie zostało już prawie śladu. Chory jest na sali i wreszcie bez duszności - tłumaczy dr Grzegorz Smolka, kierownik Oddziału Ostrych Zespołów Wieńcowych.
- Trafiłem tu po licznych perturbacjach, które trwają już osiem lat. Przeszedłem wiele operacji. Lekarze dali mi życie i radość, że jeszcze mam przed oczami ten świat i rodzinę - cieszy się pacjent. Nie zdawał sobie sprawy, że jest pierwszym w Polsce pacjentem, który przejdzie taki zabieg. - Nie domagałem się technicznych informacji. Nie jestem medykiem tylko inżynierem. Nie wiedziałem, że to pierwsza operacja. Ale wiedziałem, że nie jest to rutynowa operacja. A czy pierwsza czy dziesiąta... Dla mnie najważniejsza, bo pierwsza, która pozwoliła mi dalej żyć - powiedział Tadeusz Rajczykowski.
- To są zabiegi, które trzeba wykonywać od ręki. Jesteśmy przygotowani, żeby przyjąć każdą liczbę pacjentów. Brakuje jedynie pełnej refundacji - mówi Andrzej Ochała, szef Zakładu Kardiologii Inwazyjnej. Koszt wszczepienia zastawki tą metodą to około 100 tysięcy złotych. NFZ refunduje około 80 tysięcy. Resztę musi dołożyć szpital.
W Górnośląskim Centrum Medycznym na wszczepienie zastawki trzeba czekać ponad rok.
A dlaczego operacja wszczepienia zastawek nie jest w pełni refundowana? Przecież należy do zabiegów ratujących życie? Dlaczego dziennikarze nie pytają o to polityków, tylko w koło Macieju, o krzyżach, miesięcznicach i innych bzdetach.
wroclawianin5045
Oceniono 2 razy
0
ile to ludzi dluzej bedzie ogladac OBYWATELA.k prawnika?