Akcja ratunkowa na Bałtyku. Pasażerka potrzebowała pomocy [FOTO]

Sylwia Polachowska
08.09.2010 , aktualizacja: 08.09.2010 20:16
A A A Drukuj
Akcja podjęcia chorej pasażerki przez jednostkę ratownictwa SAR Fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta Akcja podjęcia chorej pasażerki przez jednostkę ratownictwa SAR
Jedna pasażerka straciła przytomność, wielu innych nabawiło się morskiej choroby - tak zakończył się nieudany rejs katamaranem "Jantar" z Kołobrzegu na Bornholm
Kobieta zasłabła podczas rejsu na Bornholm
Fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta
Kobieta zasłabła podczas rejsu na Bornholm
- Z Kołobrzegu katamaran wypłynął o godz. 7, a po półtora godzinie rejsu załoga otrzymała informację, że jedna z pasażerek straciła przytomność - mówi Mirosław Balicki, dyrektor ds. żeglugi Kołobrzeskiej Żeglugi Pasażerskiej. - Na szczęście na pokładzie było trzech lekarzy, którzy od razu udzielili kobiecie pomocy i podali leki. Jeden z nich stwierdził, że może to być udar mózgu, więc konieczna jest natychmiastowa hospitalizacja.

Załoga katamaranu wezwała na pomoc jednostkę Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa. Ze względu na zagrożenie życia pasażerki kapitan "Jantara" zawrócił do Kołobrzegu.

- Załoga musiała szybko zareagować, bo nie do końca wiadomo było, co dzieje się z kobietą - tłumaczy Balicki.

Ok. godz. 10 nieprzytomną pasażerkę zabrał z pokładu katamaranu kuter ratowniczy "Szkwał". - Akcję przeprowadzono szybko i sprawnie. Na brzegu czekała już karetka, która zabrała chorą do szpitala - mówi kapitan "Szkwała" Jarosław Stępień. - Teraz kobieta czuje się już dobrze, a jej stan jest stabilny.

36-letnia pasażerka katamaranu została wypisana ze szpitala ok. godz. 14.

Tymczasem "Jantar" wrócił do Kołobrzegu, ponieważ wielu pozostałych pasażerów także nie było w najlepszej formie. - Półtorej godziny od wypłynięcia katamaranem zaczęło mocno bujać - opowiada nam jeden z nich Przemysław Skrzydło, który w rejs wybrał się ze znajomymi. - Większość pasażerów czuła się źle, zwłaszcza starsi. Wiele osób dostało torsji, wszystkie toalety były zajęte. W pewnym momencie załoga zaczęła rozdawać nam woreczki i cieplejsze ubrania, żeby ludzie mogli wychodzić na pokład i zaczerpnąć świeżego powietrza.

Jak mówi inny z pasażerów: "atmosfera na katamaranie zrobiła się nerwowa, większość ludzi była zwyczajnie wykończona".

Według Balickiego takie sytuacje zdarzają się często, gdyż ludzie różnie reagują na morskie warunki. - Z doświadczenia wiem, że większość pasażerów nie jada nic przed rejsem, potem łykają tabletki na chorobę lokomocyjną i tak się to kończy.

Niektórzy pasażerowie byli rozczarowani powrotem do Kołobrzegu. - Zapowiadał się fajny urlop. Nie spodziewaliśmy się, że coś takiego się stanie i nikt nie mógł przewidzieć, że katamaran zawróci - mówi Katarzyna Ruszczycka, turystka z Olsztyna.

Zdaniem kapitana portu w Kołobrzegu Jana Świtlickiego kapitan "Jantara" podjął dobrą decyzję. - Nikt nie jest w stanie przewidzieć, co stanie się na morzu. Prognoza pogody nie zawsze się potwierdza, zdarzają się pogorszenia. Wszystko zależy od kierunku wiatru, a warunki przy brzegu mogą różnić się od tych, które panują dalej.

W środę rano w Kołobrzegu siła wiatru przy brzegu wynosiła 4-5 st. w skali Beauforta (o godz. 8), na pełnym morzu od 5 do 6 st., zaś fala miała wysokość 1,5 m.

- "Jantar" może pływać nawet, gdy fale sięgają dwóch metrów, jednak w tym przypadku pogoda coraz bardziej się pogarszała, a morze było mocno wzburzone, dlatego też kapitan zakończył rejs - wyjaśnia Mirosław Balicki.

Po wpłynięciu do portu w Kołobrzegu pasażerom niefortunnego rejsu zwrócono pieniądze za bilety. Ci, którzy nie chcieli rezygnować z wycieczki na Bornholm, zmienili termin rejsu. Pozostała jeszcze kwestia pasażerów, którzy z portu Nexo na Bornholmie mieli wczoraj wrócić "Jantarem" do Polski. - Ich sytuacja została już rozwiana. Pięć osób, które czekało w Nexo, wróci inną trasą, przez Ystad i Świnoujście - mówi Balicki.

Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (9)

  • lesgor54

    Oceniono 1 raz -1

    Dobry fachowiec z tego lekarza,a pozostali nie lepsi.

  • liquid_force

    Oceniono 1 raz 1

    zaraz będzie pełno malkontentów którzy zaczną marudzić,

    a ja uważam, że należy się cieszyć, że jak każdy z nas zasłabnie, to SAR przypłynie, a katamaran zawróci z trasy aby jak najszybciej przekazać chorego.

    Dla fanów helikopterów - dajcie spokój - podjęcie helikopterem z łodzi 30 km od brzegu (nawet bliżej, bo zawrócił), to większa strata czasu niż wysłanie SAR i szybki powrót do brzegu... Gdyby to było 50-100 km to pewnie helikopter miałby już przewagę, albo gdyby nie było szpitala przybrzeżnie (ale w Kołobrzegu jest duży szpital wielospecjalistyczny)

    A że nie miała udaru, to nalezy się tylko cieszyć, a nie je**ć lekarzy. Poczytajcie o róznicowaniu zasłabnięć i wtedy piszcie w tej sprawie.

    Czemu w tym kraju tyle pesymizmu... no nie rozumiem ;)

  • szoferek1

    Oceniono 1 raz -1

    Podejrzewam że gdyby zasłabł jakiś urzędnik to wysłaliby helikopter.Ale była to pewnie zwykła pasażerka, więc po co angażować LPR? Dobrze że nie miała wylewu,bo po transporcie statkiem
    można by ją odstawić prosto do kostnicy.

  • doremiko

    Oceniono 1 raz -1

    Kto to widział kuracjuszom z sanatorium takie rejsy organizować :)
    A na poważnie, to niektórzy naprawdę nie mają wyobraźni i pchają się na takie wycieczki, przeceniając swoje możliwości zdrowotne.
    Reszta pasażerów miała rejs życia - pokręcili się trochę po Bałtyku, w dodatku za darmo :)

  • cytrynowydyzio

    Oceniono 1 raz -1

    To pewnie byli ginekolodzy, albo rodzinni.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX