Jerzy Skolimowski: Nie mam szans na nagrodę w Wenecji. Przez Tarantino?

mm, PAP
06.09.2010 , aktualizacja: 06.09.2010 11:04
A A A Drukuj
Quentin Tarantino/ Jerzy Skolimowski Fot. REUTERS/ALESSANDRO BIANCHI/ AG Quentin Tarantino/ Jerzy Skolimowski
Jerzy Skolimowski stwierdził, że jego film nie ma szans na nagrodę na festiwalu w Wenecji. Według reżysera obraz, który nie jest proamerykański, nie ma szans u amerykańskiego przewodniczącego jury Quentina Tarantino.
Ubiegający się o nagrodę Złotego Lwa film "Essential killing", który w poniedziałek zostanie zaprezentowany w Wenecji, to opowieść o Afgańczyku, zabójcy trzech amerykańskich żołnierzy. Schwytany przez Amerykanów trafia do jednej z tajnych baz w Europie, gdzie jest przesłuchiwany. Gdy udaje mu się zbiec, rozpoczyna się za nim pościg.

Tarantino w jury

- Nie przeceniałbym szans filmu. Słyszę dookoła - i polskie media to podchwyciły - że rzekomo film jest w gronie faworytów - powiedział Jerzy Skolimowski w przeddzień projekcji filmu na weneckim festiwalu. - Otóż w mojej opinii nie jest i to z kilku powodów - dodał reżyser. - Musimy pamiętać o tym, że przewodniczącym jury jest Amerykanin Quentin Tarantino i to taki proamerykański Amerykanin, a tak mojego filmu nie można nazwać. Raczej gdyby przykładać tu tego rodzaju miary, to można rzecz - wprost przeciwnie - wyjaśnił Skolimowski.

Gallo nazwał go ''dupkiem''

- Poza tym rolę główną gra kontrowersyjny aktor Vincent Gallo, który zresztą tego przewodniczącego jury osobiście raczył był obrazić, nazywając go publicznie "dupkiem". No więc gdzież tu mówić o szansach na Złotego Lwa?" - zauważył reżyser. - Nie przesadzajmy. Przypuszczam, że wrócimy do Warszawy z pustymi rękoma - ocenił.

Pytany zaś o to, dlaczego według niego organizatorom festiwalu tak bardzo zależało, aby film znalazł się w konkursie, że dopisali go do listy już po jej zamknięciu, Skolimowski odparł: - Oni widzieli jeszcze roboczą wersję, której nie można było praktycznie pokazać nawet komisji konkursowej, bo to było jeszcze zupełnie w powijakach. (...) Dopiero kiedy mieli gwarancję, że zdążymy i przygotujemy kopię na festiwal, wtedy mogli przedstawić film całej komisji i ogłosić, że bierze udział w konkursie.

- Do ostatniej chwili to nie było pewne. Mieliśmy bardzo skomplikowany proces techniczny, na który składały się i efekty specjalne robione w Warszawie i dźwięk, który robiliśmy w Dublinie i koloryzacja kopii, którą robiliśmy w Krakowie - dodał. - Do ostatniej chwili pod znakiem zapytania było to, czy zdążymy mieć gotowy film na festiwal.



Sylwia Wysocka

Zobacz więcej na temat:

Podziel się