W wywiadzie udzielonym "Rzeczpospolitej" Waszczykowski opowiada m.in. o kulisach swojego zwolnienia. - Od 1992 do 2008 r. byłem czynnym dyplomatą, od dwóch lat przebywałem na urlopie bezpłatnym z MSZ w związku z pełnieniem funkcji wiceszefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego - mówi. Kiedy po ustąpieniu z funkcji sprawowanej w BBN Waszczykowski chciał wrócić na stanowisko w MSZ, zamiast odpowiedniej jego kwalifikacjom funkcji dostał wymówienie.
- W ciągu tylu lat pracy w dyplomacji nie widziałem, żeby byłego wiceministra wyrzucano z pracy w ten sposób. Ale też patrząc, jak działa ten rząd wobec adwersarzy politycznych, wobec wszystkich, którzy mają odwagę powiedzieć, że politykę można prowadzić inaczej, nie jest to dla mnie zaskoczeniem - twierdzi Waszczykowski. - Miałem cywilną odwagę skrytykować działania rządu Donalda Tuska, wytknąć błędy, powiedzieć, na czym polegały problemy w negocjacjach w sprawie tarczy antyrakietowej, jak powinno wyglądać nasze zaangażowanie w Afganistanie. Rządzących to kłuło w oczy i teraz ponoszę konsekwencje - dodaje.
- Nie usłyszałem nawet słowa podziękowania za moją wieloletnią pracę w administracji państwowej - mówi.
"To PO uruchomiło mechanizm dyskredytacji L. Kaczyńskiego" Waszczykowski w wywiadzie ostro krytykuje rząd. Nie tylko za politykę zagraniczną, ale także za działania w kraju. - Obrażano śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, ministra Aleksandra Szczygłę i wiele innych osób, które krytykowały poczynania rządu - opowiada były wiceszef BBN. - Na portalach internetowych, w blogach prominentnych polityków PO, publicystów, umieszczano liczniki odliczające czas do końca kadencji Lecha Kaczyńskiego.
Według Waszczykowskiego to
Platforma Obywatelska i rząd stosowała "cały mechanizm dyskredytacji" - wykluczała z dyskursu politycznego wielu ludzi, wręcz całe ugrupowania. - Najpierw dotknęło to polityków
LPR czy Samoobrony, ale przez kilka ostatnich lat był to mechanizm nakierowany na prezydenta, jego ekipę i
PiS - mówi.
Zdaniem byłego wiceministra polityka zagraniczna prowadzona przez rząd Donalda Tuska jest "niesłuszna i nietrafna", a sam fakt, że Bronisław Komorowski jako cel swojej pierwszej podróży jako prezydent obrał Brukselę - błędem. - Pierwsze wyjazdy zagraniczne prezydenta powinny być do stolic naszych partnerów. Oczywiście można się spierać, czy do partnerów w regionie, czy stolic dużych państw na Zachodzie. To w stolicach państw podejmowane są decyzje o dalszych kierunkach rozwoju UE - uważa Waszczykowski.