Długa owacja na stojąco, a później pozytywne recenzje towarzyszyły premierze "Czarnego łabędzia", psychologicznego thrillera Darrena Aronofsky'ego, który otworzył w środę tegoroczny, 67. festiwal filmowy w Wenecji. To opowieść o tancerce, która ma szansę na najważniejszą baletową rolę - Odette w "Jeziorze łabędzim" i która zrobi wiele, by ją zdobyć. Natalie Portman wreszcie miała okazję pokazać się w mniej słodkiej i łagodnej roli, niż te, w których obsadzano ją do tej pory. Zagubiona w życiu w całości oddaje się baletowi, a za sukces na scenie musi zapłacić wysoką cenę.
Aronofsky, który dwa lata temu wywiózł z Wenecji Złotego Lwa za "Zapaśnika", na konferencji prasowej zaskakująco porównywał świat wrestlingu do baletu: - W obu występują ludzie, którzy używają swoich ciał w ekstremalny, niezwykle intensywny sposób. Całe ich przedstawienie opiera się na intensywnej fizyczności.
Amerykanie powrócili w tym roku na Lido w sporej reprezentacji. W konkursie głównym mają sześć filmów, w tym najnowszą produkcję Sofii Coppoli "Somewhere", i pięć poza konkursem, w tym wyreżyserowane przez hollywoodzkiego gwiazdora Bena Afflecka "The Town" i dokument Martina Scorsese "A Letter to Elia" o pisarzu Elii Kazanie.
Łącznie na festiwalu pokazanych zostanie 79 pełnometrażowych filmów z 34 krajów, w tym po raz pierwszy z Dominikany. Pierwszy raz od lat również my mamy swoją reprezentację (choć w wielonarodowej koprodukcji) w postaci najnowszego filmu Jerzego Skolimowskiego "Essential Killing", dodanego w ostatniej chwili do konkursu głównego. Na jego premierę i pierwsze recenzje będziemy jednak musieli poczekać do poniedziałku.
Festiwal dopiero się rozkręca, trudno więc o typowanie faworytów. Z 23 konkursowych filmów - oprócz entuzjastycznie przyjętego "Czarnego łabędzia" - premierę miały już "Norwegian Wood" Tran Anh Hunga, ekranizacja kultowej w Japonii (ponad 10 mln sprzedanych egzemplarzy) powieści Haruki Murakamiego pod tym samym tytułem oraz "Miral" - opowieść o czterech dekadach historii Palestyńczyków opowiedzianej z ich perspektywy, ale wyreżyserowana przez nowojorskiego żyda Juliana Schnabela. W weekend premiery będą miały, m.in. wspomniane już "Somewhere" Coppoli, "Potiche" François Ozona, "La Passione" Carlo Mazzacuratiego z Kasią Smutniak, polską aktorką mieszkającą we Włoszech. W sobotę Złotego Lwa za osiągnięcia życia odbierze chiński reżyser John Woo, a ceremonii towarzyszyć będzie pokaz jego najnowszego filmu "Jianyu" z Michelle Yeoh w roli głównej.
Kto zdobędzie Złotego Lwa i czy będzie to Jerzy Skolimowski, dowiemy się dopiero 11 września, kiedy to jury pod przewodnictwem, wciąż zakochanego w kinie, Quentina Tarantino ogłosi swój werdykt.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl