Współzałożycielem pierwszej, i jak na razie jedynej, polskiej firmy detektywistycznej w Berlinie jest były szczeciński policjant Jacek Orzechowski, który wcześniej świadczył podobne usługi w Polsce.
Jaka jest różnica między
pracą prywatnego detektywa w Polsce a w Niemczech?
- W Polsce 90 proc. zleceń dotyczy zdrad małżeńskich - mówi Orzechowski. - W większości przypadków to kobiety podejrzewają mężów o zdradę. I najczęściej ich podejrzenia potwierdzają się. My znajdujemy dla nich dowody. Te mogą się przydać w Polsce przy sprawie rozwodowej - chodzi o orzeczenie o winie. W niemieckim prawie nie ma orzeczenia o winie przy rozwodzie, więc racjonalni
Niemcy nie przywiązują do dowodów zdrady aż tak wielkiej wagi, jak Polacy. Tak więc w Berlinie znacznie rzadziej śledzimy małżonków niż w
Szczecinie. Może to i lepiej, bo dość już mieliśmy jeżdżenia do Wirgi.
Chodzi o restaurację przy pętli tramwajowej Głębokie.
- Kochankowie czują się tam bezpiecznie, pewnie dlatego, że to lokal na obrzeżu miasta. Wśród detektywów mówiło się, że jak śledzony facet idący na randkę z kochanką zniknął obserwacji z oczu, to najpewniej siedzi w Wirdze. I to się sprawdzało.
Polscy detektywi w Berlinie żyją głównie ze zleceń od firm ubezpieczeniowych oraz z wywiadu gospodarczego. Typowy przykład: obcokrajowiec jest na chorobowym i w związku z tym bierze pieniądze od odpowiednika ZUS lub firmy ubezpieczeniowej. W rzeczywistości jest zdrowy i pracuje na czarno w innej firmie. Zarabia podwójnie.
- Niemcy są ostrożni w interesach, dlatego zwykle przed podpisaniem kontraktu z firmą z Europy Wschodniej, sprawdzają ją. Czyli dzwonią do nas.
Polscy detektywi mówią, że na Zachodzie lepiej im się pracuje. - Bo policja nie traktuje nas jak konkurencji, ale jak partnerów. Zawód detektywa jest zawodem zaufania publicznego. Łatwiej zdobyć urzędowe informacje. Np. informacji udzielił nam bez problemu dyrektor szkoły. W Polsce w takim przypadku trzeba by zastosować jakiś fortel.
Pracownicy polskiej firmy detektywistycznej w Berlinie zarabiają lepiej niż w Polsce. Za usługi obowiązują tam takie same stawki, jak w Polsce, tylko że w euro. Za godzinę
pracy detektywa w Berlinie trzeba więc zapłacić 50 euro.
Są też minusy. - Niemcy, jak wiadomo, znani są z donoszenia. Jak zobaczą człowieka, który np. stoi pod jakimś domem i mówi nie po niemiecku, od razu dzwonią na policję.